Jacek Ostrowski zmaga się z rakiem. "Przeczytałem, że zostało mi pół roku życia"
Pisarz Jacek Ostrowski pierwszy wynik badania PSA potraktował jako pomyłkę. Niestety, okazało się, że ma raka prostaty w IV stadium. – Myślałem, że nie dotrwam do początku terapii. Groziła mi sepsa. A bóle kości były tak potworne, jakby mnie ktoś wiertarką wiercił – opowiada.
"Myślałem, że to pomyłka"
Koniec sierpnia 2025 roku. Jacek Ostrowski, mieszkający w Płocku pisarz, autor licznych powieści kryminalnych, pakował się z żoną do Hiszpanii, gdzie oboje planowali kupić wymarzony dom. Samochód był już przygotowany na wyjazd, załadowany torbami i walizkami. Do załatwienia, poza ostatnimi zakupami, została jeszcze tylko jedna sprawa.
– Żona namówiła mnie na zrobienie badań kontrolnych. Zgodziłem się dla świętego spokoju, bo przecież dobrze się czułem. Nie przypuszczałem, jak bardzo zmienią moje życie – opowiada pisarz w rozmowie z WP abcZdrowie.
Wyniki wykazały znacząco podwyższony poziom PSA– wskaźnika służącego do oceny zdrowia prostaty i wczesnego wykrywania raka stercza. Podczas gdy wartości PSA powyżej 4,0 ng/ml wymagają szczegółowej analizy, wynik Ostrowskiego wynosił 14,5, a po powtórzeniu badania – 16 ng/ml.
– Myślałem, że to pomyłka. Kiedyś zdarzyło mi się dostać wynik badania innego pacjenta i miałem nadzieję, że teraz będzie podobnie – przyznaje. – Kolejnym krokiem była wizyta u urologa. Bardzo się jej bałem – mówi.
Ostrowski nie jest wyjątkiem. Jak wynika z raportu przygotowanego w ramach programu edukacji "Zdrowie? Męska Sprawa", aż 67 proc. mężczyzn w wieku 40+ nigdy nie było u urologa. Przed wizytą panów powstrzymuje przede wszystkim wstyd i strach.
– Mimo że urolog po badaniu ocenił, że na 80 proc. mam raka, nadal łudziłem się, że będę w tych pozostałych 20 proc. – opowiada pisarz.
Zdarzały mu się jednak chwile załamania. Raz po wizycie u lekarza rodzinnego, gdy wrócił do samochodu, płakał, tłukąc rękami w kierownicę. W domu, gdy czytał o raku prostaty, by nie martwić żony, uciekał do łazienki, by kolejny raz przemyć twarz.
250 przemoczonych kompletów piżam
Potem były jeszcze rezonans magnetyczny, tomografia, scyntygrafia i biopsja. Badania wykazały IV stadium raka prostaty z przerzutami do kości.
– W pierwszej chwili wklepałem diagnozę w internet i… to był dla mnie koniec świata. Przeczytałem, że zostało mi pół roku życia. Mówi się, że taka diagnoza jest jak trzęsienie ziemi dla pacjenta. Dla mnie była czymś gorszym, bo po trzęsieniu ziemi można coś odbudować, a tu nie. Wpadłem w wielką czarną dziurę. Dopiero później zacząłem bardziej świadomie przeglądać sieć, szukać wiadomości i miałem więcej nadziei – mówi.
Diagnoza była szokiem, a stan mężczyzny w ciągu kilku tygodni gwałtownie się pogorszył.
– Miałem nawracające gorączki, po 40 stopni, które pojawiały się codziennie po południu. Starałem się umawiać wszystkie badania rano, kiedy czułem się najlepiej, bo jazda z gorączką z Płocka do Warszawy i z powrotem to był koszmar. Do tego zaczęły mi się bardzo silne bóle kości i nocne poty – do tego stopnia, że, jak policzyłem, przez kilka tygodni od diagnozy przepociłem 250 kompletów piżam. Byłem pewien, że złapałem jakiegoś wirusa, ale okazało się, że to były objawy nowotworu. To było straszne – relacjonuje i dodaje, że zaczęły się u niego także nocne mikcje, które wybudzały go co noc nawet po kilkanaście razy. – Sen był praktycznie niemożliwy.
– Już podczas diagnozowania myślałem, że nie dotrwam do początku terapii. Groziła mi sepsa. A bóle kości były tak potworne, jakby mnie ktoś wiertarką wiercił – mówi Ostrowski.
Niektóre objawy nowotworu były jednak nietypowe. Dopiero w trakcie diagnostyki pisarz połączył fakty w całość.
– Przez jakiś czas podczas snu swędział mnie czubek głowy i napierałem nią o zagłówek łóżka. Uczucie było tak silne, że zniszczyłem zagłówek i trzeba go było wymienić. Teraz wiem dlaczego – w badaniach okazało się, że na czubku głowy mam przerzut – mówi.
Jeśli nie wyciągniesz wniosków, "to jesteś idiotą, takim samym idiotą, jakim ja byłem"
Aby poradzić sobie z kłębiącymi się w głowie myślami, Ostrowski stawił czoła chorobie w znany sobie sposób: zaczął o niej pisać. Notatki z każdego dnia diagnozowania i walki z nowotworem stały się podstawą do wydanej niedawno książki "Nie zamierzam umierać". Przebija w niej wyjątkowa szczerość, także w stosunku do siebie samego.
"Jeśli jesteś mężczyzną po 40. roku życia, który nie robi badań okresowych, nie bada sobie PSA, a teraz czyta mój dziennik i nie wyciągnie z tej lektury żadnych wniosków, to jesteś idiotą, takim samym idiotą, jakim ja byłem, bo przecież mój brat chorował na raka prostaty, a dziadek zmarł na niego i powinienem być na to wyczulony" – pisze.
– To była głupota z mojej strony. Jak patrzę wstecz, to widzę, że miałem drobne objawy sugerujące, że coś niedobrego się dzieje, np. często łapałem infekcje, miałem nieduże problemy urologiczne, choć jak rozmawiałem z kolegami, to dziwili się, że tylko raz w nocy wstaję do łazienki, bo im zdarzało się to po dwa–trzy. A potem zaczęły się te stany podgorączkowe. To było lato i głupio sobie tłumaczyłem, że to od upału – opowiada.
Jak tłumaczy, książkę napisał m.in. dla takich mężczyzn, jakim sam był wcześniej: ignorujących objawy, odwlekających wizytę u lekarza. – Jestem autorem głównie komedii kryminalnych, napisałem ich ponad 20. W tej książce bardzo się odkryłem, jak nigdy dotąd. Nie chcę, żeby inni popełniali moje błędy. Jeśli uda się w ten sposób uratować chociaż kilka osób, to ma to sens – przyznaje.
W książce rozprawia się także z niekonwencjonalnymi metodami rzekomego leczenia, na które narażeni są pacjenci onkologiczni. – Jestem przerażony, ile jest w sieci osób, które odciągają chorych od leczenia. Pacjenci z rakiem prostaty próbują np. leczyć się jadem pszczół, wstrzykiwaniem roztworu sody czy czopkami z czosnku. Najbardziej niedorzeczny sposób to jednak… masaż prostaty ogórkiem, czyli wprowadzanie go do odbytu. Tacy znachorzy powinni być ścigani – mówi z oburzeniem.
Jedno marzenie
Gdy rozmawiamy, Ostrowski jest w trakcie chemioterapii. Jak przyznaje, przechodzi ją bardzo ciężko – źle się czuje, a bardzo obniżona odporność sprawia, że musi przyjmować zastrzyki, które ją pobudzą.
– Cały czas mam wrażenie, jakbym miał grypę: mam stan podgorączkowy, jestem rozbity, opuchnięty. Poza tym wracają mi nocne poty – dwa dni temu w nocy przebierałem się 10 razy. Od siedmiu miesięcy praktycznie nie śpię – mówi. – Ale jestem optymistą i wierzę, że się uda. Dzięki leczeniu przestały mnie boleć kości, a to był potworny ból. Teraz jestem na etapie oczekiwania, jakie efekty przyniesie terapia – za kilka tygodni czekają mnie badania, które pozwolą to ocenić.
– A tymczasem staram się jak najmniej myśleć o nowotworze. 6 maja będzie miała premierę moja kolejna powieść. Napisałem ją już w chorobie, dlatego wyjątkowo jest to kryminał, ale już nie komediowy. Samopoczucie nie pozwoliło mi na nic więcej – dodaje.
Gdy pytam o plany i marzenia, w pierwszej chwili pisarz zaprzecza, by je obecnie w ogóle miał. – Odkąd zachorowałem, przestałem planować. Jestem nieuleczalnie chory, a leczenie może tylko uśpić nowotwór. Chociaż mam marzenie… Próbuję je wcisnąć jakoś między terapie. Chciałbym w połowie maja wyjechać do Hiszpanii na jakiś czas. O przeprowadzce tam teraz jest trudno myśleć, zważywszy na mój stan zdrowia. Żyję z dnia na dzień, ale chciałbym pisać jeszcze książki, dawać ludziom radość moimi komediami – podkreśla.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.