Nie zdał egzaminu. Student UMED idzie do sądu
Student pierwszego roku Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, który nie zaliczył egzaminu organizowanego do godz. 22, zapowiada skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Rodzina wskazuje, że uczelnia dotąd "orzekała we własnej sprawie", a niezależną ocenę ma dać dopiero sąd.
Egzamin do 22 i brak porozumienia
Mateusz (imię zmienione) mówił "Wyborczej", że późna pora zaliczenia mogła wpłynąć na wynik. - Zabrakło mi wyjątkowo niewiele. W części, którą pisałem najpóźniej, miałem błędy, jakich normalnie bym nie zrobił. Jestem przekonany, że to dlatego, że byłem już zmęczony - relacjonował student.
Zapaść w ochronie zdrowia. Opozycja grzmi: to brutalnie uderzy w pacjentów
Studenci zwracali też uwagę na brak wsparcia i trudności w komunikacji z uczelnią. - Na uczelni nie było nikogo, kto mógłby się za nami wstawić. Zaskoczyły mnie problemy z komunikacją, z jakimi się spotkaliśmy, bo wydaje się, że uczelnia powinna być otwarta na studentów - dodał inny student UMED w Łodzi.
Po publikacji materiału do redakcji miała zgłosić się również matka innego studenta, opisując skalę stresu po egzaminie i rozważania o ponownym zdawaniu na studia.
Po niezaliczeniu egzaminu Mateusz wysłał pismo do rektora, wnosząc o uchylenie decyzji prodziekana dotyczącej odmowy zgody na egzamin warunkowy oraz komisyjny. Prosił też o wstrzymanie procedury skreślenia do czasu wyjaśnienia sprawy, jednak nie udało się osiągnąć porozumienia z uczelnią.
Student wyprowadza się z Łodzi, ale zapowiada dalsze kroki prawne. Ojciec byłego już studenta tłumaczył, że rozstrzygnięcie ma zapaść przed niezależnym organem. - Chcielibyśmy, żeby nasze wątpliwości rozstrzygnął sąd, bo do tej pory uczelnia orzekała we własnej sprawie. Niezależną będzie dopiero ocena sądu - zaznaczył.
Uczelnia nie widzi problemu
Według "Wyborczej" spór dotyczy m.in. zasadności przeprowadzania egzaminu w późnych godzinach w kontekście równego traktowania studentów oraz zapisów regulaminu studiów dotyczących egzaminu komisyjnego.
Ojciec Mateusza przyznał, że nawet ewentualna wygrana nie musi oznaczać powrotu na UMED. - Najbliższy czas pokaże, jakie decyzje syn podejmie ostatecznie, ale raczej nie wyobrażam sobie powrotu na studia medyczne na UMED w Łodzi - ujawnił.
Uniwersytet Medyczny w Łodzi w odpowiedzi podkreślał, że godziny egzaminów są autonomiczną decyzją uczelni, a organizowanie zaliczeń wieczorem nie narusza przepisów.
"Godziny egzaminów nie są regulowane przez przepisy prawa ani regulamin uczelni - ich ustalenie jest autonomiczną decyzją uniwersytetu. Organizowanie egzaminów w godzinach wieczornych nie jest standardem, ale nie stanowi nieprawidłowości. Egzamin został przeprowadzony zgodnie z planem i nie kolidował z zajęciami dydaktycznymi. Zwracamy uwagę, że studia medyczne wymagają przygotowania do pracy w warunkach wymagających dużego wysiłku, także w godzinach wieczornych".
Możliwe zmiany w organizacji zaliczeń
Kolejny rocznik ma mieć przedmiot biochemia, chemia i biologia molekularna rozbity już na dwa egzaminy. Redakcja "Wyborczej' zwróciła się do uczelni z pytaniem o powody tej decyzji i czekała na odpowiedź.
Po publikacji "Wyborcza" otrzymała list od profesora związanego z jedną z łódzkich uczelni. Autor wskazywał, że późne egzaminy mogą wynikać z ograniczonej liczby sal komputerowych, a w szerszym komentarzu pisał o uczelniach medycznych jako instytucjach, które przy dużej liczbie kandydatów mogą działać w warunkach monopolistycznych.
"Monopolista nie musi się o nic starać - klient zawsze przyjdzie. Mało tego - w skrajnych przypadkach z powodu świadomości o swej dominującej roli na rynku, monopolista może wprowadzać patologiczne zasady funkcjonowania: nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi? Tak jest z uczelniami artystycznymi i medycznymi" - podsumował profesor w liście.
Źródło: Wyborcza
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.