Tych chorych na raka też dotknęły kolejki do badań. "Widmo śmierci"
Urządzenia diagnostyczne miały pracować pełną parą, tymczasem pacjenci onkologiczni masowo odbierali telefony z informacją o przekładaniu badań. Choć powinni być chronieni, to z powodu luki w systemie i tak wpadali w gigantyczne kolejki. Pod naciskiem środowiska medycznego Ministerstwo Zdrowia wycofało się z limitów. - Szkoda, że tak późno, w grę wchodziło ludzkie życie - mówi Jakub Kosikowski, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej.
Kontrowersyjne limity
Wprowadzone przez NFZ limity w badaniach obrazowych nadal rozgrzewają publiczną dyskusję - i jak wskazują lekarze - wpływają na pacjentów. Przypomnijmy, od 1 kwietnia Narodowy Fundusz Zdrowia płaci 60 proc. za gastroskopię i kolonoskopię oraz 50 proc. za rezonans magnetyczny i tomografię komputerową wykonywane ponad limit określony w kontraktach. Rozwiązanie to ma być odpowiedzią na rosnącą lukę finansową w systemie.
W piśmie przesłanym do naszej redakcji przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia zapewniali, że wprowadzone limity w badaniach nie dotyczą dzieci i młodzieży do 18. roku życia, pacjentów onkologicznych (karta DiLO) oraz programów profilaktyki raka jelita grubego.
"Celem wprowadzonych przez NFZ zmian nie jest limitowanie dostępu do badań, lecz wyeliminowanie nieprawidłowości, które generują nieuzasadnione koszty. Wynikają także z konieczności uporządkowania organizacji diagnostyki radiologicznej w Polsce. W obszarze diagnostyki obrazowej obserwujemy znaczący wzrost wycen badań przy jednoczesnym zwiększeniu liczby ich wykonywania" – informowali przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia.
Zobacz także: Tak leczą glejaka. Rewolucyjna terapia w Bydgoszczy
Deklaracje a rzeczywistość
Jednak pacjenci podkreślają, że rzeczywistość wygląda inaczej. 63-letnia Joanna pięć lat temu zachorowała na raka jelita grubego. Jest po operacji. Na szczęście choroba została wykryta we wczesnym stadium i chemioterapia nie była konieczna. Jednak kobieta raz w roku musi stawiać się na wizytę do onkologa.
- W tym roku miałam ją zaplanowaną na wrzesień. W sierpniu byłam zapisana na tomografię jamy brzusznej. To standardowa procedura. Wykonuję ją przed każdą wizytą tak samo jak badania krwi, czasami też prześwietlenie klatki piersiowej. Niestety tydzień temu otrzymałam telefon, że tomografia zostaje przełożona na styczeń 2027 roku. Po pierwsze to będzie już po mojej wizycie u onkologa, więc nie widzę sensu, żeby na nią iść, bo jakie badanie będzie on na niej analizował? A po drugie sama chcę sprawdzić, czy wszystko z moim zdrowiem jest w porządku. Niestety ta możliwość została mi odebrana - opowiada w rozmowie z WP abcZdrowie Joanna.
"To jest jawne zagrożenie życia"
Szymon Chrostowski, założyciel i prezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie oraz były prezes Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych, alarmuje, że to nie jest jednostkowy przypadek.
- Pacjenci onkologiczni, którzy mieli mieć wykonaną np. tomografię czy rezonans w tym roku, odbierają telefon i słyszą, że badania nie będzie. Potem w strachu czekają kilka dodatkowych miesięcy, żeby sprawdzić, czy choroba postępuje. Dla niektórych pacjentów to jest jawne zagrożenie życia. Ta patologia w systemie pogłębiła się w ciągu dwóch ostatnich miesięcy. Oczywiście można zrobić badanie prywatnie, ale chyba nie o to chodzi? - mówi w rozmowie z WP abcZdrowie.
Na problem wskazują też lekarze. "Zwracam się z uprzejmą prośbą/krzykiem rozpaczy o wyłączenie pacjentów w trakcie i po leczeniu onkologicznym z limitów badań obrazowych. Karta DILO tu już nie daje no-limit i pacjenci wpadają w kolejki. Brak terminów rozwala nam nadzór i leczenie" - zaapelował do Narodowego Funduszu Zdrowia i Ministerstwa Zdrowia w mediach społecznościowych Jakub Kosikowski, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej (NIL), lekarz centrum onkologii.
Problematyczne DiLO
Jaki jest powód takiego stanu rzeczy? Medycy alarmują, że karta DiLO (która jak wskazywało MZ, miała chronić pacjentów przed wykluczeniem) przestaje działać w momencie rozpoczęcia leczenia. Z tego powodu dostęp do szybkiej diagnostyki po jego zakończeniu czy w razie wznowy choroby jest znacznie utrudniony.
- Karta DiLO to naprawdę świetne rozwiązanie, które pozwala szybko przeprowadzić diagnostykę onkologiczną. Problem zaczyna się, gdy pacjent rozpocznie leczenie. Wtedy kolokwialnie mówiąc, traci ona swoją moc i chorzy onkologicznie wpadają w kolejkę z innymi pacjentami. Problem jest też z badaniami kontrolnymi po zakończeniu leczenia - tłumaczy w rozmowie z WP abcZdrowie onkolog dr n. med. Hubert Urbańczyk.
- Dla pacjentów onkologicznych czekanie na badanie obrazowe miesiącami to nawet widmo śmierci. My jako Naczelna Izba Lekarska dostawaliśmy zgłoszenia od lekarzy z całej Polski, że pacjenci wypadają z tych kolejek. I tak, zamiast czekać na badanie np. 3 miesiące, musieliby czekać 1,5 roku. A w przypadku np. nawrotu choroby nowotworowej każdy miesiąc, a nawet tydzień ma znaczenie - mówi w rozmowie z WP abcZdrowie Kosikowski.
- Miałem pacjenta, który chorował na raka jelita grubego. Zmiana była tak duża, że nie można było już przejść endoskopem. Wedle wytycznych ten pacjent 3 miesiące po operacji powinien mieć wykonaną kolonoskopię. Ten termin w żadnym miejscu w Polsce nie był realny do wykonania. Na szczęście po naszych apelach Ministerstwo Zdrowia się zreflektowało i zapewniło, że zniesie te limity. Szkoda, że tak późno, w grę wchodziło ludzkie życie, ale mamy nadzieję, że zostanie to naprawione. Jednocześnie ten ruch potwierdza, że problem występował i realnie wpływał na zdrowie, a nawet życie pacjentów - wyjaśnia lekarz.
Limity nie dla chorych onkologicznie
2 czerwca Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że pacjentów zarówno w trakcie leczenia onkologicznego, jak i po zakończeniu leczenia, którzy nie są już objęci kartą DiLO, nie dotyczą limity na diagnostykę obrazową.
"Oznacza to zapewnienie pełnego finansowania badań (TK, MRI, gastroskopia, kolonoskopia) wykonanych na rzecz osób, które nie są już objęte kartą DiLO, jednak nadal pozostają w procesie leczenia lub wymagają regularnej kontroli stanu zdrowia. Jest to m.in. grupa pacjentów poddawanych chemioterapii, radioterapii, leczeniu systemowemu oraz osób pozostających w długoterminowym nadzorze po zakończeniu terapii onkologicznej" - czytamy na stronie Ministerstwa Zdrowia.
- Mam nadzieję, że nie są to tylko zapewnienia bez potwierdzenia. Bo jak patrzę na obecną sytuację, to idzie to wszystko w stronę subskrypcji służby zdrowia. Jeśli nic się nie zmieni, za badania i opiekę będziemy płacili jak za popularne serwisy streamingowe. To naprawdę nie jest rozwiązanie - podkreśla Chrostowski.
- Możemy się cieszyć, że prawdopodobnie sytuacja chorych onkologicznie się poprawi, ale co z innymi pacjentami, przecież chorujemy nie tylko na nowotwory. Moim zdaniem trzeba się dobrze przyjrzeć tym limitom w kontekście wszystkich pacjentów - dodaje Kosikowski.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.