Premier: Dzięki in vitro mamy 15 tys. więcej skarbów. Podsumowano dwa lata programu
– Każda cena jest warta zapłacenia za szczęście rodziców – mówił Donald Tusk podczas świętowania drugiej rocznicy reaktywacji rządowego programu in vitro. Spotkanie zorganizowano w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, a wzięły w nim udział dzieci urodzone dzięki tej procedurze.
– Mamy już 15 tys. więcej skarbów – powiedział Donald Tusk. Premier podkreślił, jak ważne dla niego – również jako dziadka – jest szczęście rodziców, zwłaszcza tych, którzy długo czekali na potomstwo. Choć, jak zauważył, nie wszyscy podzielają jego entuzjazm w kwestii posiadania dzieci.
– Rodzicielstwo nie jest dziś tak modne, jakbyśmy chcieli – zauważył szef rządu, podkreślając jednocześnie, jak istotny dla jego gabinetu jest ten program i to, by dzięki niemu kolejne osoby mogły cieszyć się rodzicielstwem.
Agnieszka Ziółkowska o in vitro. "Niepłodność to choroba"
100 mln zł więcej na program in vitro
– Cieszymy się, że rodzi się coraz więcej dzieci i że programem objęto już 40 tys. par. Dotyczy to również tych osób, które mogą się o to starać ze względów zdrowotnych, np. onkologicznych – powiedziała biorąca udział w uroczystości ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda. Szefowa resortu zapowiedziała także podniesienie finansowania programu in vitro z 500 do 600 mln zł rocznie.
W Polsce procedura in vitro została po raz pierwszy objęta finansowaniem ze środków publicznych w 2013 roku. Wdrożono wówczas Program Leczenia Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego na lata 2013–2016, dzięki któremu na świat przyszło ponad 22 tys. dzieci. Ówczesny program rządowy obowiązywał od 1 lipca 2013 roku do 30 czerwca 2016 roku. Po latach przerwy został on ponownie uruchomiony 1 czerwca 2024 roku.
Ponad 28 tys. ciąż
Jak wynika z danych opublikowanych na stronie pacjent.gov.pl, do 15 maja 2026 r. do programu Ministerstwa Zdrowia pod nazwą "Leczenie niepłodności obejmujące procedury medycznie wspomaganej prokreacji, w tym zapłodnienie pozaustrojowe prowadzone w ośrodku medycznie wspomaganej prokreacji, na lata 2024–2028" zakwalifikowało się 50 778 par.
W ramach programu przeprowadzono 11 611 kriotransferów zarodków (utworzonych przed wejściem w życie programu). Uzyskano 28 757 ciąż klinicznych, z których jak do tej pory urodziło się 14 362 dzieci (7 112 dziewczynek i 7 250 chłopców). Ponadto 2 246 osób zgłosiło się do zabezpieczenia płodności, a 1 941 osób zamroziło gamety w ramach zabezpieczenia płodności.
Sam program skierowany jest do par w związku małżeńskim lub we wspólnym pożyciu (wystarczy pisemna deklaracja), u których stwierdzono niepłodność lub jej leczenie było nieskuteczne w ciągu 12 miesięcy przed zgłoszeniem. Mogą z niego skorzystać także pary posiadające już skriokonserwowane i przechowywane zarodki, które powstały w ramach wcześniejszych procedur.
Lepszy niż 800 plus?
– Jestem zdecydowanym zwolennikiem tego programu i bardzo cieszę się, że on wrócił. Szkoda tylko, że wciąż przeznacza się na niego za mało pieniędzy. Środki oczywiście są, ale potrzeby okazują się znacznie większe – komentuje program dla WP abcZdrowie dr Artur Płachta, ginekolog i członek Naczelnej Izby Lekarskiej.
Ekspert podkreśla, że w sytuacji, gdy coraz więcej par mierzy się z niepłodnością, finansowany centralnie program in vitro jest czymś absolutnie niezbędnym – zwłaszcza przy obecnym kryzysie demograficznym.
– Nasze zdrowie reprodukcyjne się pogarsza, a co za tym idzie, więcej par boryka się z problemami. Program in vitro jest dla nich rewelacyjnym rozwiązaniem. Dofinansowanie tej metody jest kluczowe, a państwo powinno inwestować w to, co przynosi widoczne rezultaty. Można by się zastanowić, czy zamiast przekazywać pieniądze wszystkim posiadającym dzieci – co, jak widzimy, nie wpływa znacząco na demografię – nie byłoby lepiej zainwestować ich właśnie w leczenie niepłodności. Nie byłbym przeciwnikiem takiego pomysłu – zaznacza dr Płachta.
Rażące błędy
Jednak sam program, a raczej jego realizacja, spotyka się też z krytyką. Kliniki leczenia niepłodności zarzucają MZ brak weryfikacji danych i alarmują o kluczowych wadach algorytmu, który zdecydował o podziale środków na realizację programu.
– Podzielono publiczne pieniądze na podstawie danych, które nie przeszły podstawowej weryfikacji – mówiła w rozmowie z WP abcZdrowie Małgorzata Federowska, prezes FertiMedica. Wyjaśniła, że chodzi m.in. o dane z raportów skuteczności, przekazywane przez ośrodki realizujące program, w których były absurdalne wręcz błędy rachunkowe.
– Z 13 ciąż uzyskiwano 22 porody. Odnotowywano porody bez ciąż – punktuje. – Inne przykłady: przy jednoczesnym braku transferów zarodka (podanie zarodka do macicy), wpisywano trzy ciąże i jeden poród, a różnice w poszczególnych dokumentach wskazywały np. na 122 ciąże i 174 porody dla tych samych placówek. Zdarzało się też tak, że klinika osiągała w raporcie 80 proc. skuteczności, bo była zdublowana kolumna z danymi, co zawyżyło wynik – podsumowała Federowska.
Przedstawiciele klinik zwracają też uwagę na inny problem. Twierdzą, że z 600 mln zł przeznaczonych na program w ubiegłym roku realnie wydano 594 mln zł. – Dlaczego nie rozdysponowano 6 mln? Tej informacji do dzisiaj z MZ nie uzyskaliśmy – zauważyła prezes FertiMedica.
Również redakcja WP abcZdrowie jeszcze w marcu zwróciła się do Ministerstwa Zdrowia z pytaniem o wspomniany algorytm i wyliczenia, a także o podpisane aneksy do umów. Do tej pory nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi.
Resort opublikował tylko w marcu komunikat, w którym podał, że "podział środków jest powiązany z wynikami leczenia oraz poziomem wydatkowania dotacji w roku poprzednim". Dodatkowo, wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka wskazała, że opracowany przez jej resort algorytm "realnie odzwierciedla skuteczność realizacji programu w ośrodkach w Polsce".
Źródła: WP abcZdrowie, pacjent.gov.pl
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.