"Zaczęło się od krwi w moczu, ale nic mnie nie bolało"
Rak pęcherza moczowego jest czwartym u mężczyzn, a u kobiet – dwunastym najczęstszym schorzeniem onkologicznym. Każdego roku notuje się 8 tys. nowych przypadków. Znacznie częściej chorują panowie – ponad 70 proc. zachorowań. Z danych Krajowego Rejestru Nowotworów wynika, że 17 osób dziennie słyszy diagnozę – rak pęcherza moczowego, 11 umiera z jego powodu. Usłyszał ją także 63-letni Mariusz.
– Zaczęło się od krwi w moczu, ale nic mnie nie bolało, więc kompletnie to zbagatelizowałem. Gdy po kilku tygodniach problem wrócił, udałem się do lekarza rodzinnego. Tam usłyszałem, że to najprawdopodobniej zapalenie pęcherza. Przyjąłem leki, krwawienie minęło, a ja odetchnąłem z ulgą. I to był fatalny błąd, bo jeszcze wtedy nie wiedziałem, że w moim ciele rozwija się podstępny nowotwór – opowiada Mariusz.
– Dopiero kolejny krwiomocz zmusił mnie do wizyty u urologa. Badanie moczu, badania krwi, tomografia i wreszcie cystoskopia. Przeszedłem całą ścieżkę i usłyszałem diagnozę, która zwaliła mnie z nóg – rak pęcherza moczowego. Dziś sytuacja jest opanowana, ale wiem, że gdybym od razu trafił do odpowiedniego lekarza, oszczędziłbym sobie miesięcy potwornego strachu i agresywnego leczenia – opowiada.
"Sygnał, który powinien natychmiast zapalić czerwoną lampkę"
W Polsce w 2023 r. leczonych było ok. 58 tys. pacjentów z rakiem pęcherza moczowego. Liczba ta wzrosła o 20 proc. w ciągu 5 lat. Najwięcej zachorowań odnotowuje się u mężczyzn powyżej 65. roku życia, a 5-letnia przeżywalność dla raka pęcherza w Polsce wynosi około 60 proc. Jak podkreślają lekarze, zależy ona głównie od stopnia zaawansowania choroby w momencie rozpoznania. Dlatego tak ważne jest, by zwracać uwagę na niepokojące objawy, które mogą świadczyć o rozwijającym się schorzeniu.
– Zdecydowanie najczęstszym, wręcz podręcznikowym objawem jest bezbolesny krwiomocz. Pacjenci trafiają do nas również wtedy, gdy rutynowe badanie moczu wykazuje obecność krwinek czerwonych albo gdy guz zostaje przypadkowo wykryty podczas badania USG czy tomografii komputerowej. Jednak to krew w moczu jest tym sygnałem, który powinien natychmiast zapalić w głowie czerwoną lampkę – mówi urolog dr hab. n. med. prof. CMKP Paweł Rajwa.
Zdecydowaną większość przypadków nowotworu złośliwego pęcherza stanowi rak urotelialny, czyli taki, który rozwija się z nabłonka pokrywającego pęcherz i drogi moczowe. Do niepokojących symptomów choroby zaliczamy:
- bezbolesny krwiomocz – występuje u 85 proc. chorych,
- częstomocz,
- zaburzenia mikcji,
- parcie na pęcherz,
- bóle podbrzusza czy ból w okolicy lędźwiowej.
"Przez tę zwłokę tracimy cenny czas"
Lekarz przyznaje, że głównym problemem jest fakt, że nadal wiele osób ignoruje te niepokojące sygnały.
– Krew pojawia się raz lub dwa, po czym znika. Pacjent myśli: "O, przeszło, nie ma problemu". Przez kolejne dwa, trzy miesiące ma spokój i całkowicie zapomina o sprawie. Dopiero gdy pojawia się kolejny epizod krwawienia – drugi albo trzeci – przestraszony pacjent decyduje się na wizytę u urologa. Wtedy w badaniach bardzo często widzimy już rozwiniętego guza. Przez tę zwłokę tracimy cenny czas, który może nawet decydować o życiu i śmierci pacjenta. Im później nowotwór zostanie wykryty, tym gorzej – to bezwzględna zasada – tłumaczy prof. Rajwa.
– Rak pęcherza postępuje bardzo szybko. To nie jest typ nowotworu, w przypadku którego możemy sobie pozwolić na strategię "poczekamy, zobaczymy". Tutaj liczy się każdy tydzień. Samo schorzenie rzadko daje niespecyficzne objawy, ale bywają sytuacje mylące. Jeśli guz umiejscowi się np. na ujściu moczowodu, może zablokować odpływ moczu z nerki. Wtedy pacjent zgłasza się z silnym bólem, który do złudzenia przypomina atak kolki nerkowej – dodaje prof. Rajwa.
"Podstawą jest zwykłe, tanie badanie ogólne moczu"
Nie mamy systemowych badań przesiewowych w kierunku raka pęcherza. Co więc możemy zrobić, by sprawdzić, w jakim stanie jest nasz układ moczowy?
– Podstawą, o której zapominamy, jest zwykłe, tanie badanie ogólne moczu. Jeśli w osadzie pojawią się erytrocyty, konieczna jest dalsza diagnostyka: USG, tomografia, a ostatecznie cystoskopia, która jest złotym standardem. Wielu pacjentów na samo słowo "cystoskopia" reaguje lękiem, ale nie ma się czego bać. Badanie polega na wprowadzeniu przez cewkę moczową specjalnego endoskopu z kamerą bezpośrednio do pęcherza. Dzięki temu możemy zobaczyć wnętrze narządu i zlokalizować ewentualne zmiany – mówi prof. Rajwa.
Leczenie raka pęcherza moczowego zależy przede wszystkim od stopnia zaawansowania choroby. Przy wczesnych stadiach nowotworu podstawą jest resekcja guza w połączeniu z terapiami dopęcherzowymi. Natomiast zaawansowane stadia choroby zazwyczaj wymagają leczenia skojarzonego, obejmującego chemioterapię, immunoterapię czy nawet usunięcie pęcherza.

– Pierwszym krokiem jest zawsze zabieg diagnostyczno-leczniczy o nazwie TURBT (przezcewkowa resekcja guza pęcherza moczowego). Wchodzimy endoskopowo do pęcherza i za pomocą specjalnej pętli lub lasera wycinamy zmianę. Dzięki temu zyskujemy materiał do badania histopatologicznego pod mikroskopem, a jednocześnie od razu usuwamy guz. Dalsze kroki zależą od stopnia agresywności i zaawansowania raka. W lżejszych przypadkach stosujemy obserwację, ponowny zabieg bądź leczenie uzupełniające, np. chemioterapię dopęcherzową lub BCG. Jeśli jednak nowotwór jest zaawansowany i np. nacieka warstwę mięśniową pęcherza, jedynym ratunkiem bywa często całkowite usunięcie tego narządu – wyjaśnia prof. Rajwa.
"Czarne statystyki"
Polska ma jedną z najwyższych śmiertelności z powodu raka pęcherza moczowego w całej Europie. Po usłyszeniu takiej diagnozy umiera około 4 tys. osób rocznie. Dlaczego te statystyki są tak czarne?
– To niezwykle złożony problem. Po pierwsze, wspomniane już fatalne, opóźnione wykrywanie. Po drugie, w Polsce wciąż kuleje tzw. skoordynowana opieka nad pacjentem onkologicznym – robimy postępy, ale system nadal nie jest idealny. Ogromnym problemem jest też brak czujności onkologicznej, zarówno u pacjentów, jak i u lekarzy POZ. Widziałem pacjentów z krwiomoczem, którzy od lekarza pierwszego kontaktu dostawali antybiotyk na rzekome zapalenie pęcherza. Krwawienie na chwilę ustępowało, a po kilku miesiącach wracało ze zdwojoną siłą. Okazywało się, że w tym czasie w pęcherzu rozwijał się nowotwór. Lekarze POZ powinni mieć oczy szeroko otwarte i z krwiomoczem kierować pacjentów do urologa – mówi prof. Rajwa.

– Na tak czarne statystyki wpływa też to, że duży odsetek Polaków pali papierosy. Palenie tytoniu nie tylko drastycznie zwiększa ryzyko zachorowania na raka pęcherza, ale sprawia też, że rokowania tych chorych są o wiele gorsze. I wreszcie kwestia ostatnia, niezwykle bolesna: brak dostępu do najnowocześniejszego leczenia. Za granicą jest ono standardem, w Polsce nie jest jeszcze refundowane – podkreśla lekarz.
Ekspert przyznaje, że leczenie, do którego dostęp mają pacjenci z innych krajów, drastycznie poprawia ich rokowania.
– Różnica jest kolosalna. Przy zastosowaniu standardowej, tradycyjnej chemioterapii przed usunięciem pęcherza całkowitą odpowiedź histopatologiczną udaje się uzyskać u zaledwie 10 proc. pacjentów. Przy zastosowaniu nowych leków ten odsetek rośnie do aż 60 proc. W przyszłości te terapie dadzą nam ogromną szansę na to, że nawet w zaawansowanych stadiach będziemy w stanie skutecznie leczyć chorych i unikać konieczności wycinania pęcherza. Warunek jest jeden: pacjenci muszą trafiać do urologa szybciej, a lekarze muszą mieć dostęp do nowoczesnych terapii – podsumowuje prof. Rajwa.
Zwrócić uwagę na problem ma między innymi kampania edukacyjna KRWIOMOCZ? DZIAŁAJ! Ma ona zwiększyć świadomość na temat profilaktyki raka urotelialnego, głównych czynników ryzyka, narażenia zawodowego czy dostępnych metod leczenia.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.