Problem ma co piąty Polak. Zamiast leków biorą jod na potęgę i piją płyn Lugola
Chora tarczyca to powszechny problem Polaków, ale na drodze do skutecznego leczenia staje często wiara w szkodliwe mity. – Jedna z moich pacjentek zastąpiła leki płynem Lugola. Efektem była ciężka niedoczynność tarczycy, z którą w krótkim czasie wylądowała w szpitalu – alarmuje endokrynolog dr n. med. Szymon Suwała.
W tym artykule:
Nawet 20 proc. Polaków ma chorą tarczycę
Styczeń to miesiąc świadomości chorób tarczycy, na które cierpi już co piąty Polak. To przede wszystkim kobiety, u których ryzyko jest nawet 4–10 razy wyższe niż u mężczyzn. Warto wiedzieć, jak wygląda właściwa diagnoza i leczenie, bo, jak ostrzegają lekarze, pacjenci wierzą w wiele szkodliwych mitów.
– Obserwuję wyraźny wzrost pacjentów, choć nie wynika on tylko z faktu, że więcej osób choruje. Rośnie też istotnie świadomość, więc coraz częściej udaje nam się postawić diagnozę jeszcze na etapie przedklinicznym i zacząć prowadzić pacjenta, zanim pojawią się objawy – zaznacza w rozmowie z WP abcZdrowie dr n. med. Tomasz Tomkalski, ordynator Oddziału Endokrynologii, Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Dolnośląskiego Szpitala Specjalistycznego im. T. Marciniaka we Wrocławiu.
Lekarz wyjaśnia, że o ile, po wprowadzeniu w Polsce obowiązkowego jodowania soli w 1997 roku, spadła liczba chorych, u których wykrywano wole guzkowe (przyczyną był niedobór jodu), o tyle pojawił się nowy niepokojący trend dotyczący chorób autoimmunologicznych w tym choroby Hashimoto czy Gravesa-Basedowa. To m.in. skutek pandemii COVID-19.
– Wirus to jeden z głównych czynników odpowiedzialnych za uatywnienie się takich chorób. Podobny mechanizm obserwujemy w przypadku cukrzycy typu 1, do niedawna nazywanej "cukrzycą młodzieńczą". Dzisiaj mamy nawet już nawet 70-80-letnich pacjentów, u których wykrywamy tę chorobę, co ma przede wszystkim związek właśnie z ekspozycją na wirusa – tłumaczy lekarz.
– Przy czym należy podkreślić, że nie ma to nic wspólnego ze szczepieniami, bo zapalenie tarczycy obserwujemy zarówno u osób, które były szczepione przeciwko SARS-CoV-2, jak i u pacjentów, którzy takich szczepień nie mieli – dodaje.
Choroba młodych kobiet
Dlaczego kobiety chorują na tarczycę częściej niż mężczyźni? – Na statystyki na pewno ma wpływ fakt, że obecnie główną przyczyną niedoczynności, czyli najczęstszego zaburzenia funkcjonalnego tarczycy, jest choroba Hashimoto. To choroba autoimmunologiczna, a takie choroby dotykają przede wszystkim kobiety, m.in. z powodu estrogenów, które mogą nasilać odpowiedź immunologiczną – wyjaśnia w rozmowie z WP abcZdrowie endokrynolog dr n. med. Szymon Suwała.
– Choroba Hashimoto to przede wszystkim choroba młodych kobiet, często są to pacjentki nawet przed 30. rokiem życia. Choroba jest wykrywana przypadkiem, np. kiedy kobieta ma problem z zajściem w ciążę i szukając przyczyny, wykonuje badania hormonalne – wskazuje dr Tomkalski.
Tłumaczy, że jeśli jest to stan przedkliniczny, czyli np. lekko podwyższony poziom TSH i podwyższone przeciwciała tarczycowe, nie zawsze konieczne jest leczenie. – Zdarza się, że dochodzi do samoistnej remisji. Wyjątkiem są kobiety planujące ciążę lub w ciąży. W takiej sytuacji funkcja tarczycy musi być idealnie wyrównana – wyjaśnia lekarz.
Nie bez znaczenia są także tzw. czynniki spustowe, które odpowiadają za uaktywnienie się choroby. Jednym z najpoważniejszych jest stres, który jest nieodłącznym elementem dzisiejszego świata.
Obok predyspozycji genetycznych, istotną rolę odgrywają też czynniki środowiskowe. – Nie możemy zapominać o istotnym wpływie tzw. endocrine disruptors, czyli substancji chemicznych, które zakłócają pracę układu hormonalnego. Co istotne, wśród nich są związki powszechne np. w przemyśle spożywczym, jak ftalany, które mają zdecydowanie negatywny wpływ na organizm. To mogą być też substancje utrwalające zapach, obecne, chociażby w podróbkach perfum – zwraca uwagę dr Tomkalski.
Więcej raka tarczycy
Niepokojącą tendencję widać również w przypadku nowotworów tarczycy, które częściej dotyczą kobiet. Aktualnie w Polsce rozpoznaje się ok. 4 tys. przypadków w ciągu roku, ale prognozuje się, że do 2030 roku ta liczba może przekroczyć 5 tys.
– Istotny wpływ na te statystyki ma lepsza wykrywalność ze względu na upowszechnienie się badań USG tarczycy. 20 lat temu wykrywaliśmy przeważnie guza już na zaawansowanym etapie. Teraz jest to możliwe nawet w przypadku zmiany poniżej 10 mm, dzięki czemu resekcja dotyczy tylko jednego płata, a nie całej tarczycy – wskazuje dr Tomkalski.
– Oczywiście nadal zdarzają się opóźnienia diagnostyczne, choć są one coraz rzadsze. Nasiliło się natomiast zjawisko overdiagnosis, czyli prowadzenia diagnostyki w sposób nadmiarowy. Badanie biopsji cienkoigłowej upowszechniło się na tyle, że jest ono wykonywane już nawet w sytuacjach, kiedy nie ma do tego uzasadnienia klinicznego. Dla pacjenta nie będzie więc to miało znaczenia z terapeutycznego punktu widzenia, a poważnie obciąża system ochrony zdrowia – przyznaje lekarz.
Chodzi o dramatyczne braki wśród patomorfologów. – W Polsce jest czynnych zawodowo ok. 350-400 patomorfologów, a spływa do nich materiał do analizy od kilkudziesięciu tysięcy lekarzy, którzy regularnie wykonują przecież badania czy operacje. To sprawia, że chorzy, którzy naprawdę potrzebują wyników biopsji, muszą czekać wiele tygodni z powodu zalewu patomorfologów badaniami, które w ogóle nie powinny być wykonane – wskazuje ekspert.
Piją płyn Lugola i biorą jod na potęgę
Niestety, część pacjentów nie słucha zaleceń lekarza i próbuje leczyć się na własną rękę. Sięgają po bardzo ryzykowne porady z internetu.
– Część pacjentów z chorą tarczycą jest sfrustrowana tym, że muszą żyć z chorobą przewlekłą. Nie do końca wierzą, że nie da się jej wyleczyć, a to świetny grunt dla manipulatorów i dezinformatorów. Obserwuję to niemal codziennie: na moje trzy oparte na dowodach medycznych informacje opublikowane w social mediach, natychmiast wyrasta kilkadziesiąt dezinformacji, zachęcających np. do "profilaktyki" jodowej czy leczenia płynem Lugola – przyznaje dr Suwała.
– Skutki mogą być fatalne. Zażywając jod w dużych dawkach, zamiast chronić tarczycę, możemy wręcz wywołać chorobę lub nasilić już istniejącą niedoczynność lub nadczynność – przestrzega lekarz.
Kilka miesięcy temu miał serię pacjentów, którzy choć byli zdrowi, dosłownie faszerowali się jodem i mieli nawet wielkrotnie przekroczone dzienne normy. Tymczasem dawki jodu, które dostarczamy z dietą, wystarczą, a podkręcanie tego suplementami może skończyć się nawet w szpitalu.
– Choć picie płynu Lugola nie jest na szczęście masowym zjawiskiem, nadal zdarzają się pacjenci, którzy wierzą w tę metodę. Część rezygnuje z farmakologicznego leczenia, a część nawet go nie rozpoczyna. Nabierają się ludzie w różnym wieku, również młodzi. Jedna z moich pacjentek w wieku ok. 30 lat na własną rękę odstawiła zapisane przez lekarza leki i zastąpiła je płynem Lugola. Efektem była ciężka niedoczynność tarczycy, z TSH ponad 300, z którą w krótkim czasie wylądowała w szpitalu – przyznaje endokrynolog.
Podobną historię innej pacjentki opisała na Instargramie dr n. med. Magdalena Cubała-Kucharska. Zdiagnozowano u niej chorobę Hashimoto, ale zamiast leków, kobieta wybrala płyn Lugola. "Jodu było za dużo. Organizm nie był w stanie sobie z tym poradzić. Zamiast poprawy doszło do zaburzenia pracy tarczycy i blokady hormonów" – podkresliła we wpisie lekarka.
Ryzyko powikłań
Dr Tomkalski zwraca uwagę, że objawy chorób tarczycy mogą być bardzo niecharakterystyczne. To może być m.in.:
- przy niedoczynności tarczycy: przyrost masy ciała, senność, zmęczenie, wolniejsze tętno,
- przy nadczynności tarczycy: spadek tolerancji ciepła, nerwowość, drażliwość, bezsenność, kołatania serca.
– Szczególnie nie należy bagatelizować powiększenia obwodu szyi, wyczuwalnego guza czy bólu szyi z przodu, który może świadczyć o zapaleniu tarczycy. Przy takich objawach na pewno należy się zbadać, wykonując na początek badanie TSH i FT4 – wskazuje lekarz.
Przed badaniami należy odstawić na dwa–trzy dni wcześniej suplementy z biotyną, która może istotnie zaburzyć wyniki. – Nie każdy wie, że zawierają ją także niektóre popularnych obecnie preparaty kolagenowe. Wielokrotnie zdarzali mi się pacjenci, którzy mieli zaniżone wyniki TSH, a zawyżone FT3 i FT4, co sugerowało nadczynność tarczycy – przyznaje lekarz.
– Tyreostatyki stosowane w nadczynności tarczycy mogą powodować też poważne skutki uboczne, w tym uszkodzenie wątroby czy szpiku kostnego. Należy je więc przyjmować tylko wtedy, gdy jest to konieczne – podkreśla ekspert.
– Wyniki badań mogą istotnie zafałszować także stany zapalne czy infekcje wirusowe (np. grypa). Jeśli więc chorujemy, wstrzymajmy się z wykonywania badań hormonalnych – podsumowuje dr Tomkalski.
Katarzyna Prus, dziennikarka Wirtualnej Polski
Źródła:
- WP abcZdrowie
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.