Opuchnięte kolano było objawem raka. "Płakaliśmy tygodniami"

Kevin Hurley był przekonany, że opuchlizna kolana to efekt jazdy na rowerze. Badania wykazały jednak coś znacznie poważniejszego – za obrzękiem stał zaawansowany nowotwór. Diagnozę mężczyzna usłyszał w szpitalnej sali.

Kevin Hurley Kevin Hurley
Źródło zdjęć: © Facebook
Marta Słupska

Myślał, że to od jazdy na rowerze

Kevin Hurley z Newbury w hrabstwie Berkshire przez długi czas nie podejrzewał, że dzieje się z nim coś poważnego. Gdy zauważył, że jego kolano jest opuchnięte, uznał, że to najpewniej uraz po jeździe na rowerze. Obrzęk nie znikał, więc mężczyzna zgłosił się kolejno do fizjoterapeuty, lekarza rodzinnego, a ostatecznie do szpitala.

Początkowo lekarze podejrzewali problem z krążeniem. Badania krwi wykonane w maju 2021 roku w Royal Berkshire Hospital wskazywały na możliwe zaburzenia krzepnięcia. Pojawiło się podejrzenie zatorowości płucnej, czyli stanu zagrożenia życia, w którym skrzep blokuje przepływ krwi w tętnicy płucnej.

Następnego dnia wykonano USG, zdjęcia rentgenowskie i rezonans magnetyczny. Wstępnie lekarze uznali, że może chodzić o chłoniaka, czyli nowotwór układu limfatycznego. Prawdziwa diagnoza okazała się jednak inna.

29 maja 2021 roku Kevin usłyszał, że ma raka prostaty w czwartym stadium. Z powodu covidowych ograniczeń był wtedy sam w szpitalnej sali.

– To było jak uderzenie młotem kowalskim – opowiada. – Zareagowałem trochę dziwnie. Pielęgniarka powiedziała mi, że zostały mi dwa do pięciu lat, więc próbowałem negocjować ten wynik, pytając, czy określone leczenie może go poprawić.

– Oczywiście nie miało to żadnego wpływu. Ta liczba nie miała się zmienić. Wcześniej czułem się właściwie niezniszczalny, a nagle zrozumiałem, że umrę – dodaje.

Choroba postępowała od lat

Jak się okazało, opuchnięte kolano było skutkiem powiększonego węzła chłonnego w jamie brzusznej, który uciskał naczynia i utrudniał krążenie w nodze. U Kevina wykryto też bardzo wysokie stężenie PSA – ponad 5 tys., podczas gdy prawidłowo powinno wynosić poniżej 4.

Mężczyzna przypuszcza dziś, że pierwsze objawy mogły pojawić się już w 2018 roku. Miał wtedy bóle w klatce piersiowej, ale po badaniu EKG usłyszał, że nie ma powodów do niepokoju. Później okazało się, że mogły być związane z zatorowością płucną, która bywa powikłaniem nowotworu.

Trudne leczenie

Po diagnozie Kevin natychmiast rozpoczął leczenie przeciwkrzepliwe oraz hormonoterapię, której celem było zahamowanie działania testosteronu i spowolnienie rozwoju choroby. Jesienią 2021 roku przeszedł sześć cykli chemioterapii. Zdecydował się też na tzw. czepek chłodzący, który może ograniczać wypadanie włosów.

– Zawsze myślałem, że ja i moja żona Gillian będziemy opiekować się sobą na starość. To po prostu rozdzierające serce. Po diagnozie spędziliśmy tygodnie, płacząc sobie w ramionach. Nie wiem, ile czasu mi zostało, ale pod wieloma względami moje życie jest teraz lepsze niż wcześniej. Bardziej doceniam wszystkich i wszystko wokół mnie mówi.

Wiosną 2022 roku Kevin rozpoczął radioterapię. Kontrolne badania wykazały, że nowotwór nie postępował, choć nie było też oznak jego zmniejszenia. Przez kolejne miesiące poziom PSA pozostawał niski. Na początku 2024 roku zaczął jednak rosnąć, co sugerowało, że dotychczasowa hormonoterapia przestała działać.

Mimo to badania obrazowe nie pokazywały widocznego nowotworu, a jedynie blizny w kości miednicy. W styczniu 2025 roku wdrożono nową formę hormonoterapii. Ostatnia kontrola przyniosła dobre informacje: poziom PSA był niewykrywalny.

– To może działać osiem miesięcy, a może działać latami. Po prostu tego nie wiemy. Jeśli ma się ograniczony czas, ważne, żeby go nie marnować. Nie chcę spędzić ostatnich dni na walce z czymś. Rak jest w moim ciele i jest częścią mnie. Każdego dnia staram się myśleć pozytywnie. Pozwalam sobie płakać, kiedy tego potrzebuję, ale radzę sobie dobrze. Chcę, żeby inni chorzy na raka prostaty wiedzieli, że to nie zawsze musi oznaczać wyłącznie rozpacz – mówi.

Kevin zaangażował się też w działalność społeczną. Pomógł uruchomić projekt jazdy na tandemach dla osób niewidomych i słabowidzących.

29 maja minie pięć lat od diagnozy.

– Przekroczę czas, który mi dawano. Naprawdę mam się dobrze – kończy.

Źródło: The Sun

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie