Są uważane za cudowne lekarstwo. "Mogą być niebezpieczne"

Pomogą uporać się ze stresem, dodają energii, poprawiają nastrój. Mogłoby się wydawać, że adaptogeny, które mają wielu zagorzałych zwolenników, to cudowne lekarstwo. W dodatku na wyciągnięcie ręki, bez recepty. Lekarze jednak studzą ten entuzjazm i radzą zachować zdrowy rozsądek, zanim będzie za późno. - Ufamy im, bo są naturalne, roślinne. Niestety, mogą być też niebezpieczne. Zamiast sobie pomóc, można się nabawić poważnych problemów zdrowotnych - ostrzega dr n. med. Magdalena Cubała-Kucharska.

Lekarze ostrzegają, że adaptogeny mogą być niebezpieczneLekarze ostrzegają, że adaptogeny mogą być niebezpieczne
Źródło zdjęć: © Getty Images
Katarzyna Prus

Rośliny na stres i dobry nastrój

Czym w ogóle są adaptogeny i skąd wzięła się ich popularność? - To zioła, grzyby i inne substancje roślinne, które przede wszystkim pomagają radzić sobie ze stresem, a także poprawiać nastrój, wspomagać koncentrację czy jakość snu. Nie należy ich jednak mylić z substancjami psychoaktywnymi. W dużej mierze wywodzą się one z medycyny ajurwedyjskiej, gdzie były stosowane od wieków - tłumaczy w rozmowie z WP abcZdrowie dr n. med. Magdalena Cubała-Kucharska, specjalistka medycyny rodzinnej, członkini Polskiego Towarzystwa Żywieniowego i założycielka Instytutu Medycyny Integracyjnej Arcana.

Aktualnie są powszechnie dostępne w postaci tabletek, kropli czy proszku, a internet aż kipi od entuzjastycznych opinii ich zwolenników, również tych, którzy je sprzedają.

- W ostatnim czasie są szczególnie popularne z uwagi na to, że najpierw pandemia, a potem również wojna odcisnęły silne piętno na naszej psychice i wiele osób nie potrafiło i nie potrafi się z tym uporać i żyć tak, jak wcześniej. Szukają więc pomocy u psychiatrów, przyjmują leki, ale sięgają też właśnie po adaptogeny - dodaje lekarka.

Ashwaganda to jeden z najbardziej popularnych adaptogenów
Ashwaganda to jeden z najbardziej popularnych adaptogenów © Getty Images

Niebezpieczne "cudowne" lekarstwo

Jest jednak druga strona medalu. Dr Cubała-Kucharska zwraca uwagę, że sposób, w jaki są promowane te środki, sprawia, że wydają się one cudownym lekarstwem na niepokój, stres, lęk czy depresję. - Ufamy im, bo są naturalne, roślinne. Niestety mogą być też niebezpieczne. Warto mieć tego świadomość, bo zamiast sobie pomóc, można sobie bardzo zaszkodzić i nabawić się poważnych problemów zdrowotnych - ostrzega lekarka.

Do bardzo popularnych aktualnie adaptogenów, a przy tym najlepiej przebadanych, należą ashwaganda, bacopa monnieri oraz żeń-szeń.

- Ashwaganda i bacopa monnieri to silne adaptogeny, które działają na relaks, dobry sen, dają odpocząć nadnerczom. O ile ta trójka nie ujawniła jak dotąd poważniejszych skutków ubocznych, o tyle inne, a szczególnie dziurawiec, rhodiola rosea i griffonia zażywane na własną rękę mogą wchodzić w interakcje z lekami i doprowadzić do różnych działań niepożądanych - zaznacza dr Cubała-Kucharska.

"Nie miejmy złudzeń"

A co z działaniem adaptogenów? Krzysztof Dudziński, psycholog i psychoterapeuta przestrzega przed bezkrytyczną wiarą w ich skuteczność. - Musimy sobie zdać sprawę, że stres, z którym się zmagamy, może być łagodny i przejściowy, ale też może dawać objawy, które wskazują na dużo poważniejszy problem i może przejść w postać chroniczną. Jeśli nie znajdziemy faktycznej przyczyny stresu, tylko “na oślep” będziemy szukać sposobów na jego łagodzenie, możemy uzyskać odwrotne skutki do zamierzonych - zwraca uwagę w rozmowie z WP abcZdrowie dr Dudziński.

- Niestety w Polsce świadomość na temat zagrożeń związanych ze stresem, mechanizmów, które go wywołują czy objawów jest bardzo niska. W takiej sytuacji bardzo łatwo błędnie interpretować sygnały ostrzegawcze i sięgać po leczenie, które nie przyniesie oczekiwanych skutków - dodaje.

Psycholog ostrzega, że jeśli nie będziemy prawidłowo leczyć stresu, a będzie on już przewlekły, narażamy się na rozwój poważnych zaburzeń. - To pierwszy krok m.in. do nerwicy, zaburzeń lękowych czy nawet depresji. Adaptogeny jako naturalne środki mogą działać, ale w stopniu minimalnym i w sytuacji, kiedy mamy do czynienia ze “zwykłym” stresem np. po ciężkim dniu w pracy. Nie powinniśmy mieć jednak złudzeń, że pomogą przy poważniejszych problemach - zwraca uwagę dr Dudziński. - Mam wielu pacjentów, którzy stosowali adaptogeny, ale nie znam ani jednego, którego by one wyleczyły. Możemy mówić raczej o pewnym wspomaganiu, ale też w łagodnych przypadkach.

Przypomina też, że nieleczony przewlekły stres przyczynia się m.in. do chorób układu krążenia, przewodu pokarmowego, chorób autoimmunologicznych, a także sprzyja uzależnieniom.

Zwraca uwagę, że zaniepokoić powinien szczególnie częsty ból głowy, drażliwość i agresja, problemy z koncentracją i krótkotrwałe blokady pamięci czy trudności z zasypianiem. Takie objawy wskazują, że problemy związane ze stresem są poważniejsze i należy je skonsultować je ze specjalistą, a nie szukać rozwiązań na własną rękę.

Halucynacje, biegunki, a nawet zapaść

Co może się stać, jeśli zażywamy adaptogeny na własną rękę, bez konsultacji z lekarzem i świadomości skutków ubocznych? - Dziurawiec to jedno z najpopularniejszych w Polsce ziół, jest zażywany głównie z myślą o przeciwdziałaniu stanom depresyjnym i faktycznie takie działanie ma udowodnione naukowo. Niestety bardzo często jest zażywany przez osoby, które równocześnie zażywają leki antydepresyjne zapisane przez psychiatrę. To połączenie jest bardzo groźne - ostrzega lekarka.

Dziurawiec hamuje też ważny enzym przetwarzający leki - monoaminooksydazę. Wywołuje bardzo silne interakcje z inhibitorami MAO. To bardzo szeroka grupa leków, nie tylko psychotropowych, ale też stosowanych np. w leczeniu pęcherza, ciśnienia czy chorób neurologicznych.

- Dlatego dziurawiec może zakłócać metabolizm leków – obniżając lub nasilając ich działanie, przez co potęguje działania niepożądane. Szczególnie niebezpieczny jest w połączeniu z lekami hamującymi wychwyt zwrotny serotoniny (SSRI). Zwiększa ilość ważnego neuroprzekaźnika, serotoniny - wyjaśnia dr Cubała-Kucharska.

Ostrzega, że choć serotonina jest nazywana "hormonem szczęścia", to jej nadmiar wcale nie jest dobry. Może dojść m.in. do tzw. zespołu serotoninowego. Nadmiar serotoniny wywołany połączeniem adaptogenu i leków może wywołać m.in. halucynacje, silne kołatanie serca, a nawet zapaść oraz rozstrój żołądka i biegunki. Może wywoływać także zawroty głowy, nasilać niepokój i stany lękowe - ostrzega ekspertka.

Zawsze konsultuj z lekarzem

Do bardzo podobnych skutków możemy doprowadzić, stosując korzeń rośliny rhodiola rosea czy griffonię lub suplement 5-htp (prekursor serotoniny). Paradoksalnie po te adaptogeny też bardzo często sięgają osoby, które korzystają z pomocy psychiatry i zażywają antydepresanty.

- Pacjenci, którzy zażywają takie leki, powinni bardzo uważać i zawsze konsultować stosowanie adaptogenów z lekarzem. Niestety często nie mówią, że w ogóle sięgnęli po takie substancje - podkreśla dr Cubała-Kucharska.

Lekarka przestrzega też przed stosowanym w nadmiarze miłorzębem japońskim, który z kolei działając na naczynia krwionośne w mózgu, może doprowadzić do krwawienia z ośrodkowego układu nerwowego, wchodząc w interakcje z lekami nasennymi i uspokajającymi.

Z kolei popularny żeń-szeń, który wzmacnia odporność i poprawia samopoczucie, może prowadzić do wzrostu ciśnienia krwi i przyspieszać rytm serca.

Od adaptogenów powinny także stronić kobiety w ciąży, zwłaszcza w pierwszym trymestrze. - Ashwaganda i bacopa monnieri, które mają relaksować, nie wykazały co prawda w badaniach skutków ubocznych dla kobiet w ciąży, ale na wszelki wypadek lepiej ich unikać. Najbezpieczniejsza w tym stanie będzie herbata z melisy - zaznacza lekarka.

Katarzyna Prus, dziennikarka Wirtualnej Polski

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Źródło: WP.pl

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie