LEK bez kluczowego przedmiotu. "W takiej formie to nie jest egzamin"

Prawie wszyscy podchodzący do egzaminów lekarskich kończą je z wynikiem pozytywnym. Niepokoi to ekspertów środowiska medycznego, którzy twierdzą, że w takiej formie LEK (lekarski egzamin końcowy) nie spełnia swojej roli. Medycy zgłaszają potrzebę zmian w egzaminie - nie tylko modyfikacji technicznych, jak to miało miejsce przy ostatniej zmianie rozporządzenia, ale i merytorycznych np. rozszerzenie bazy pytań o zagadnienia z neurologii klinicznej.

Wprowadzono drobne zmiany w zasadach przeprowadzania LEKWprowadzono drobne zmiany w zasadach przeprowadzania LEK
Źródło zdjęć: © Getty Images
Magdalena Pietras

Na czym polega egzamin dla lekarzy?

Lekarski Egzamin Końcowy (LEK) to obowiązkowy test, który ma na celu sprawdzenie, czy absolwent kierunku lekarskiego posiada wystarczającą wiedzę, by rozpocząć staż podyplomowy i dalsze kształcenie specjalizacyjne. To istotny etap przejścia z edukacji akademickiej do praktyki klinicznej. Egzamin stanowi podstawowe kryterium rekrutacji na specjalizację, im wyższy wynik, tym większa szansa na wybraną ścieżkę zawodową.

Egzamin ma formę testu składającego się ze 200 pytań jednokrotnego wyboru. Trwa 4 godziny. Aby uzyskać wynik pozytywny, należy zdobyć minimum 56 proc. możliwych punktów. Zakres tematyczny jest ściśle określony w rozporządzeniu Ministra Zdrowia, a pytania przygotowywane są na podstawie programu studiów.

Do LEK można przystępować wielokrotnie, zarówno po niezaliczeniu, jak i w przypadku niezadowolenia z osiągniętego wyniku. Pierwsze podejście w języku polskim jest bezpłatne, drugie i każde kolejne podlega opłacie. Co ważne, osoby, które nie uiszczą wymaganej opłaty na czas, nie zostaną dopuszczone do egzaminu.

"Kosmetyczne" zmiany w egzaminie dla lekarzy

Jak informuje serwis Prawo.pl, Ministerstwo Zdrowia przygotowało nowelizację rozporządzenia dotyczącego LEK i LDEK. Zmiany jednak mają charakter raczej techniczny niż merytoryczny. W nowym projekcie zrezygnowano m.in. z usztywnionej kolejności przeprowadzania egzaminów w lutym i wrześniu, teraz mogą być one organizowane w dowolnym dniu wskazanego miesiąca.

Istotną modyfikacją będzie wzrost opłat za ponowne przystąpienie do egzaminu. Nowe stawki to 250 zł za egzamin w języku polskim (wcześniej 100 zł) oraz 400 zł za zdawanie w języku obcym (wcześniej 340 zł). Wynika to z rosnących kosztów organizacyjnych, m.in. wynajmu sal oraz wynagrodzeń zespołów egzaminacyjnych.

Eksperci chcą zmian. "LEK w takiej formie to nie jest egzamin"

Środowisko medyczne zauważa potrzebę wprowadzenia znacznie dalej idących zmian w zasadach przeprowadzania egzaminu.

Eksperci, w tym Naczelna Rada Lekarska oraz Polskie Towarzystwo Neurologiczne, apelowali o rozszerzenie bazy pytań o zagadnienia z neurologii klinicznej. Podkreślali, że choroby układu nerwowego, zwłaszcza naczyniowe mózgu, stają się trzecią najczęstszą przyczyną zgonów w krajach rozwiniętych. Resort zdrowia odrzucił jednak tę propozycję, tłumacząc, że zmiany tego typu wymagałyby dłuższego przygotowania studentów i naruszałyby proporcje programowe studiów lekarskich.

Również sugestie, by każdorazowo przed egzaminem opracowywać nowe pytania (a nie korzystać z publicznej bazy CEM), nie zostały uwzględnione. Przez to, że pytania są jawne, współczynnik zdawalności egzaminu wynosi 99 proc. (we wrześniu 2023 r. wyniósł 99,22 proc.).

Niepokoi to niektórych przedstawicieli MZ. Marek Kos, wiceminister zdrowia zaznaczył, że LEK w obecnej formie nie spełnia swojej roli. - Od 2020 r., aby zdać LEK, trzeba udzielić jedynie 56 proc. poprawnych odpowiedzi. 70 proc. pytań pochodzi z jawnej bazy. Podchodzący do testu uczą się zatem na pamięć rozwiązań i uzyskują pozytywny wynik. LEK w takiej formie to nie jest egzamin - wyjaśnił polityk w rozmowie z "Menedżerem Zdrowia".

Pierwsze egzaminy na nowych zasadach odbyły się w sesji zimowej 2021 r. i już wtedy prawie wszyscy zdali (98,3 proc.). Wcześniej wyniki LEK-u nie imponowały tak zdawalnością, we wrześniu 2020 r. wskaźnik wyniósł 76,96 proc.

Jednak, jak wyjaśniło Ministerstwo Zdrowia, wprowadzenie powyższych zmian wymagałoby nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty oraz wymaga dłuższego przygotowania przez osoby zdające.

Magdalena Pietras, dziennikarka Wirtualnej Polski

Źródła

  1. Prawo.pl
  2. Termedia

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie
Potrafi rozpoznać parkinsona po zapachu. Naukowcy prowadzą badania
Potrafi rozpoznać parkinsona po zapachu. Naukowcy prowadzą badania
Zapchane tętnice widać gołym okiem. Zmiany wyprzedzają zawał i udar
Zapchane tętnice widać gołym okiem. Zmiany wyprzedzają zawał i udar
Ataki astmy do przewidzenia nawet 5 lat wcześniej? Naukowcy pracują nad nową metodą
Ataki astmy do przewidzenia nawet 5 lat wcześniej? Naukowcy pracują nad nową metodą
Objaw widać na paznokciach. "Choroba tocząca się wewnątrz organizmu"
Objaw widać na paznokciach. "Choroba tocząca się wewnątrz organizmu"
Lekarz ostrzega przed "piecuchowaniem". "To jest absolutny dramat"
Lekarz ostrzega przed "piecuchowaniem". "To jest absolutny dramat"
Niebieskie strefy w Polsce. W tych miejscach żyje się najdłużej
Niebieskie strefy w Polsce. W tych miejscach żyje się najdłużej
Zawieszenie Programu Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym. Eksperci zostali bez umów
Zawieszenie Programu Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym. Eksperci zostali bez umów
Budzisz się w środku nocy? Ekspertka ostrzega: To sygnał alarmowy
Budzisz się w środku nocy? Ekspertka ostrzega: To sygnał alarmowy
GIF wycofuje lek. Koniecznie sprawdź, czy masz go w domu
GIF wycofuje lek. Koniecznie sprawdź, czy masz go w domu
USA oficjalnie opuszczają WHO. Konsekwencja decyzji sprzed roku
USA oficjalnie opuszczają WHO. Konsekwencja decyzji sprzed roku
Gorsza niż tytoń. Żywność, która jest "killerem społeczności"
Gorsza niż tytoń. Żywność, która jest "killerem społeczności"
Na kamicę nerkową cierpi nawet 10 proc. Polaków. Choroba może prowadzić do raka
Na kamicę nerkową cierpi nawet 10 proc. Polaków. Choroba może prowadzić do raka