– Świat medyczny to dziś za mało, by skutecznie przeciwdziałać dezinformacji. Konieczne jest działanie międzysektorowe i systemowe. Deklaracje czy jednorazowe akcje nie przyniosą rezultatów. Dlatego na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu stworzyliśmy Obserwatorium Dezinformacji Medycznej – wyjaśnia rektor uczelni, prof. Piotr Ponikowski. – Odnosimy się do twardych danych i analiz. Relacjonujemy rzeczywistość niemal na bieżąco, co pozwala lepiej zrozumieć jej dynamikę i zapobiegać nowym kryzysom.
2467 publikacji w zaledwie dwa dni
Obserwatorium jest elementem szerszego systemu UMW na rzecz odporności informacyjnej państwa. Obejmuje on popularyzację nauki, podręcznik edukacji zdrowotnej, narzędzia AI wspierające nauczycieli oraz portal weryfikujący popularne mity medyczne.
Prezydent nie podpisał, szarlatani zachwyceni
Od czerwca do końca sierpnia zidentyfikowano 8393 publikacje i wpisy dotyczące dezinformacji zdrowotnej (883 mln potencjalnych kontaktów) oraz przeanalizowano 9136 komentarzy internautów.
Głównym motorem debaty był spór o ustawę określaną jako lex szarlatan – odpowiadał za 64 proc. publikacji i aż 76 proc. całkowitego zasięgu. Na przykład skierowanie przez Prezydenta RP ustawy tzw. lex szarlatan do Trybunału Konstytucyjnego i zapowiedź nowego projektu wywołały falę 2467 publikacji w zaledwie dwa dni.
– Poszerzenie kompetencji Rzecznika Praw Pacjenta to dobry kierunek, zaprojektowany na wzór uprawnień Prezesa UOKiK – wskazuje Dominika Szachniewicz, radca prawny i dyrektor generalna UMW. – Skoro jako konsumenci jesteśmy objęci wszechstronną ochroną, dlaczego obawiamy się jej, gdy chodzi o nasze życie i zdrowie? Sam system kar to za mało. Pacjenci muszą mieć legalne źródło informacji, np. rejestr podmiotów prowadzących dezinformację medyczną.
Recykling narracji
Barometr dowodzi, że fałszywe narracje są wykorzystywane przy kolejnych kryzysach. Wokół "Lex szarlatan" dominowały trzy schematy.
Pierwszy z nich to określanie Lex szarlatan jako "Lex Big Pharma" – projekt rzekomo pisany pod dyktando koncernów (226 materiałów).
Drugim poruszanym tematem jest rzekome uderzenie w zielarzy i dietetyków – obawa przed ograniczeniem legalnych praktyk (227 materiałów). Wśród opinii internautów pojawiało się też przedstawianie regulacji jako zamachu na wolność (56 materiałów).
Eksperci zwracają również uwagę na nowe ryzyka: generowane przez sztuczną inteligencję wizerunki lekarzy oraz procesy sądowe celebrytów promujących treści antynaukowe.
Dezinformacja w komentarzach
W badanym okresie promotorzy pseudonauki wypowiadali się częściej (578 razy) niż eksperci (264 razy). Jednak materiały z udziałem naukowców docierały do znacznie szerszego grona odbiorców dzięki obecności w mediach nurtu głównego.
Kluczowym miejscem szerzenia dezinformacji okazują się jednak sekcje komentarzy, gdzie treści fałszywe stanowiły 7 proc. ogółu publikacji i postów, a w komentarzach pod artykułami ich udział wzrastał aż do 12 proc.
– Rzadko widzimy temat zdrowotny, który nie będąc nagłym kryzysem w rodzaju pandemii, generuje 2,5 tys. publikacji w dwa dni – komentuje Marcin Szczupak, CEO Mediaboard Polska. – Nie wystarczy patrzeć na to, co napisała redakcja. Trzeba obserwować komentarze i media społecznościowe – to w tym drugim, nieformalnym obiegu fałszywe treści rosną najszybciej. Pokazywanie skali zjawiska za pomocą twardych danych to pierwszy krok do skutecznej reakcji.
Źródło: Informacja prasowa
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.