Praca od 14. roku życia
Wacław Milewski urodził się 3 maja 1926 roku na poznańskim Dębcu. Miał żonę oraz dwie córki – Grażynę i Mariettę. Po śmierci żony i starszej córki opiekuje się nim Marietta.
Mężczyzna mieszka w Poznaniu, gdzie prowadzi warsztat, ale pracę rozpoczął jeszcze jako nastolatek. Miał niespełna 14 lat, gdy w czasie niemieckiej okupacji zatrudnił się w firmie produkującej rowery. Po wojnie zdobył kwalifikacje czeladnicze i mistrzowskie, a następnie założył własny zakład.
Warsztat mechaniczno-ślusarski prowadzi do dziś. Przez lata powstawały w nim wykrojniki, matryce, narzędzia oraz części do maszyn, samochodów i urządzeń laboratoryjnych. Współpracował m.in. z zagranicznymi firmami i producentami motoryzacyjnymi. – Robiłem, co było potrzeba. Mówili, że najlepszy ten warsztat. Tyle lat, a nie miałem żadnej reklamacji – opowiadał w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Dziś zleceń jest mniej, ponieważ wiele tradycyjnych metod produkcji zastąpiły nowoczesne lasery i urządzenia sterowane komputerowo. Mimo to zakład wciąż działa, a stulatek nadal nadzoruje pracę i przekazuje wiedzę swojemu pracownikowi.
"Chodzę jak stara maszyna"
Wacław Milewski przyznaje, że mimo wieku czuje się dobrze. – Chodzę jak stara maszyna – żartował w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Ze względu na zwyrodnienie plamki żółtej zachował jedynie niewielką część wzroku. Nie może już czytać i korzysta z lupy, jednak w warsztacie nadal wykonuje pomiary i pokazuje pracownikowi, w jaki sposób należy realizować poszczególne zadania.
Choć wcześniej zapowiadał, że po setnych urodzinach zamknie firmę, na razie zmienił zdanie. – No jeszcze nie zamknąłem, namyślam się. Córka mówi, że mam jeszcze zakład prowadzić – powiedział TVP3 Poznań.
Jego wnuk Karol Milewski podkreśla, że aktywność zawodowa daje seniorowi energię i poczucie celu. – Dziadek tak kocha pracę, że będzie dalej kontynuować. I całe szczęście, bo to jego recepta na długowieczność – mówił.
Satysfakcja i żal
Stulatek nie ukrywa, że przez wiele lat podporządkowywał pracy niemal całe życie. W najtrudniejszym okresie przez osiem godzin pracował w zakładzie, a kolejne osiem spędzał we własnym warsztacie. – Ja tylko pracowałem, i to ciężko. Zaczynałem o 6 rano, kończyłem o 22 – wspominał na łamach "Gazety Wyborczej".
Dziś patrzy na tę historię z większym dystansem. W rozmowie z Radiem Poznań przyznał, że praca była dla niego źródłem satysfakcji, ale jednocześnie pochłonęła zbyt wiele czasu. – Trzeba było mniej pracować. Komu to potrzebne było? – stwierdził.
Jego córka Marietta zwraca jednak uwagę, że ojciec przez całe życie zachował ciekawość świata. – Ojciec ma pasję do życia, nigdy się nie znudził, ciągle szuka czegoś nowego, interesuje się światem i kosmosem – mówiła.
Motocyklowy mistrz Polski
Praca nie była jedyną pasją Wacława Milewskiego. W młodości startował w wyścigach motocyklowych, a maszyny przygotowywał samodzielnie. – Robiłem motocykl, sam przerabiałem, bo przecież nie było wyścigowych. Miałem w 1947 roku wicemistrza, w 1948 mistrza Polski i w 1949 wicemistrza – wspominał w TVP3 Poznań.
Z dalszego ścigania zrezygnował w latach 50., gdy rozwijał warsztat. Obecnie, ze względu na słaby wzrok, nie może już prowadzić motocykla.
Stulatek ma jednak kolejny plan. Chciałby, aby w przyszłości jego zakład został przekształcony w muzeum starych maszyn i narzędzi. Dzięki temu historia miejsca, w którym przepracował większość życia, mogłaby przetrwać dla kolejnych pokoleń.
Źródła:
- TVP3 Poznań
- Gazeta Wyborcza
- Rzeczpospolita
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.