Stan zębów wpływa na cały organizm. "Powikłań jest naprawdę dużo"
Dentyści stawiają sprawę jasno – im gorszy stan jamy ustnej, tym większe ryzyko wystąpienia chorób atakujących cały organizm. – Toksyny i bakterie z pierwotnych ognisk zakażenia przenikają do krwiobiegu i często lokują się w odległych rejonach, wywołując schorzenia w wielu układach, najczęściej sercowo-naczyniowym – mówi lek. dent. Agnieszka Borowiec-Rybkiewicz.
Anna Klimczyk, WP abcZdrowie: Dane z raportu UCE RESEARCH i kliniki IMPLANT MEDICAL nie napawają optymizmem. Wynika z nich, że 30 proc. Polaków raz w roku udaje się na wizytę kontrolną do stomatologa, 23,8 proc. raz na pół roku, a 13,7 proc. – raz na dwa lata lub rzadziej. Dlaczego często odkładamy wizyty?
Lek. dent. Agnieszka Borowiec-Rybkiewicz, wiceprzewodnicząca komisji stomatologicznej Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie: Najczęściej ze strachu. Boimy się zarówno bólu, jak i kosztów leczenia. Jeżeli chodzi o ból, to trochę sami jesteśmy sobie winni. Bo jeżeli stawialibyśmy na profilaktykę i regularne wizyty kontrole, to byłaby ogromna szansa, że on się u nas nie pojawi. Natomiast jeżeli dochodzi już do zaniedbań, to rzeczywiście jest się czego bać – ból może się pojawić, ale pewnie też leczenie będzie dłuższe, liczba wizyt większa, no i koszty automatycznie wzrosną. Dlatego profilaktyka powinna być dla nas złotym standardem w kwestii dbania o zęby, bo jest najtańsza i może oszczędzić nam dużo bólu – zarówno tego fizycznego, jak i ekonomicznego.
Czy jest szansa, że ceny usług stomatologicznych spadną? Z danych GUS wynika, że w 2025 roku zanotowano ich wzrost o 9 proc. w porównaniu do roku poprzedniego.
Tutaj pewnie państwa nie pocieszę, ale te podwyżki nie powinny być dla nikogo zaskoczeniem, bo wszystko drożeje. Ludzka praca, ceny wynajmu gabinetu albo koszty opłacenia rachunku za prąd, materiały stomatologiczne – wymieniać można długo. Dentysta nie może być samotną wyspą, w swojej praktyce nie poradzi sobie sam. Jest uzależniony od pracy innych osób, a także od np. cen materiałów stomatologicznych i energii. Więc skoro to wszystko drożeje, to cena wizyty czy leczenia też będzie wyższa. Te koszty nie są wydumane, wynikają z realnych nakładów, które należy ponieść, żeby po prostu móc leczyć pacjentów.
O zęby nie dbają też młodzi. Tylko nieco ponad połowa Polaków w wieku 18–25 lat myje zęby pastą dwa razy dziennie – wynika z raportu UCE Research.
Tutaj też dobrze nie jest. Z jednej strony młode osoby bardzo dbają o swój wygląd, a z drugiej te wizyty odkładają. Spotkałam się nawet ostatnio z sytuacją, gdy zadzwoniła do mnie młoda pacjentka i powiedziała, że musi odwołać wizytę, bo w tym samym czasie u jej stylistki zwolnił się termin na rzęsy. To nie jest tak, że zęby są dla młodych ludzi priorytetem.
Mnóstwo osób do dentysty przychodzi dopiero wtedy, gdy ubytki widoczne są na pierwszy rzut oka i to na przednich zębach. I wtedy też bardzo często pada prośba – ale wyleczmy tylko ten przód, bo go najbardziej widać. Nie mogę zrozumieć takiego myślenia. Pamiętajmy, że w gabinetach mamy kontakt z pacjentami, którzy pojawili się sami u stomatologa, więc zakładam, że tymi bardziej świadomymi czy zmuszonymi do wizyty przez ból. Jak wygląda sytuacja z używaniem szczoteczki i pasty u osób, które na wizyty nie chodzą wcale, aż boję się pomyśleć.
Co najgorszego Polacy robią swoim zębom? Proszę wymienić nasze trzy stomatologiczne "grzechy główne"?
Stomatologicznym grzechem śmiertelnym jest czekanie z wizytą u stomatologa do momentu pojawienia się bólu lub widocznych ubytków, czyli podążanie za zasadą: skoro czegoś nie widzę, to tego nie ma. To ogromny błąd. Ostatnio miałam rozmowę z mamą 4-letniego dziecka, która pojawiła się z nim pierwszy raz u stomatologa, bo zauważyła zmiany na zębach. Wcześniej się nie zgłaszali, bo mama ich nie widziała. A przypomnę, że pierwsza wizyta z dzieckiem u stomatologa powinna się odbyć po ukończeniu przez nie pierwszego roku życia. Nie jest to wizyta stricte dla dziecka, a bardziej dla rodziców, by mogli uzyskać niezbędne informacje. A dziecko w tym momencie oswaja się i nabiera od początku nawyków. Odkładanie wizyty z nadzieją, że przestanie boleć, jest fatalne. Niestety, nie przestanie. Stomatologia to wyjątkowo wredna dziedzina, tam będzie tylko zawsze gorzej i niestety co za tym idzie drożej.
Drugim grzechem jest traktowanie higieny po macoszemu. Bo przecież jak raz nie umyje się zębów, to nic się nie stanie. Stanie. Ponieważ często na jednym razie się nie kończy. A poza tym już jednokrotne nieumycie zębów daje bakteriom możliwość rozwijania się w naszej jamie ustnej. Szczególnie jeżeli z brudnymi zębami pójdziemy spać, a w nocy mamy ograniczone wydzielanie śliny, czyli mniejsze samooczyszczanie.
A trzeci grzech?
Nie uzupełniamy braków zębowych. Nieprawdą jest, że utrata jednego zęba to nic takiego. To równia pochyła, od tego zaczynają się kłopoty wynikające z utraty stabilnego zgryzu, zaczynają się przeciążenia zębów sąsiadujących, starcie ich powierzchni i z biegiem lat wynikające z zaniżenia zwarcia kłopoty ze stawami skroniowo-żuchwowymi. Przy utracie części zębów zmierzamy prostą drogą do problemów gastrycznych i leczenia specjalistycznego.
Te stomatologiczne zaniedbania wpływają nie tylko na stan naszego uśmiechu, ale na cały nasz organizm. Choroby zębów i przyzębia mogą wpływać między innymi na nasze serce. Amerykańskie Towarzystwo Kardiologiczne (AHA) stoi na stanowisku, że zdrowie dziąseł jest związane z ryzykiem rozwoju chorób sercowo-naczyniowych na podłożu miażdżycowym. Podobnie jest z nieleczoną próchnicą i zapalną miazgą zębów.
Niestety, nie patrzymy na stan naszego zdrowia holistycznie i potem jesteśmy w szoku, że jakieś schorzenie, które pojawia się w naszym organizmie, może być związane z ogniskiem zakażenia w jamie ustnej. Jakiekolwiek stany zapalne zębów i przyzębia w skrajnych przypadkach mogą być dla nas śmiertelnie niebezpiecznie. Zaniedbania w jamie ustnej mogą doprowadzić nawet do sepsy i do zgonu. Te wszystkie toksyny i bakterie z pierwotnych ognisk zakażenia przenikają do krwiobiegu i często lokują się w odległych rejonach, wywołując schorzenia w wielu układach – najczęściej sercowo- naczyniowym.
Więc to nie są żarty i tylko takie gadanie, że o zęby trzeba dbać. Trzeba, bo wpływają one na cały nasz organizm. Zły stan zębów może doprowadzić nawet do przedwczesnego porodu, do problemów ze wzrokiem, chorób nerek. Tych powikłań jest naprawdę dużo. A wszystko z "drobiazgów" zaczynających się w jamie ustnej. Nawet nieznaczne drażnienie błony śluzowej w jamie ustnej spowodowane przez ostre krawędzie uszkodzonych zębów, używki i toksyny może być przyczyną powstania stanów nowotworowych.
Zatem jak dbać o higienę jamy ustnej?
Powinniśmy postawić na profilaktykę i edukację i zacząć od młodych rodziców i dzieci, bo to właśnie oni mogą nam pomóc zmienić tę tragiczną sytuację, w której się obecnie znajdujemy. Polecamy zerkać rodzicom np. na stronę Polskiego Towarzystwa Stomatologii Dziecięcej, gdzie w zakładce – wytyczne – są konkretne rady, jak o te zęby dbać i jak często stawiać się na profilaktyczne wizyty u stomatologa.
Jeżeli chodzi o takie złote zasady, to zęby powinniśmy szczotkować przynajmniej dwa razy dziennie. Powinniśmy używać także nici dentystycznych. Pacjenci z zaawansowaną próchnicą albo stanami chorobowymi przyzębia powinni odwiedzać dentystę raz na pół roku. Swoich pacjentów leczonych ortodontycznie i kobiety w ciąży zapraszam na kontrolne badania raz na kwartał. Pacjentów geriatrycznych, szczególnie leczonych kardiologicznie – minimum raz na pół roku, a całą resztę świata – minimum raz w roku. Trzeba powiedzieć to jasno – zęby Polaków są w fatalnym stanie. Nie czujemy się jako populacja współodpowiedzialni za swoje zdrowie. Tylko od nas zależy, czy uda nam się to zmienić.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.