Nowi pacjenci bez dostępu do opieki. Są uwięzieni w szpitalach
Wojciech Sawicki, znany w sieci jako twórca profilu Life On Wheelz, od lat pokazuje, że mimo ciężkiej choroby można walczyć o niezależność. Mężczyzna choruje na dystrofię mięśniową Duchenne’a i niedawno wystąpił w Sejmie, gdzie opowiedział o problemach osób korzystających z domowej wentylacji mechanicznej.
W tym artykule:
Przyjęcia pacjentów wstrzymane
Sprawa jest pilna, bo od połowy stycznia podmioty zrzeszone w Ogólnopolskim Związku Świadczeniodawców Wentylacji Mechanicznej wstrzymały przyjęcia nowych dorosłych pacjentów do opieki domowej. Jak tłumaczy organizacja, decyzja wynika z braku zabezpieczenia finansowego świadczeń. "Bez adekwatnych środków oraz wdrożenia nowego modelu świadczenia dalsze przyjmowanie nowych, dorosłych pacjentów groziłoby załamaniem ciągłości opieki nad już leczonymi" – przekazano w oświadczeniu.
Domowa wentylacja daje szansę na życie poza szpitalem
Problem dotyczy osób najciężej chorych, m.in. z zanikiem mięśni, stwardnieniem rozsianym, POChP czy zwłóknieniem płuc. Dla wielu z nich wentylacja w domu oznacza możliwość życia poza szpitalem, kontakt z bliskimi, a czasem także aktywność zawodową. Sawicki przypomniał, że sam przed objęciem opieką domową spędził dwa miesiące na OIOM-ie. - Blokowałem niepotrzebnie miejsce, z którego mógłby ktoś skorzystać - mówił.
Świadczeniodawcy alarmują: limity są zbyt niskie
Świadczeniodawcy alarmują, że limity finansowania nie odpowiadają rzeczywistym potrzebom. W 2025 r. mieli pod opieką ponad 5 tys. pacjentów ponad obowiązujące limity, co doprowadziło do problemów z rozliczeniami. - Bez odpowiedniego finansowania nie jesteśmy w stanie dalej realizować świadczeń poza kontraktem i pacjenci niestety będą musieli pozostawać w szpitalach - ostrzegał Robert Suchanke, prezes OZŚWM.
Ministerstwo zapowiada zmiany, lekarze mają obawy
Biuro Komunikacji Ministerstwa Zdrowia powiedziało "Wyborczej", że resort zapowiada zmiany, m.in. doprecyzowanie kryteriów kwalifikacji oraz zmniejszenie częstotliwości wizyt domowych. Lekarze są jednak sceptycznie nastawieni do tego rozwiązania. - Teraz zajmują się pacjentami pasjonaci, bez ograniczeń czasowych. Ograniczenie godzin oznacza problemy dla jednostek funkcjonujących w systemie ratunkowym oraz dodatkowe koszty - ostrzega lekarz anestezjolog, Marek Frymorgen.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.