Nos robi się lodowaty. Naukowcy wyjaśniają, co to oznacza
Podczas egzaminu, kłótni albo wystąpienia publicznego czubek nosa potrafi zrobić się lodowaty. Naukowcy opisują to jako "nasal dip" i wskazują, że w silnym stresie temperatura nosa może spaść nawet o 3–6 stopni Celsjusza. Dlaczego?
Nosowy spadek temperatury
Znasz to uczucie: serce bije szybciej, dłonie wilgotnieją, myśli przyspieszają, a nos… nagle jest zimny jak lód. Brzmi banalnie, ale ten drobiazg bywa bardzo wymowny. Badania Theroude'a i Paisley z 2025 roku pokazały, że w sytuacjach stresowych temperatura nosa potrafi spaść nawet o 3 do 6 stopni Celsjusza. Zjawisko nazwano "nasal dip", czyli dosłownie nosowym spadkiem temperatury.
Za tę reakcję odpowiada autonomiczny układ nerwowy, który nie zastanawia się, czy zagrożenie jest realne, czy tylko "w naszej głowie". Dla organizmu stres to stres: może nim być atak drapieżnika, ale też trudne pytanie na rozmowie kwalifikacyjnej. W obu przypadkach uruchamia się program awaryjny, znany jako "walcz lub uciekaj". Jego jednym z kluczowych elementów jest szybka zmiana krążenia krwi – tak, aby energię i tlen dostarczyć tam, gdzie w danej chwili są najbardziej potrzebne.
Dlatego ciało chwilowo ogranicza dopływ krwi do części mniej istotnych z perspektywy natychmiastowego przetrwania. Skóra twarzy, w tym okolice nosa, nie jest wtedy priorytetem. Dochodzi do wazokonstrykcji, czyli zwężenia naczyń krwionośnych. Efekt uboczny jest łatwy do zauważenia: mniej ciepłej krwi w czubku nosa oznacza wyraźny spadek temperatury.
Ewolucyjna pamiątka
Ciekawostką jest to, że ten mechanizm nie powstał przypadkiem. Według badacza Forrestera, który opisywał to w 2024 roku, mamy tu do czynienia z ewolucyjną pamiątką. Przekierowanie zasobów z twarzy do innych obszarów miało zwiększać wydajność kluczowych zmysłów. Mniej krwi w nosie oznaczało, że więcej tlenu i energii mogło zasilić oczy oraz uszy. Innymi słowy: gdy robiło się groźnie, organizm "przyciszał" to, co zbędne, żeby wyostrzyć to, co pomagało szybciej dostrzec drapieżnika lub usłyszeć niebezpieczeństwo.
Dziś nie uciekamy przed tygrysem, ale stres społeczny nadal potrafi uruchomić ten sam biologiczny alarm. Co więcej, Theroude i Paisley zauważyli, że spadek temperatury nosa bywa mocniejszy podczas stresu społecznego (np. oceny przez innych) niż przy rozwiązywaniu zadań matematycznych.
Wystarczy 10 sekund
Jak naukowcy mierzą "nasal dip"? Wykorzystują termografię podczerwoną (IRT), czyli kamery termowizyjne tworzące mapę ciepła twarzy w czasie rzeczywistym. Metoda jest bezdotykowa i bezinwazyjna: nie wymaga czujników przyklejanych do skóry, a mimo to pozwala obserwować, jak stres "przestawia" organizm w ciągu kilkunastu sekund.
Badacze podkreślają, że reakcja pojawia się szybko – już po 10–30 sekundach – i jest niezależna od płci. Co ważne, występuje też u wszystkich naczelnych, dzięki czemu może służyć do badania stresu także u zwierząt.
Najciekawsze są jednak praktyczne zastosowania. Ponieważ zmiana temperatury nosa odzwierciedla fizjologię, a nie jedynie deklaracje typu "jestem zdenerwowany", może być wiarygodnym wskaźnikiem przeciążenia. Współcześnie IRT wykorzystuje się do oceny obciążenia umysłowego u pilotów czy kontrolerów ruchu lotniczego – tam, gdzie długotrwały stres i przemęczenie mogą prowadzić do groźnych pomyłek. Dodatkowo połączenie termografii z pomiarami tętna i oddechu ma pozwalać z około 85 proc. dokładnością stwierdzić, czy dana osoba znajduje się w stresie.
Źródło: poradnikzdrowie.pl, pmc.ncbi.nlm.nih.gov
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.