6 lat temu potwierdzono w Polsce pierwszy przypadek COVID-19. Czy wirus wciąż nam zagraża?
Mija sześć lat od pierwszego potwierdzonego zakażenia SARS-CoV-2 w Polsce, a wirus wciąż krąży w populacji i nadal potrafi mocno uderzać w ochronę zdrowia. Choć przebieg choroby bywa dziś łagodniejszy, eksperci podkreślają, że COVID-19 nadal oznacza realne ryzyko – zwłaszcza dla osób z grup wrażliwych i niezaszczepionych.
SARS-CoV-2 złagodniał, ale nadal stwarza problemy
4 marca 2020 roku potwierdzono pierwszy przypadek zakażenia SARS-CoV-2 w Polsce. Kilka dni później, 11 marca, Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła pandemię. Od tamtej pory wirus nie zniknął – według naukowców pozostanie z nami na stałe, podobnie jak inne patogeny atakujące układ oddechowy.
Prof. dr hab. Piotr Rzymski z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu zwraca uwagę, że SARS-CoV-2 zmieniał się wraz z upływem czasu, a populacja stopniowo nabywała odporność – zarówno dzięki szczepieniom, jak i kolejnym infekcjom.
- Z biegiem czasu, wskutek rosnącego poziomu uodpornienia w populacji, a także kolejnych infekcji, szczepień oraz zmian w materiale genetycznym, SARS-CoV-2 złagodniał. Ale na stałe wpisał się do panteonu wirusowych patogenów układu oddechowego człowieka, podobnie jak wirusy grypy czy RSV - zwrócił uwagę w rozmowie z PAP prof. Rzymski.
Łagodniejszy przebieg nie oznacza jednak końca problemu. Ekspert przypomina, że COVID-19 wciąż prowadzi do ciężkich konsekwencji.
- Wciąż obserwujemy hospitalizacje, długoterminowe powikłania i zgony spowodowane COVID-19. Co gorsza, liczba infekcji zaczyna rosnąć już w sierpniu, ze szczytem we wrześniu. A gdy liczba przypadków COVID-19 w Polsce maleje, wzrasta zapadalność na grypę, a następnie na RSV. W rezultacie okres aktywnego krążenia wirusów układu oddechowego ulega wydłużeniu, co oczywiście nie jest zjawiskiem korzystnym - wyjaśnił.
Czterokrotnie wyższe ryzyko śmierci
Na powagę sytuacji wskazują także dane z ostatnich miesięcy 2025 roku. Prof. Rzymski przypomina analizę Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, opublikowaną w czasopiśmie "Vaccines", obejmującą pacjentów hospitalizowanych w ostatnim kwartale 2025 r. Wnioski są mocne: po uwzględnieniu czynników ryzyka COVID-19 miał być niezależnie związany z czterokrotnie wyższym ryzykiem śmierci niż grypa wymagająca hospitalizacji. Śmiertelność wśród pacjentów z COVID-19 w szpitalach wynosiła 14 proc., a – co istotne – większość zmarłych nie była doszczepiona.
- Wnioski są jasne: mimo że ciężkość przebiegu COVID-19 spada, wirus nadal stanowi istotne obciążenie dla systemu ochrony zdrowia - zaznaczył prof. Rzymski.
Co zatem można zrobić, by zmniejszyć ryzyko i ograniczyć skutki kolejnych fal? Zdaniem naukowca potrzebne jest wcześniejsze planowanie szczepień przeciw COVID-19 w Polsce – najlepiej jeszcze przed wrześniem, zanim infekcje zaczną przyspieszać. Równie ważne jest przygotowanie systemu ochrony zdrowia na okres późnej jesieni, kiedy równolegle krążą w populacji różne wirusy i łatwo o kumulację hospitalizacji.
Na koniec prof. Rzymski przypomina, że SARS-CoV-2 pozostanie z nami na długo – dlatego strategia nie może opierać się na zapomnieniu, lecz na dostosowaniu.
- SARS-CoV-2 zostaje z nami, dlatego musimy wiedzieć, jak z nim żyć, by był dla nas wszystkim jak najmniejszym utrapieniem – podsumował prof. Rzymski.
Źródło: PAP
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.