Kolejne skargi na decyzję MZ w sprawie in vitro. "Brak przejrzystości"
Podział środków na in vitro nadal budzi kontrowersje. Nie pomógł komunikat resortu zdrowia, bo kliniki skarżą się, że nie wiedzą, ile dostaną pieniędzy i kiedy do tego dojdzie. Pojawiły się też inne wątpliwości.
Kolejne skargi na decyzję MZ
Po naszej publikacji dotyczącej kontrowersji wokół podziału środków w ramach rządowego programu in vitro na ten rok, skontaktowała się z nami kolejna placówka. Tym razem chodzi o prywatną klinikę, ale jej zarzuty wobec decyzji resortu zdrowia są zbieżne z tymi, które usłyszeliśmy wcześniej od prezes Warszawskiego Szpitala Południowego.
- Chodzi przede wszystkim o brak przejrzystości. Ministerstwo Zdrowia (resort przekazał informację o podziale środków 26 lutego - red.) powołuje się na kryterium skuteczności, ale tego kryterium nie ma w umowach, które zawieraliśmy, przystępując do programu w 2024 roku - alarmuje w rozmowie z WP abcZdrowie Małgorzata Federowska, prezes Centrum Płodności FertiMedica.
Dodaje, że jej klinice przyznano 4,6 mln zł na realizację programu w tym roku, czyli o blisko milion mniej niż rok wcześniej (łącznie z puli ponad 500 mln zł aż 60 proc. trafiło do sześciu dużych prywatnych podmiotów).
- Nadal nie dostaliśmy odpowiedzi na nasze odwołanie w sprawie podziału środków na realizację w tym roku (do momentu publikacji tekstu nie było odpowiedzi z resortu - red.). Nie mamy podpisanego aneksu, nie wiemy, ile pieniędzy finalnie dostaniemy. Ministerstwo Zdrowia wydało co prawda komunikat, ale nie podaje żadnej podstawy prawnej dla kryterium skuteczności - podkreśla Federowska.
Jej zdaniem resort pomija też kluczową kwestię problemów zdrowotnych, z jakimi zgłaszają się pary. - My przyjmujemy każdego, kto kwalifikuje się do programu. Mamy wiele bardzo trudnych przypadków, dlatego tym bardziej czujemy się pokrzywdzeni - zaznacza prezeska.
- Do programu zgłaszają się zarówno kobiety, jak i mężczyźni, często z chorobami współistniejącymi, po wcześniejszych niepowodzeniach leczenia, w różnym wieku. To są bardzo różne przypadki kliniczne, dlatego porównywanie wyników skuteczności leczenia i ich uśrednianie bez uwzględnienia struktury populacji pacjentów przypomina - w dużym uproszczeniu - porównywanie jabłek z gruszkami - podkreśla.
Skuteczność "bardzo trudna do osiągnięcia"
Zapytaliśmy resort zdrowia, jak tę skuteczność wyliczył, ile placówek złożyło dotychczas odwołanie i czy ktoś podpisał już aneks do umowy. Chcieliśmy także wiedzieć, dlaczego decyzja o podziale środków została wydana z opóźnieniem. Nadal czekamy na odpowiedź.
Tymczasem w opublikowanym w czwartek komunikacie MZ tłumaczy, że "podział środków jest powiązany z wynikami leczenia oraz poziomem wydatkowania dotacji w roku poprzednim". Wiceminister Katarzyna Kęcka wskazała, że opracowany przez jej resort algorytm "realnie odzwierciedla skuteczność realizacji programu w ośrodkach w Polsce".
- MZ ustaliło, że 100 proc. środków na realizację programu otrzymają kliniki, które zdobędą w nim powyżej 80 proc. punktów. Aby zdobyć maksymalne punkty, trzeba wykazać skuteczność ciążową przekraczającą 50 proc. Problem polega na tym, że taki poziom skuteczności jest bardzo trudny do osiągnięcia - wskazuje prezeska FertiMedica.
Powołuje się na oficjalne międzynarodowe rejestry, publikowane m.in. przez ESHRE (Europejskie Towarzystwo Rozrodu Człowieka i Embriologii) i CDC (amerykańskie Centra Kontroli i Zapobiegania Chorobom - red.). - Dane te pokazują, że średnie wskaźniki ciąż lub urodzeń po pojedynczym cyklu leczenia są znacząco niższe i gwałtownie spadają wraz z wiekiem pacjentek - zauważa Federowska. I zaznacza, że skuteczność ciążowa przekraczająca 50 proc. nie ma w tych rejestrach potwierdzenia.
"Uzasadniony niepokój"
Skuteczność, na którą wskazuje resort, budzi jeszcze inne wątpliwości. Na forach pacjenckich pojawiają się wpisy, że kliniki mogą wybierać tych najlepiej rokujących właśnie pod kątem statystyk (problem dotyczyłby więc m.in. pacjentek z niskim poziomem AMH, czyli rezerwy jajnikowej).
Takie komentarze można znaleźć m.in. na Facebooku Stowarzyszenia Nasz Bocian pod postem o podziale środków na in vitro.
- "Ośrodki, aby zyskać większe dofinansowanie, mogą po prostu dyskwalifikować pary o wyjściowo gorszych rokowaniach. Także taka statystyka nic nie mówi o umiejętnościach ośrodka" - pisze jedna z internautek.
- "Czy taki sposób podziału środków nie doprowadzi do wykluczania pacjentów z trudniejszym rokowaniem przez kliniki, które, chcąc poprawiać statystyki skuteczności, będą preferować pacjentki o lepszych prognozach? Zwłaszcza jeśli skuteczność ma mieć tak duży wpływ na finansowanie" - czytamy w innym komentarzu.
- Brak konkretnych informacji ze strony resortu zdrowia o tym, kiedy zostaną podpisane aneksy i jakie środki ostatecznie trafią do poszczególnych klinik, może wzbudzać uzasadniony niepokój u pacjentek, które i tak są w bardzo trudnej sytuacji. Dla części z nich to kwestia "być albo nie być", jeśli wziąć pod uwagę chociażby kryterium wiekowe - zaznacza w rozmowie z WP abcZdrowie Marta Górna, przewodnicząca Stowarzyszenia Nasz Bocian.
- Wystarczy, że sprawa się przeciągnie, a kobieta właśnie dobija do 42. roku życia, granicy wiekowej będącej jednym z kryteriów kwalifikacyjnych do programu. Przez samo opóźnienie może więc z niego wypaść - dodaje.
Zwraca uwagę, że placówki, które realizują rządowy program, nie powinny być zmuszane do kredytowania leczenia. - Tymczasem od stycznia tego roku większość z nich właśnie to robi, chcąc postąpić propacjencko i nie przerywać terapii w oczekiwaniu na przyznanie środków - wskazuje Górna.
Przyznaje, że do stowarzyszenia wciąż trafiają skargi od pacjentów na realizację programu. - Jest ich już jednak znacznie mniej niż na początku. Zdarzają się sygnały, że niektóre kliniki pobierają dodatkowe opłaty za badania, które powinny być refundowane w ramach programu czy zwlekają z realizacją kolejnych etapów leczenia - wskazuje Górna.
- Nie otrzymaliśmy natomiast żadnej informacji, by którejś pacjentce odmówiono leczenia z powodu gorszych rokowań, na przykład niskiego wyniku AMH. Trzeba tu jasno podkreślić: niskie AMH absolutnie nie jest czynnikiem dyskwalifikującym ani kryterium kwalifikacji do programu - dodaje.
Wątpliwości były już wcześniej
Wątpliwości co do finansowania programu pojawiły się już wcześniej. Jeszcze w 2024 roku, w związku z uruchomieniem rządowego programu, resort ogłosił konkurs, w którym 58 podmiotom przyznano maksymalne limity finansowania na kolejne lata. - Na tej podstawie ośrodki planowały działalność w ramach wieloletniego programu. Naszej klinice przyznano limit do 7,2 mln zł rocznie - wskazuje Federowska.
Program formalnie ruszył w czerwcu, ale w praktyce jego realizacja rozpoczęła się później, więc było mniej czasu na wykorzystanie budżetu. W przypadku kliniki FertiMedica było to ponad 5 mln zł z przyznanego limitu. - Biorąc jednak pod uwagę skrócony okres realizacji programu, pokazywało to skalę zapotrzebowania - zaznacza prezeska.
Mimo tych okoliczności, w 2025 roku przyznano jej środki na poziomie tylko tych faktycznie wcześniej wykorzystanych. Jednocześnie resort poinformował o dodatkowej puli 100 mln zł do podziału.
- Wnioski można było składać wielokrotnie. My złożyliśmy trzy takie wnioski na łączną kwotę ponad 3 mln zł. Ostatecznie otrzymaliśmy zaledwie ok. 750 tys. zł dodatkowego finansowania z pierwszego wniosku, natomiast kolejne zostały odrzucone w całości. W obu przypadkach nie otrzymaliśmy uzasadnienia decyzji - przyznaje Federowska.
Niewyjaśnione różnice w finansowaniu
Szefowa FertiMedica zwraca uwagę, że w niektórych przypadkach finansowanie znacząco odbiega od pierwotnie planowanych limitów programu. Wynika to z zestawienia danych z ogłoszenia o wynikach konkursu z 2024 roku z kwotami przyznanymi na ten rok.
- Przykładowo ośrodki, którym w konkursie przyznano limity na poziomie ok. 8-9 mln zł rocznie, w podziale środków na ten rok otrzymały finansowanie przekraczające 27 mln zł. Jednocześnie inne placówki otrzymały środki wyraźnie niższe - zauważa.
- Tak duże różnice wskazują, że w trakcie realizacji programu część ośrodków musiała dostać znacząco większe środki z dodatkowej puli w 2025 roku. Informacje o tych kwotach i klucza, według którego były rozdzielane, nie są jednak publicznie dostępne - wskazuje prezeska.
Zapowiada, że będzie dążyć do wyjaśnienia tej sprawy, jeśli resort nie przedstawi "wiarygodnego wyjaśnienia oraz metodologii", którą posługiwał się przy ocenie realizacji programu i podziale środków. - Przejrzystość jest kluczowa, mówimy o programie finansowanym ze środków publicznych, dotyczącym leczenia tysięcy pacjentów - podsumowuje.
Katarzyna Prus, dziennikarka Wirtualnej Polski
Źródła: WP abcZdrowie, Ministerstwo Zdrowia
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.