Szczere wyznanie
47-letnia Busy Philipps zdobyła szeroką rozpoznawalność dzięki roli Audrey Liddell w serialu "Jezioro marzeń" ("Dawson’s Creek"). Widzowie mogą ją pamiętać także z takich produkcji jak: "Freaks and Geeks", "Cougar Town", "Girls5eva" czy filmu "Mean Girls". Teraz znana artystka po raz pierwszy publicznie opowiedziała o poważnych problemach zdrowotnych, z którymi mierzyła się w ostatnich miesiącach.
Uratował ją rezonans
W lutym kobieta zdecydowała się na rezonans magnetyczny całego ciała. Nie miała napadów padaczkowych ani innych wyraźnych objawów mogących sugerować zmianę w mózgu. Wcześniej jeden z lekarzy przekonywał ją, że badanie nie jest konieczne, ponieważ jest młoda, zdrowa, a wyniki podstawowych badań nie budzą niepokoju. Philipps mimo to zdecydowała się sprawdzić stan zdrowia. – Nie wiedziałam, dlaczego chciałam zrobić to badanie. Po prostu czułam, że powinnam – mówiła w rozmowie z "People".
Rezonans wykazał zmianę w mózgu. Kolejne badania potwierdziły, że był to skąpodrzewiak drugiego stopnia – rzadki, zwykle wolno rosnący guz o charakterze nowotworowym.
Czym jest skąpodrzewiak?
Skąpodrzewiak, czyli oligodendroglioma, to rzadki guz mózgu należący do glejaków. Najczęściej występuje u dorosłych i zwykle rozwija się w półkulach mózgu, szczególnie w płatach czołowych i skroniowych. Guzy drugiego stopnia, jak ten wykryty u Busy Philipps, zazwyczaj rosną powoli i przez długi czas mogą nie powodować wyraźnych dolegliwości.
Jednym z częstszych pierwszych objawów są napady padaczkowe, ale w zależności od lokalizacji guza mogą wystąpić również bóle głowy, problemy z mową, widzeniem czy zmiany zachowania. Skąpodrzewiaki należą do glejaków stosunkowo dobrze odpowiadających na leczenie, a terapia może obejmować operację, chemioterapię i radioterapię. Po leczeniu konieczne są regularne badania kontrolne ze względu na możliwość nawrotu choroby.
Choć skąpodrzewiak może przez długi czas rozwijać się bez wyraźnych objawów, u Philipps udało się wykryć go na wczesnym etapie. Do badania, które doprowadziło do diagnozy, aktorka jednak niemal nie poszła.
Badanie po śmierci kolegi
Termin rezonansu przypadł krótko po śmierci Jamesa Van Der Beeka, z którym Philipps występowała w "Jeziorze marzeń". Aktor zmarł w lutym w wieku 48 lat z powodu raka jelita grubego. Philipps była wtedy pogrążona w żałobie, a jednocześnie przygotowywała się do spotkania dotyczącego nowej roli. Rozważała więc odwołanie badania. Jej były mąż Marc Silverstein przekonał ją jednak, by tego nie robiła. – Może to najlepsza rzecz, jaką możesz dziś zrobić dla swojego przyjaciela. Idź na to badanie – miał jej powiedzieć.
Decyzja okazała się przełomowa. Neurolog, który przeanalizował wyniki, przekazał aktorce, że ma guza, którego należy usunąć.
Długa operacja
W marcu aktorka poddała się operacji, która trwała ok. pięć godzin. Lekarze usunęli z jej mózgu zmianę o średnicy 2,6 cm, zaś badanie histopatologiczne potwierdziło skąpodrzewiaka. Specjaliści podkreślali, że guz został wykryty na stosunkowo wczesnym etapie, zanim pojawiły się typowe objawy. Gdyby aktorka czekała do wystąpienia np. napadów padaczkowych, zmiana mogłaby być znacznie większa i trudniejsza do całkowitego usunięcia.
Philipps szybko wróciła do domu. Jak wspominała, mimo ponad 40 zszywek chirurgicznych nie odczuwała przykrych dolegliwości. – W ogóle mnie nie bolało – przyznała. W czasie rekonwalescencji wspierała ją m.in. Michelle Williams, jej koleżanka z "Jeziora marzeń", która pomogła zorganizować dostawy posiłków.
Kolejna operacja
Po rozpoczęciu zdjęć do nowego serialu "Cupertino" dermatolożka aktorki zauważyła, że rana pooperacyjna nie zagoiła się prawidłowo. Okazało się, że doszło do zakażenia gronkowcem. Philipps ponownie trafiła do szpitala, by poddać się chirurgicznemu oczyszczeniu rany. Usunięto także jeden z niewielkich tytanowych elementów zastosowanych podczas pierwszej operacji. – Druga operacja naprawdę mną wstrząsnęła. Czułam, jakbym wróciła do punktu wyjścia – mówiła. Po tym, mimo komplikacji, szybko odzyskała siły.
"Mój mózg nie czuje się już zepsuty"
Philipps przyznała również, że już od około dwóch lat zdarzało jej się mówić znajomym, że jej "mózg czuje się zepsuty". – Nie byłam świadoma, że naprawdę dzieje się coś złego, ale czułam, że coś nie działa prawidłowo. Nie potrafiłam nad tym zapanować. Teraz mój mózg nie czuje się już zepsuty – powiedziała.
Aktorka nie musi przechodzić dodatkowych terapii: chemioterapii ani radioterapii. Będzie jednak regularnie wykonywać badania kontrolne, ponieważ guz może w przyszłości odrosnąć. – Jestem wdzięczna, że żyję – podsumowała Philipps, nazywając ostatnie miesiące "najdziwniejszymi sześcioma miesiącami mojego życia".
Podkreśla też, że jej doświadczenie nauczyło ją, by nie ignorować własnych przeczuć dotyczących zdrowia. – Często słyszymy od lekarzy, że nie ma powodów do obaw, podczas gdy sami czujemy, że coś może być nie tak. Nie ma niczego złego w posiadaniu informacji. Wiedza daje siłę – powiedziała.
Źródła:
- People
- The Guardian
- Badaniakliniczne.pl
- Onkolmed
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.