Pierwszy taki pacjent na świecie. Zastawkę serca wykonano z jego własnej tkanki
Marcus urodził się z poważną wadą serca. Przez lata musiał unikać wysiłku, a kolejne operacje wydawały się nieuniknione. Teraz 36-latek z Saksonii jest pierwszym pacjentem na świecie, któremu w ramach badań klinicznych wszczepiono przez cewnik zastawkę serca wykonaną z jego własnej tkanki.
Operacja zmieniła jego życie
Marcus ma 36 lat, żonę, troje dzieci i pracę, która wymaga siły oraz dobrej kondycji. Jest malarzem, a obecnie własnymi rękami rozbudowuje hotel w rodzinnej miejscowości w Saksonii. Kładzie podłogi, maluje ściany, wykonuje prace wykończeniowe. Patrząc na niego, trudno uwierzyć, że od urodzenia zmaga się z poważną wadą serca.
Jako dziecko nie mógł ćwiczyć tak jak rówieśnicy. Podczas lekcji WF-u często siedział na ławce, bo jego serce nie radziło sobie z wysiłkiem. Problemem była zastawka aortalna, czyli struktura, która odpowiada za prawidłowy przepływ krwi z serca do organizmu. U Marcusa była silnie zwężona.
Dziś mężczyzna prowadzi aktywne życie. Jeździ na rowerze i rolkach, pracuje fizycznie, opiekuje się rodziną. Stało się to możliwe dzięki nowatorskiej procedurze, którą przeprowadzono w ramach badań klinicznych. Marcus został pierwszym pacjentem na świecie, któremu wszczepiono przez cewnik zastawkę serca wykonaną z jego własnej tkanki.
Do tej pory pacjentom najczęściej wszczepiano zastawki mechaniczne lub biologiczne, wykonywane z tkanek zwierzęcych. Każde z tych rozwiązań ma ograniczenia. Zastawki mechaniczne wymagają przyjmowania leków przeciwzakrzepowych do końca życia. Z kolei biologiczne z czasem mogą ulegać zwapnieniu i przestawać działać prawidłowo. U dzieci dodatkowym problemem jest to, że taka zastawka nie rośnie razem z organizmem.
"Wykorzystujemy własną tkankę pacjenta"
Pomysł nowej metody rozwija dr Boris Schmitt z Niemieckiego Centrum Serca Charité. Jego zespół od 2010 r. pracuje nad zastawką tworzoną z niewielkiego fragmentu osierdzia pacjenta, czyli błony otaczającej serce. Tkanka pobierana jest podczas zabiegu, a następnie formowana w nową zastawkę. – Wszywamy ją w delikatny stelaż z drutu, tzw. stent – wyjaśnia dr Schmitt.
Tak przygotowana zastawka jest składana i wprowadzana do organizmu przez pachwinę za pomocą cewnika. Następnie lekarze doprowadzają ją do serca. – Tam rozprężamy stent, a zastawka trafia na swoje miejsce. Serce przez cały czas bije normalnie – tłumaczy lekarz.
Najważniejsze jest to, że nowa zastawka powstaje z tkanki pacjenta. Organizm nie powinien więc traktować jej jak ciała obcego. – Kluczową zaletą jest to, że wykorzystujemy własną tkankę pacjenta – mówi dr Schmitt w rozmowie z "BILD". – Organizm nie traktuje tej zastawki jak ciała obcego.
Jak dodaje specjalista, tkanka jest odżywiana przez organizm, a z czasem zasiedlają ją komórki pacjenta. Dzięki temu zastawka pozostaje żywa i może się dostosowywać. – Mamy nadzieję, że przetrwa znacznie dłużej niż dotychczasowe modele – najlepiej przez całe życie – podkreśla dr Schmitt.
Marcus wrócił do pracy już po czterech tygodniach
Marcus już jako dziecko przeszedł poważną operację. Miał wtedy 11 lat. Lekarze wykonali u niego operację Rossa: zdrową zastawkę płucną przenieśli w miejsce chorej zastawki aortalnej, a jej miejsce uzupełnili zastawką z tkanki zwierzęcej. Po latach także ona uległa zwapnieniu i wymagała wymiany.
Kiedy dowiedział się o badaniu, zdecydował się szybko. – Urodziłem się z genetyczną wadą serca. Chcę pomagać innym – mówi.
W jego przypadku duże znaczenie miała też praca. Przy mechanicznym implancie musiałby stale przyjmować leki rozrzedzające krew, co przy pracy na budowie wiązałoby się z dodatkowym ryzykiem. – Gdybym miał mechaniczną zastawkę, musiałbym do końca życia brać leki rozrzedzające krew. To byłoby dla mnie zbyt niebezpieczne – przyznaje.
Choć Marcus nie bał się zabiegu, jego żona Nadine przeżywała wszystko bardzo mocno. – Bardzo się o niego bałam – mówi kobieta.
Mężczyzna wrócił do pracy już po czterech tygodniach. Obecnie podobną zastawkę otrzymało w ramach badania czterech kolejnych pacjentów. Jeśli wyniki będą dobre, metoda może trafić do rutynowej praktyki klinicznej w ciągu dwóch-trzech lat.
Naukowcy pracują też nad rozwiązaniem dla dzieci. Celem jest zastawka z własnej tkanki, która będzie dostosowywać się do organizmu i rosnąć razem z małym pacjentem. Na świecie wymiany zastawki serca potrzebują miliony dorosłych i dzieci. Nowa metoda może więc w przyszłości ograniczyć liczbę kolejnych operacji i poprawić jakość życia pacjentów z wadami serca.
Źródło: Bild, Medonet
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.