Atak astmy da się przewidzieć nawet lata wcześniej? Przełomowe badanie
Ataki astmy bywają nagłe i bardzo niepokojące. Naukowcy jednak są zdania, że ryzyko zaostrzenia można rozpoznać już nawet na kilka lat do przodu – i to na podstawie badania z krwi.
Choroba powszechna, ale nieprzewidywalna
Astma należy do najczęstszych chorób przewlekłych na świecie. Dla wielu osób największym problemem nie są same codzienne objawy, ale zaostrzenia, czyli ataki astmy. Mogą pojawić się mimo pozornie stabilnego stanu zdrowia i prowadzić do duszności, świszczącego oddechu, kaszlu oraz uczucia ucisku w klatce piersiowej. Do tego dochodzi lęk, który potrafi nakręcić błędne koło: im większa panika, tym trudniej złapać oddech.
Choć medycyna dysponuje lekami, które poprawiają kontrolę choroby, lekarzom wciąż brakuje wiarygodnych biomarkerów pozwalających odpowiedzieć na kluczowe pytanie kto jest najbardziej narażony ryzkiem zaostrzenia. Często nie da się odróżnić pacjentów rzeczywiście stabilnych od tych, u których kolejny atak jest tuż za rogiem.
Przełomową wskazówkę przyniosły badania zespołów z Mass General Brigham w USA oraz Karolinska Institutet w Szwecji. Naukowcy przeanalizowali dane z trzech dużych kohort osób chorujących na astmę, obejmujących łącznie ponad 2500 uczestników. W tle znalazły się też wieloletnie informacje z elektronicznej dokumentacji medycznej, co pozwoliło powiązać wyniki badań krwi z realnym przebiegiem choroby.
Badacze wykorzystali metabolomikę, czyli analizę małych cząsteczek krążących we krwi. Zwrócili uwagę na dwie grupy metabolitów: sfingolipidy i steroidy. Okazało się, że szczególnie ważny nie jest pojedynczy poziom konkretnej cząsteczki, lecz stosunek sfingolipidów do steroidów. To właśnie ta równowaga miała najlepiej odzwierciedlać przyszłe ryzyko zaostrzenia astmy.
Jakie produkty wpływają na stan zapalny? Dr Parol odpowiada
Nawet 5 lat wcześniej
Według autorów stosunek sfingolipidów do steroidów pozwalał przewidywać ryzyko zaostrzenia w perspektywie aż 5 lat. W części przypadków model potrafił rozróżnić czas do pierwszego zaostrzenia między grupą wysokiego i niskiego ryzyka o niemal rok. Jessica Lasky-Su podkreślała, że identyfikacja pacjentów wysokiego ryzyka mogła osiągać około 90 proc. dokładności, co otwiera drogę do wcześniejszej interwencji, zanim dojdzie do ataku.
Craig E. Wheelock zaznaczał z kolei, że to podejście ma sens biologiczny i jest "solidne analitycznie", więc w przyszłości mogłoby przełożyć się na praktyczny, opłacalny test w standardowych laboratoriach. Naukowcy studzą jednak emocje: zanim badanie trafi do rutynowej diagnostyki, potrzebne są kolejne analizy, w tym bezpośrednie badania kliniczne.
oprac. Aleksandra Zaborowska, dziennikarka Wirtualnej Polski
Źródła:
- PAP
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.