Izba bez lekarza zamiast porodówki? MZ nie chce dopłacać do nierentownych oddziałów

MZ chce stworzyć izby porodowe w miejsce likwidowanych oddziałów położniczo-ginekologicznych. Wszystko wskazuje na to, że nie będzie dodatkowego finansowania dla nierentownych porodówek.

MZ nie chce dopłacać do nierentownych porodówekMZ nie chce dopłacać do nierentownych porodówek
Źródło zdjęć: © Getty Images
Katarzyna Prus

Izba porodowa zamiast oddziału

Tworzenie izb porodowych ma umożliwić rozporządzenie ministra zdrowia. Resort opublikował właśnie raport z konsultacji projektu tego dokumentu. Wynika z niego, że MZ nie planuje dodatkowego finansowania dla nierentownych porodówek (chodzi o oddziały, w których rodzi się mniej niż 300 dzieci rocznie).

W projekcie rozporządzenia jest mowa o zapewnieniu świadczenia "Opieka nad kobietą w ciąży lub kobietą rodzącą realizowana przez położną" w szpitalach, które mają izbę przyjęć lub SOR, oddalonych o ponad 25 km od najbliższego szpitala z oddziałem położniczo-ginekologicznym.

To odpowiedź na apel m.in. samorządowców i szpitala w Lesku o o pomoc dla porodówek, których likwidacja poważnie zagroziłaby bezpieczeństwu rodzących kobiet oraz dzieci.

O dramatycznej sytuacji ostatniej porodówki w Bieszczadach pisaliśmy wielokrotnie. Mimo obietnic poprzedniej ministry zdrowia Izabeli Leszczyny porodówka nie doczekała się pomocy.

Resort zdrowia nie zamierza dopłacać do utrzymywania takich oddziałów. Jak tłumaczył wiceminister Tomasz Maciejewski w rozmowie z Rynkiem Zdrowia, "tam, gdzie brakuje porodówki, w SOR lub izbie przyjęć będzie dyżurowała położna, odbierze poród lub zdecyduje o przewiezieniu ciężarnej".

Projekt trafił do konsultacji 30 października, a w krótkim czasie zgłoszono ponad 120 uwag dotyczących m.in. bezpieczeństwa. Położne z Leska wskazywały, że z Wetliny do Leska (tam miałaby powstać izba porodowa) jest ok. 47 km, a po likwidacji oddziału dotarcie do pełnej opieki szpitalnej wydłuży się o kolejne 40 km. Ich zdaniem oznacza to "wydłużenie czasu dotarcia pacjentki i noworodka do pełnej opieki medycznej o co najmniej 2 godziny".

Podkreślały też, że karetka typu "N" dojeżdża z Rzeszowa średnio w około 2 godziny, co w sytuacji zagrożenia życia noworodka praktycznie uniemożliwia skuteczne udzielenie pomocy.

MZ o zabezpieczeniu nagłych sytuacji

Położne z Leska postulowały wprowadzenie obowiązku całodobowej dostępności lekarza położnika-ginekologa oraz pediatry lub neonatologa. W ich ocenie brak takiego wsparcia "uniemożliwia położnej wykonanie obowiązków zgodnie z prawem oraz stwarza ryzyko dla bezpieczeństwa pacjentki i noworodka". Ministerstwo Zdrowia nie uwzględniło tych uwag, wskazując, że projekt przewiduje procedurę zabezpieczenia i przekazania noworodka do odpowiedniego ośrodka.

Pojawiły się także pytania o finansowanie karetek i sprzętu. Dyrekcja szpitala w Lesku zaznaczyła, że "szpitala powiatowego nie stać na zakup karetki z wyposażeniem o standardzie karetki ‘N’". Podobne wątpliwości zgłaszały inne placówki, m.in. w Bytowie.

Część samorządów wskazywała, że tam, gdzie oddziały już zlikwidowano i zorganizowano współpracę z innymi szpitalami, izby porodowe nie powinny być narzucane. Dyrekcja szpitala w Bytowie podkreślała, że "mieszkanki czują się bezpieczne i profesjonalnie zaopiekowane" w innych ośrodkach.

Ministerstwo odpowiada, że "projekt nie zakłada przyjmowania porodów w szpitalu bez oddziału położniczo-ginekologicznego", a jedynie zabezpieczenie nagłych sytuacji.

Część uwag – m.in. Polskiego Towarzystwa Położnych, Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych oraz Rzecznika Praw Pacjenta – pozostała jednak bez merytorycznej odpowiedzi (wpłynęły po terminie).

Źródła:

  1. Rynek Zdrowia
  2. WP abcZdrowie

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie