"Rażące błędy" przy podziale środków na in vitro. "Zagrożenie dla pacjentów"

Kontrowersji wokół pieniędzy na rządowy program in vitro jest coraz więcej. Kliniki leczenia niepłodności alarmują o kluczowych wadach algorytmu, który zdecydował o podziale środków i apelują do resortu o pilne zmiany. - Podzielono publiczne pieniądze na podstawie danych, które nie przeszły podstawowej weryfikacji - mówi Małgorzata Federowska, szefowa jednej z klinik.

In vitroKontrowersje wokół podziału pieniędzy na in vitro
Źródło zdjęć: © Archiwum prywatne, Getty Images
Katarzyna Prus

Rządowy program i "rażące błędy"

O kontrowersjach wokół podziału środków w ramach rządowego programu in vitro na ten rok pisaliśmy już kilkakrotnie. Teraz kliniki leczenia niepłodności - FertiMedica i Gyncentrum - podzieliły się nowymi informacjami, które otrzymały z resortu zdrowia w trybie dostępu do informacji publicznej.

Alarmują o "rażących błędach", punktując, że przyjęty przez resort tzw. algorytm skuteczności, który zdecydował o podziale środków na leczenie w 2026 roku, ma poważne wady. Według klinik ma jedynie "tworzyć pozory transparentnego mechanizmu".

- Podzielono publiczne pieniądze na podstawie danych, które nie przeszły podstawowej weryfikacji - podkreśla Małgorzata Federowska, prezes FertiMedica. I wyjaśnia, że chodzi m.in. o dane z raportów skuteczności, przekazywane przez ośrodki realizujące program, w których były absurdalne wręcz błędy rachunkowe.

- Z 13 ciąż uzyskiwano 22 porody. Odnotowywano porody bez ciąż - punktuje. - Inne przykłady: przy jednoczesnym braku transferów zarodka (podanie zarodka do macicy), wpisywano trzy ciąże i jeden poród, a różnice w poszczególnych dokumentach wskazywały np. na 122 ciąże i 174 porody dla tych samych placówek. Zdarzało się też tak, że klinika osiągała w raporcie 80 proc. skuteczności, bo była zdublowana kolumna z danymi, co zawyżyło wynik - podsumowuje Federowska.

Kliniki zarzucają MZ brak weryfikacji tych danych, podczas gdy w oficjalnym komunikacie z 12 marca resort zapewniał o "odpowiedzialnym wykorzystaniu środków publicznych" oraz gwarantował "obiektywną ocenę podmiotów realizujących program".

- To jest ta rzetelność i odpowiedzialne zarządzanie publicznymi pieniędzmi? - pyta Federowska. I zaznacza, że gdy zgłosiła błędy w raportach, resort stwierdził, że nie ma podstaw do podważania rzetelności danych.

- Program budzi bardzo poważne pytania dotyczące sposobu zarządzania, zasad finansowania, kwalifikacji pacjentek, jakości. Obecne zarządzanie programem wymaga pilnej korekty, transparentności i jasnych i stabilnych zasad - podkreśla prof. Anna Bednarska-Czerwińska, dyrektor medyczny Gyncentrum.

"Pieniądze nie idą za pacjentem"

- Do dzisiaj nie uzyskaliśmy od ministerstwa podstawy prawnej takiej metody podziału pieniędzy - nie ma tego ani w przepisach, ani w naszych umowach realizacyjnych. Brak tej przewidywalności jest zagrożeniem dla pacjentów i ich ciągłości leczenia. Był czas na określanie kryteriów przed ogłoszeniem konkursu (program wystartował w 2024 roku, a informacja o algorytmie pojawiła się w komunikacie MZ 26 lutego tego roku - red.) - przypomina prezes FertiMedica.

Brakuje też odpowiedzi na pytanie, kto jest autorem algorytmu, jacy eksperci byli odpowiedzialni za jego walidację i kto weryfikował raporty skuteczności przekazywane przez ośrodki.

- To twór, który został stworzony po to, by przekierowywać do odpowiednich klinik odpowiednie środki finansowe. Tak to wygląda - oceniła algorytm prof. Bednarska-Czerwińska.

- Pieniądze miały iść za pacjentem, a teraz dzieje się odwrotnie: pacjent idzie za środkami. MZ pozbawił pacjentów ich podstawowego prawa, czyli wyboru lekarza i wyboru ośrodka - zwraca uwagę dyrektorka Gyncentrum. 

Na wnioski o dodatkowe środki (w związku z listą oczekujących pacjentów) jej klinika otrzymywała informacje na piśmie, by kierować pacjentów tam, gdzie takie pieniądze trafiły. Prof. Bednarka-Czerwińska zaznacza, że takie oficjalne odpowiedzi dostała w przypadku 60 wniosków opartych na oświadczeniach pacjentów, że chcą się leczyć w jej klinice.

Dodała, że ma niezapłacone aż 2,9 mln zł za ubiegły rok. Z informacji, które od MZ uzyskały kliniki wynika też, że żadnemu ośrodkowi w Polsce nie zapłacono za pacjentów onkologicznych, a w grę ma wchodzić kwota na poziomie 688 tys. zł.

Nie ma rejestru pacjentów, nie ma kontroli

Problematyczny jest też brak rejestru pacjentów. - MZ nie widzi PESEL-u pacjenta, nie wie, czy ten pacjent faktycznie był w klinice. Są oświadczenia, ale to oświadczenia papierowe. W jaki sposób to skontrolować? - zauważa dyrektor Gyncentrum.

- Brak rejestru pacjentów to jest kolejny dowód na nieodpowiedzialne zarządzanie publicznymi pieniędzmi. Może się okazać, że ta sama para leczy się jednocześnie u 10 realizatorów. Nie ma nad tym kontroli - dodaje Federowska, prezes FertiMedica. 

Przedstawiciele klinik zwracają też uwagę na inny problem. Twierdzą, że z 600 mln zł przeznaczonych na program w ubiegłym roku realnie wydano 594 mln zł. - Dlaczego nie rozdysponowano 6 mln? Tej informacji do dzisiaj z MZ nie uzyskaliśmy - przyznaje prezes FertiMedica.

Co więcej, zostało 4,2 mln zł z niewykorzystanej dotacji przez podmioty realizujące program. - Czyli ponad 10 mln zł po prostu przepadło, a od listopada nasi pacjenci byli wstrzymani, czekają na rozpoczęcie procedury, a my utrzymywaliśmy puste korytarze - dodaje Federowska.

Kliniki apelują o wycofanie algorytmu oraz przywrócenie jasnych i przejrzystych zasad podziału pieniędzy na rządowy program. Chcą też rozdzielenia finansowania od monitorowania jakości, by uproszczone wskaźniki skuteczności, które nie uwzględniają sytuacji klinicznej pacjenta, nie decydowały o środkach na leczenie.

- Do programu zgłaszają się zarówno kobiety, jak i mężczyźni, często z chorobami współistniejącymi, po wcześniejszych niepowodzeniach leczenia, w różnym wieku. To są bardzo różne przypadki kliniczne, dlatego porównywanie wyników skuteczności leczenia i ich uśrednianie bez uwzględnienia struktury populacji pacjentów przypomina - w dużym uproszczeniu - porównywanie jabłek z gruszkami - podkreślała już wcześniej w rozmowie z WP abcZdrowie prezes FertiMedica.

Nadal czekamy na odpowiedź resortu zdrowia

WP abcZdrowie jeszcze w marcu zapytało Ministerstwo Zdrowia o wspomniany algorytm i wyliczenia, a także o podpisane aneksy do umów. Do tej pory nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi.

Resort opublikował tylko w marcu komunikat, w który podał, że "podział środków jest powiązany z wynikami leczenia oraz poziomem wydatkowania dotacji w roku poprzednim". Dodatkowo, wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka wskazała, że opracowany przez jej resort algorytm "realnie odzwierciedla skuteczność realizacji programu w ośrodkach w Polsce".

Katarzyna Prus, dziennikarka Wirtualnej Polski

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie