Szkoły i przedszkola pod presją. W tym regionie jest coraz mniej dzieci
Wyludnianie się Lubelszczyzny coraz mocniej odbija się na codziennym życiu mieszkańców. W regionie rodzi się coraz mniej dzieci, a skutki niżu demograficznego są już widoczne w szkołach, przedszkolach i planach samorządów. W niektórych gminach w ciągu pół roku przyszło na świat zaledwie dwoje lub troje dzieci.
W tym artykule:
W niektórych gminach rodzi się zaledwie kilkoro dzieci
Województwo lubelskie od lat zmaga się z pogłębiającym się kryzysem demograficznym. Coraz mniej dzieci przychodzi tu na świat, a wielu młodych mieszkańców wyjeżdża do większych miast. Skutki widać już nie tylko w statystykach, ale także w codziennym funkcjonowaniu gmin, szkół i przedszkoli. Jak podaje TOK FM, w niektórych samorządach przy wschodniej granicy w pierwszym półroczu 2025 roku urodziło się zaledwie dwoje lub troje dzieci.
Prognozy dla regionu nie są optymistyczne
Problem ma charakter długofalowy. Jak podkreślił Sławomir Dziaduch z Urzędu Statystycznego w Lublinie, prognozy na kolejne dekady nie pozostawiają złudzeń. - Jednocześnie prognoza GUS do 2060 roku też niestety nie napawa optymizmem. Pokazuje nam jasno, że województwo lubelskie w dalszym ciągu będzie się wyludniać. Liczba ludności zmniejszy się o dalsze 25 procent. Co więcej, w porównaniu z innymi województwami będzie to jeden z największych spadków - mówił cytowany przez TOK FM Dziaduch.
Niż demograficzny uderza w szkoły i przedszkola
Demograficzne tąpnięcie szczególnie mocno odbija się na oświacie. W wielu małych miejscowościach liczba uczniów spada do poziomu, który utrudnia normalne funkcjonowanie placówek. Do kuratorium od początku roku wpłynęło już prawie 50 wniosków o likwidację lub połączenie szkół, a w poprzednim roku szkolnym było ich około 80. Jak zaznaczył lubelski kurator oświaty Tomasz Szabłowski, problem dotyczy głównie najmniejszych placówek. - Są takie, w których mamy do czynienia z pustymi rocznikami, czyli na poziomie danej klasy w ogóle nie ma dzieci. Na dłuższą metę nie da się funkcjonować, gdy w klasie jest jedno, dwoje czy troje dzieci - skomentował.
Choć rodzice i nauczyciele często bronią lokalnych szkół, samorządy coraz częściej muszą podejmować trudne decyzje. - Przyjeżdżają i argumentują, że to szkoła z wieloletnimi tradycjami, że każde dziecko jest w niej dobrze zaopiekowane, że ma wyniki - i wszystko się zgadza. Ale danych demograficznych nie przeskoczymy. Żeby mieć pracę, trzeba mieć kogo uczyć po prostu - zaznaczył. - Bywają takie sytuacje, że opinia jest negatywna. Na przykład wtedy, gdy po przekształceniach miałby się drastycznie wydłużyć dojazd do szkoły. Albo gdy szkoła posiada potencjał, bo na przykład w klasach 1-3 albo w przedszkolu tych dzieciaków jest dużo, młodzi ludzie tam się zaczynają osiedlać. Wtedy uznajemy, że warto o nią zawalczyć - dodał.
Zmiany dotykają także przedszkoli. W Puławach jedno z miejskich przedszkoli zostanie zamknięte wraz z końcem czerwca. - Dzieci jest zbyt mało, aby tworzyć kolejne grupy. Taki mamy trend i musimy się w tym jakoś odnaleźć - powiedział w TOK FM wiceprezydent Puław Grzegorz Nowosadzki.
Zmiany będą coraz bardziej widoczne
Podobne zjawiska obserwowane są również w Zamościu i Lublinie. Malejąca liczba urodzeń oznacza mniej pierwszoklasistów, mniej oddziałów, a w konsekwencji także redukcje etatów nauczycielskich. - To, co od lat obserwujemy w demografii, w przyroście naturalnym, to jest bardzo duże wyzwanie jeśli chodzi o politykę społeczną, politykę edukacyjną. Tak różna struktura demograficzna, starzenie się społeczeństwa powoduje, że bardziej potrzebne są ośrodki wspierające osoby starsze. Natomiast jeśli chodzi o szkoły czy przedszkola, to tutaj niestety zapotrzebowanie na tego typu usługi edukacyjne będzie coraz mniejsze - podsumował Sławomir Dziaduch z Urzędu Statystycznego w Lublinie.
Źródło: TOK FM
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.