Publiczny szpital proponuje badania za pieniądze. "Cicha prywatyzacja"

Po cięciach NFZ w diagnostyce publiczny szpital zachęca do skorzystania z prywatnych badań. Ceny? Między 300 a 1400 zł. To może być powszechny trend. - Niektóre szpitale są w krytycznej sytuacji finansowej. Większość będzie lub już takie oferty proponuje - ocenia Marta Nowacka, prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego.

Skutek reformyBadania diagnostyczne w niektórych szpitalach mogą być oferowane za opłatą
Źródło zdjęć: © Archiwum prywatne, East News
Katarzyna Prus

Płatne badania w publicznych szpitalach

Szpital w Lubartowie zachęca do skorzystania z płatnych badań endoskopowych - gastroskopii i kolonoskopii. To kolejny efekt wprowadzonych przez NFZ cięć w badaniach diagnostycznych (endoskopowych i obrazowych). Przypomnijmy, że Fundusz nie płaci już za świadczenia ponad limit w całości - w przypadku tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego zapłaci placówkom 50 proc. stawki, a w gastroskopii i kolonoskopii - 60 proc.

"Oferujemy szybkie terminy realizacji, brak konieczności posiadania skierowania, możliwość wykonania badania w znieczuleniu miejscowym" - czytamy w ogłoszeniu dotyczącym badań komercyjnych opublikowanym na oficjalnej stronie szpitala w Lubartowie. Za gastroskopię trzeba tam zapłacić 320-500 zł, a za kolonoskopię - 600-1400 zł.

Skąd taka decyzja? Ewa Mańdziuk, dyrektor szpitala w Lubartowie, tłumaczy, że cięcia, m.in. na badania endoskopowe, postawiły szpital pod ścianą.

- Od kwietnia, tak jak wcześniej zapowiadano, Fundusz nie będzie już zwracał całości za nadwykonania (świadczenia, które były wykonane poza ustalonym umową z NFZ limitem - red.), a jedynie połowę, w dodatku pieniądze będą zapłacone dopiero po zakończonym roku kalendarzowym. Po wykonaniu badań, na które pozwalał nam kontrakt, zaczęliśmy zapisywać kolejnych pacjentów już na 2027 rok - zaznacza w rozmowie z WP abcZdrowie.

- Badania wykonywane ponad limit będziemy musieli ograniczyć, więc kolejka automatycznie się wydłuża - przyznaje Mańdziuk.

Precyzuje jednak, że NFZ podniósł też pulę punktów za świadczenia w ramach limitu, co przełożyło się z kolei na wysokość kontraktu, który szpital ma do dyspozycji co miesiąc. - Pomogło na tyle, że część pacjentów mogliśmy przesunąć z 2027 roku na październik tego roku. Na pewno nie zrekompensuje nam to jednak skutków cięć - wyjaśnia dyrektor.

Tłumaczy, że szpital w pierwszej kolejności wykonuje badania endoskopowe finansowane z NFZ, a dopiero potem robi to komercyjnie. Pracownia endoskopowa działa wówczas poza harmonogramem, w ramach którego są obsługiwani pacjenci na NFZ.

Dyrektor Mańdziuk zwraca uwagę na zainteresowanie takimi badaniami i fakt, że pacjenci pytają już nie tylko o gastroskopię, gdzie istotnie wydłużyła się kolejka, ale też np. o badania laboratoryjne.

"Cicha prywatyzacja"

Samorząd lekarski nie ma wątpliwości, że oferowanie komercyjnych badań w publicznych szpitalach to będzie powszechny trend. - Jak inaczej nazwać komercyjne badania w publicznym szpitalu niż cichą prywatyzacją? Tym bardziej, że szpital w Lubartowie nie jest jedyny - zaznacza w rozmowie z WP abcZdrowie Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej. - Mamy już kilka kolejnych sygnałów od lekarzy z całej Polski, że dyrektorzy szpitali powiatowych zastanawiają się nad takim rozwiązaniem lub już prowadzą na ten temat rozmowy z właścicielem - dodaje.

- Jesteśmy przekonani, że jeśli tylko będzie taka zgoda i możliwości prawne, to inne szpitale pójdą w tym właśnie kierunku - komentuje Kosikowski. I przyznaje, że takie skutki były do przewidzenia.

Wątpliwości co do tego nie ma również Marta Nowacka, prezes Szpitala Miejskiego w Siemianowicach Śląskich i prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego. 

- Większość będzie lub już takie oferty proponuje. Ryzyko nieotrzymania pełnych środków, czyli jedynie 50 proc. lub 60 proc. stawki w sytuacji tak ogromnych zadłużeń szpitali czy rosnących kosztów wynagrodzeń (1 lipca kolejne podwyżki o 8 proc. - red.) powoduje, że te jednostki, które prawnie mogą oferować takie usługi, będą je wykonywać - komentuje w rozmowie z WP abcZdrowie Marta Nowacka.

Przyznaje, że rozważa takie rozwiązanie także w swoim szpitalu, ze względu na duże zainteresowanie pacjentów, szczególnie w przypadku gastroskopii.

- Rynek komercyjny rozszerza przede wszystkim popyt na ten rodzaj badań. Nie każdy z pacjentów kwalifikuje się do przesiewowych badań profilaktycznych w programie raka jelita grubego (kryteria wiekowe i termin ostatniej kolonoskopii). Na badania górnego odcinka przewodu pokarmowego nie ma takich programów - zwraca uwagę Nowacka.

Na skończy się na gastroskopii

- Badania endoskopowe są opłacalne, szpital na nich zarabiał, dzięki czemu mógł ratować budżet i pokryć koszty oddziałów, które przynoszą straty. Kontrakty nie były waloryzowane od lat, więc było dużo nadwykonań. Dopóki były nielimitowane, nikt nie patrzył na kontrakt, tylko na potrzeby pacjentów. Ta skala na pewno się zmniejszy w związku z tym, że NFZ nie płaci już za świadczenia ponad limit w całości - zauważa Kosikowski.

- Oznaczałoby to, że po wyrobieniu kontraktu szpital nie wykorzystywałby już swojego potencjału, czyli sprzętu i ludzi. Szpitale będą sobie więc radzić, oferując badania prywatnie - dodaje.

Ocenia też, że na endoskopii się nie skończy. - W ślad za tym pójdzie tomografia i rezonans, tym bardziej że na takie badania jest więcej chętnych, a w pracowniach tomografii i rezonansu jest większa przepustowość niż w pracowniach endoskopii - wskazuje Kosikowski.

- Kiedy pracowaliśmy na starych zasadach (do końca marca tego roku - red.), a NFZ zwracał 100 proc. za nadwykonania, nasza pracownia endoskopowa wykonywała ok. 160 proc. zaplanowanego kontraktu na badania endoskopowe. W obecnej sytuacji, otrzymując 50 proc. za wykonany ponad limit zabieg, nie ma szans, żeby utrzymać poziom wykonania z 2025 roku. Nawet jeśli lekarze zgodzą się, żeby pracować ponad limit na nowych zasadach, to na pewno nie w takim wymiarze, jak wcześniej - przyznaje Ewa Mańdziuk.

Podkreśla, że badania komercyjne to "sposób na ratowanie budżetu szpitala". - Mamy trudną sytuację finansową, a nie chcę brać kredytu na wynagrodzenia, bo to by nas tylko pogrążyło - tłumaczy dyrektor.

- Sytuacja jest na tyle dramatyczna, że w tym momencie nie wiem, skąd wezmę w lipcu pieniądze na podwyżki wynagrodzeń wynikające z ustawy. To jest ogromne obciążenie dla szpitala powiatowego - dodaje.

- W niektórych przypadkach sytuacja szpitali jest krytyczna. Z raportu za 2025 rok Związku Powiatów Polskich wynika, że 90 proc. szpitali będzie miało ujemny wynik finansowy. Nie jest to tylko przypadek szpitali powiatowych, ale te są w najcięższej sytuacji i często powiatów nie stać na pomoc lecznicom - zaznacza Marta Nowacka.

Dyrektor Mańdziuk twierdzi, że pacjenci pytają już nie tylko o gastroskopię, gdzie istotnie wydłużyła się kolejka, ale też np. o badania laboratoryjne.

Katarzyna Prus, dziennikarka Wirtualnej Polski

Źródła: WP abcZdrowie, SPZOZ w Lubartowie, X

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie