Śmierć 26-letniego Michała z Gubina. Ruszył proces lekarzy
Historia Michała z Gubina znów wraca do sądu. Młody mężczyzna, który kilka lat wcześniej wygrał walkę z nowotworem, zmarł po ciężkich powikłaniach zdrowotnych. Teraz przed sądem odpowiadają lekarze, którym prokuratura zarzuca nieprawidłowe leczenie.
Najpierw pojawił się ból ucha i głowy
Pierwsze dolegliwości Michała zaczęły się od narastającego bólu ucha i głowy. W tym czasie przebywał w Zakładzie Karnym w Krzywańcu. Jak ustalili śledczy, zdiagnozowano u niego zapalenie ucha środkowego i zastosowano antybiotykoterapię, jednak nie przeprowadzono specjalistycznego leczenia laryngologicznego ani pogłębionej diagnostyki.
31-latek trafił do szpitala. Lekarze osłupieli, gdy zobaczyli co ma w uchu
Stan zdrowia młodego mężczyzny z czasem zaczął się gwałtownie pogarszać. Pojawiły się silne bóle głowy i wysoka gorączka. Ostatecznie trafił do szpitala w ciężkim stanie.
Z informacji przekazywanych przez rodzinę wynikało, że doszło u niego do ropnego zapalenia opon mózgowych, które spowodowało rozległy udar niedokrwienny prawej półkuli mózgu. W konsekwencji Michał doznał czterokończynowego niedowładu i przez wiele miesięcy pozostawał w stanie wegetatywnym. Nie było z nim kontaktu, nie widział i nie reagował na bodźce. Michał zmarł 28 października 2022 roku w wieku 26 lat.
W poniedziałek 9 marca br. prokurator okręgowy Robert Kmieciak poinformował o rozpoczęciu procesu dwóch lekarzy oskarżonych o nieprawidłowe leczenie pacjenta.
- Pokrzywdzony skarżył się na bóle ucha. Zdiagnozowano zapalenie ucha środkowego, jednak nie podjęto specjalistycznego leczenia laryngologicznego. Dwaj lekarze stosowali antybiotykoterapię. Osadzony nie został przeniesiony do jednostki penitencjarnej przystosowanej do tego, aby prowadzić tego typu leczenie. Skutkiem tego po kilku tygodniach wytworzyły się u niego takie objawy jak bóle głowy, bardzo wysoka gorączka. Spowodowały one zapalenie mózgu, które doprowadziło do śmierci - mówił prokurator podczas konferencji prasowej.
Lekarze nie przyznają się do stawianych im zarzutów. Grozi im kara do pięciu lat pozbawienia wolności.
Śledczy badają także działania funkcjonariuszy
Prokuratura wyłączyła z postępowania materiały dotyczące ewentualnego niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy służby więziennej. Śledczy sprawdzają, czy byli oni informowani o bardzo złym stanie zdrowia osadzonego. - Nie podejmowali żadnych działań związanych z wezwaniem karetki pogotowia, względnie udzieleniem mu pomocy - powiedział prokurator.
Współwięźniowie Michała opisywali dziennikarzom, jak wyglądały ostatnie tygodnie przed jego hospitalizacją. Twierdzili, że wielokrotnie prosili o pomoc medyczną. -Wszystko zaczęło się, gdy przeziębiliśmy się. Wszyscy z naszej celi chorowali. My wyzdrowieliśmy, Michał nie - relacjonował jeden z osadzonych.
"Prosiliśmy oddziałowych, aby wezwali karetkę. Raz usłyszałem, że "karetkę wzywa się do poważniejszych przypadków". Gdy w końcu doprosiliśmy się, aby ktoś go obejrzał, to pielęgniarka zmierzyła mu ciśnienie. Miał bardzo wysokie, w granicach 180".
Historia Michała była wcześniej znana w regionie. W wieku 19 lat zachorował na nowotwór węzłów chłonnych, który udało mu się pokonać. Po powrocie do zdrowia angażował się w akcje charytatywne i pomagał osobom potrzebującym.
Stanowisko Służby Więziennej
Po nagłośnieniu sprawy dziennikarze pytali o dostęp osadzonych do opieki medycznej. Rzecznik Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Poznaniu podkreślał, że osoby zgłaszające dolegliwości są przyjmowane przez lekarza. - Osadzony zgłaszający dolegliwości medyczne jest przyjmowany przez lekarza, który zgodnie ze sztuką lekarską podejmuje decyzje w sprawie procesu leczenia - mówił mjr Jan Kurowski.
Sprawa śmierci młodego mężczyzny będzie teraz rozpatrywana przez sąd.
Źródło: Gazeta Lubuska
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.