Chcą odwołania wiceminister zdrowia. "Wciąganie lekarzy w polityczną wojnę"
Naczelna Izba Lekarska apeluje do premiera o odwołanie wiceminister zdrowia Katarzyny Kęckiej, zarzucając jej brak dialogu. Nie wszyscy lekarze to jednak pochwalają. - Rozumiem ostrą krytykę, ale takie posunięcia mogą łatwo podważyć wiarygodność samorządu, który ma być zawsze obiektywny, bez względu na to, kto jest u władzy - komentuje Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.
NIL apeluje do premiera o odwołanie wiceminister zdrowia
Naczelna Izba Lekarska chce odwołania wiceminister zdrowia Katarzyny Kęckiej, zarzucając jej brak dialogu, i złożyła już w tej sprawie wniosek w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Poszło o kontrolę prowadzoną przez resort zdrowia, która dotyczy wykorzystania dotacji celowych, które trafiły do samorządów zawodów medycznych (MZ sprawdza m.in. legalność, celowość i rzetelność wydatkowania publicznych pieniędzy). Chodzi o środki przekazane m.in. Naczelnej Izbie Lekarskiej, ale też Naczelnej Izbie Pielęgniarek i Położnych, Naczelnej Izbie Aptekarskiej i Krajowej Izbie Ratowników Medycznych.
W piątek pisaliśmy, że według resortu kontrole przebiegają bez zakłóceń w większości samorządów, a wyjątkiem ma być Naczelna Izba Lekarska. MZ zarzuca jej brak współpracy, a samorząd lekarski odpowiada, że kontrola odbywa się akurat przed Krajowym Zjazdem Lekarzy (będą tam wybierane nowe władze), do którego trwają intensywne przygotowania. Sugeruje też, że to próba odwrócenia uwagi od narastającego problemu związanego z cięciami w diagnostyce.
- Kontrola dotyczy wszystkich samorządów zawodowych, które otrzymały dotację z Ministerstwa Zdrowia. Wszystkie współpracują z kontrolerami, dostarczają dokumenty. Te samorządy, które chcą przedłużenia czasu kontroli, również taką możliwość mają. Natomiast Naczelna Izba Lekarska wnioskowała o czas nieokreślony przełożenia kontroli. My jesteśmy dalej otwarci na współpracę - komentowała w piątek podczas konferencji prasowej ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.
- My też jesteśmy poddawani różnym kontrolom i proszę mi wierzyć, zawsze są jakieś zdarzenia, które mogłyby spowodować, że chcielibyśmy tę kontrolę w innym czasie i terminie. Poddajemy się jednak tym czynnościom kontrolnym - dodała.
Podkreśliła, że chodzi o publiczne pieniądze. - W przypadku Naczelnej Izby Lekarskiej jest to 2,3 mln zł dotacji. Mamy obowiązek kontrolować środki publiczne i w umowie zawartej z każdym samorządem zawodowym są takie zapisy, które obligują nas wzajemnie do współpracy w tym zakresie - zaznaczyła ministra zdrowia.
Brak dialogu czy wciąganie w polityczną wojnę?
Szefowa resortu zdrowia odniosła się też do zarzutu o brak dialogu. - Pani minister (Katarzyna Kęcka - red.) uczestniczy w każdym zespole trójstronnym, jest w kontakcie z samorządami zawodowymi, więc wydaje mi się, że ten dialog jest prowadzony w sposób rzetelny i prawidłowy. Każda ze stron ma prawo do oceny sytuacji - powiedziała Sobierańska-Grenda.
W środowisku lekarskim nie ma pełnej zgody, co do wniosku o odwołanie wiceminister Kęckiej. - Samorząd lekarski powinien być apolityczny, dbać o to, by zawód lekarza mógł być wykonywany lepiej i sprawniej. Tymczasem nawoływanie do odwołania ministra to wciąganie lekarzy w polityczną wojnę, a Naczelna Izba Lekarska nie reprezentuje tylko wąskiej grupy jej prezydium, ale lekarzy i lekarzy dentystów z całej Polski, którzy mogą nie chcieć łatki konkretnej opcji politycznej - komentuje w rozmowie z WP abcZdrowie dr n. med. Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.
- Takie posunięcia mogą łatwo podważyć naszą wiarygodność jako tych, którzy mają być zawsze obiektywni, bez względu na to, kto jest u władzy. Rozumiem ostrą krytykę, sam nie zgadzam się w wielu kwestiach z wiceminister Kęcką, np. dotyczących reformy stażu podyplomowego czy wykonywania zawodu przez lekarzy z zagranicy. Apel o dymisję to jednak w mojej ocenie okazanie słabości i w pewnym sensie przyznanie się do tego, że nie potrafimy rozwiązać problemu, prowadzić trudnego, ale konstruktywnego dialogu - dodaje lekarz.
Jego zdaniem uderza to w wizerunek samorządu. - Nie przypominam sobie też, by NIL wcześniej apelowała tak zdecydowanie o dymisję ministra np. w głośnej sprawie, gdy minister Niedzielski ujawnił wrażliwe dane lekarza, a kaliber tamtej sprawy był nieporównywalnie większy - zwraca uwagę Bulsa.
- Powinniśmy też ponad wszystko dbać o transparentność. Jeśli kontrola dotyczy dokumentacji, która powstaje przecież na bieżąco, jej przygotowanie, nawet przy niesprzyjających terminach, nie powinno być problemem - ocenia lekarz.
Źródła: WP abcZdrowie, Naczelna Izba Lekarska, Ministerstwo Zdrowia.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.