Kolejki do specjalistów rosną, a lekarzy przybywa. Eksperci wskazują na paradoks
Lekarzy przybywa, ale nie tam, gdzie są najbardziej potrzebni. Choć kolejki do specjalistów się wydłużają, w najbliższych latach Polska może stanąć przed paradoksalnym problemem nadwyżki lekarzy w niektórych dziedzinach. Młodzi medycy częściej wybierają specjalizacje pozwalające na prowadzenie prywatnych gabinetów, gdy oddziały szpitalne zmagają się z brakami kadrowymi.
Problemem nie jest liczba, ale specjalizacje
Jeszcze kilka lat temu głównym problemem polskiego systemu ochrony zdrowia był niedobór lekarzy. Sytuacja stopniowo się jednak zmienia. Ministerstwo Zdrowia od ponad dekady systematycznie zwiększa liczbę miejsc na studiach medycznych. Obecnie na kierunkach lekarskich studiuje około 9 tys. osób rocznie, podczas gdy kilkanaście lat temu było ich zaledwie 3-4 tys.
Schetyna o systemie ochrony zdrowia. "Ogromnie dużo trzeba zrobić"
Według analiz Naczelnej Izby Lekarskiej Polska potrzebuje obecnie około 4,1 lekarza na 1000 mieszkańców. W 2023 roku wskaźnik ten wynosił 3,4-3,6. Eksperci przewidują jednak, że przy utrzymaniu obecnego tempa kształcenia liczba lekarzy może już w kolejnej dekadzie przekroczyć zapotrzebowanie systemu. Ministerstwo Zdrowia przyznaje, że model prognozujący sytuację do 2034 roku wskazuje na możliwość pojawienia się nadpodaży lekarzy.
Resort zdrowia zwraca uwagę, że największym wyzwaniem nie jest dziś sama liczba medyków, lecz ich rozmieszczenie między poszczególnymi specjalizacjami. Największe braki prognozowane są w chorobach wewnętrznych oraz chirurgii ogólnej. Według danych ministerstwa do 2030 roku liczba internistów i chirurgów przechodzących na emeryturę będzie wyższa niż liczba nowych specjalistów. W przypadku interny różnica ma wynieść aż 1790 lekarzy, a w chirurgii ogólnej 439.
Prywatny gabinet zamiast szpitala
Znacznie większym zainteresowaniem cieszą się specjalizacje umożliwiające prowadzenie własnej działalności gospodarczej. Ministerstwo wymienia wśród nich dermatologię, psychiatrię, otolaryngologię oraz urologię. Popularnością cieszą się również radiologia, kardiologia czy ortopedia. W niektórych z tych dziedzin liczba specjalistów ma wzrosnąć w najbliższych latach nawet o kilkadziesiąt procent.
Ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich Wojciech Wiśniewski zwraca uwagę, że młodzi lekarze coraz częściej wybierają specjalizacje niezabiegowe, które pozwalają pracować w prywatnym gabinecie, bez dużego ryzyka zawodowego i stresu związanego z leczeniem ciężkich przypadków.
- Widać, że to nie jest kwestia pieniędzy, tylko bardziej złożone wyzwanie. Młodsze pokolenie chce prowadzić spokojne życie, bez napięcia, stresu i nerwów - to jest praprzyczyną problemów ze znalezieniem specjalistów, a nie pieniądze - ocenił Wiśniewski w rozmowie z Gazetą Wyborczą.
Onkologia i chirurgia przegrywają
Problem szczególnie widoczny jest w specjalizacjach uznawanych za najtrudniejsze. Eksperci wskazują, że wolne miejsca rezydenckie pozostają w onkologii. Jak podkreśla Wiśniewski, podczas jednego z ostatnich naborów w województwie lubelskim nie obsadzono żadnej rezydentury z onkologii klinicznej. Tymczasem wraz ze starzeniem się społeczeństwa zapotrzebowanie na specjalistów zajmujących się leczeniem nowotworów stale rośnie.
Eksperci podkreślają, że wzrost liczby lekarzy nie musi automatycznie oznaczać krótszych kolejek do specjalistów. Jeśli większość nowych medyków będzie wybierać te same, najbardziej dochodowe specjalizacje lub pracę głównie w sektorze prywatnym, niedobory w kluczowych dziedzinach mogą utrzymywać się przez wiele lat.
Dlatego coraz częściej mówi się o konieczności lepszego planowania kształcenia i zachęcania młodych lekarzy do wyboru specjalizacji, bez których funkcjonowanie publicznego systemu ochrony zdrowia staje się coraz trudniejsze.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.