Prezydent proponuje własne "lex szarlatan"
Prezydent Karol Nawrocki przedstawił własny projekt zmian w prawie, który ma umożliwić skuteczniejsze ściganie osób nakłaniających pacjentów do niebezpiecznych praktyk pseudomedycznych. Projekt został skierowany do sejmu, gdzie 20 sierpnia trafił do opiniowania.
Inicjatywa pojawiła się po tym, jak prezydent skierował do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej uchwaloną 31 lipca nowelizację ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Oznacza to, że przepisy przygotowane wcześniej przez rząd nie wejdą w życie, dopóki TK nie rozstrzygnie, czy są zgodne z Konstytucją.
Prezydencki projekt zakłada odpowiedzialność karną m.in. za nakłanianie do stosowania niekonwencjonalnych metod, jeśli prowadziłoby to do narażenia pacjenta na ciężki uszczerbek na zdrowiu albo utratę życia. Najsurowsza kara, w sytuacji gdy pacjent umrze, miałaby wynosić do 15 lat więzienia. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz przekonywał, że propozycja ma być "chirurgicznym, precyzyjnym uderzeniem" w osoby żerujące na chorych.
"Nie da się nakłonić osoby już przekonanej"
Poważne wątpliwości dotyczące skuteczności tych rozwiązań ma jednak dr hab. Mikołaj Małecki, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i specjalista prawa karnego. Jego zdaniem projekt nie rozwiązuje jednego z najważniejszych problemów, czyli rozpowszechniania dezinformacji medycznej w internecie.
Kluczowe znaczenie ma użyte w projekcie pojęcie "nakłaniania". - Nakłanianie, zgodnie z Kodeksem karnym, wymaga bezpośredniego oddziaływania na konkretną osobę. W ten sposób nie ma cech przestępstwa udostępnianie treści adresowanych do ogółu społeczeństwa np. w internecie. Znamię nakłaniania tutaj nie jest spełnione i to jest pierwsza blokada do stosowania tych przepisów - tłumaczył prawnik w rozmowie z PAP.
Problem może pojawić się również wtedy, gdy pacjent najpierw natrafi w sieci na treści promujące pseudomedyczne metody, a dopiero później sam zgłosi się do osoby, która je rozpowszechniała. W takim przypadku, jak zauważa ekspert, trudno mówić o nakłanianiu podczas bezpośredniego kontaktu. - Wszystko się opiera na błędnym kole, bo nie da się nakłonić osoby już przekonanej - zauważył.
Część takich zachowań już podlega karze
Małecki zwraca też uwagę, że część sytuacji opisanych w nowym projekcie można ścigać już na podstawie obecnie obowiązujących przepisów. Dotyczy to m.in. stosowania przemocy, groźby lub podstępu, a także wykorzystywania bezradności czy niepoczytalności drugiej osoby. - Już teraz jest odpowiedzialny za to, że ktoś umarł, bo np. zrezygnował z chemioterapii na rzecz oddziaływań niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną. Takie wyroki już były - podkreślił prawnik.
W jego ocenie to kolejny argument przemawiający za tym, że propozycja nie uderza w najważniejszy mechanizm działalności osób szerzących szkodliwe informacje medyczne.
"Paragraf siódmy unieważnia wszystkie poprzednie"
Największe zastrzeżenia eksperta budzi zapis, zgodnie z którym przestępstwa nie popełnia osoba, która "jedynie przedstawia informacje, opinie, oceny lub przekonania dotyczące postępowania leczniczego lub diagnostycznego", o ile nie wprowadza drugiej osoby umyślnie w błąd i nie wykorzystuje m.in. przemocy, groźby, podstępu, zależności czy szczególnej podatności pacjenta. Małecki określił ten przepis jako "wisienkę na torcie". - Paragraf siódmy unieważnia wszystkie poprzednie - powiedział.
Według prawnika właśnie ten fragment może stać się podstawą linii obrony osób oskarżonych o promowanie niebezpiecznych metod. - Te przepisy są tak skonstruowane, że szarlatani będą mogli na ich podstawie budować linię obrony. Będą mogli powiedzieć: ja nie nakłaniałem, ja jedynie informowałem, ja jedynie wyrażałem opinie, ja jedynie wyrażałem swoje przekonania - przewidywał.
Rozpowszechnianie dezinformacji
Zdaniem eksperta szczególnie istotne jest to, że publikowanie informacji i opinii sprzecznych z aktualną wiedzą medyczną może oddziaływać na dużą grupę odbiorców i wpływać na ich decyzje dotyczące leczenia. - Właśnie to "jedynie informowanie" opisane jako brak przestępstwa powinno być przestępstwem, bo jest szerzeniem dezinformacji, propagowaniem medycznych fake newsów i treści niezgodnych z wiedzą medyczną - zauważył Małecki.
Karnista ocenia więc, że w praktyce proponowana nowelizacja może nie przynieść oczekiwanej zmiany. - To puste przepisy, które nie likwidują żadnego realnego problemu. Szarlatani dalej będą prowadzili swoją działalność, a skazanie za realne nakłonienie będzie zupełnym marginesem i to zapewne dopiero wtedy, gdy komuś stanie się krzywda - podsumował.
Nawet 15 lat więzienia
Kancelaria Prezydenta przedstawia projekt inaczej. Według Rafała Leśkiewicza ma on wprowadzić nowy typ przestępstwa polegający na nakłanianiu do podejmowania niebezpiecznych decyzji zdrowotnych. Jeżeli pod wpływem takiego działania pacjent zrezygnowałby z leczenia albo zastosował szkodliwą praktykę, sprawcy mogłoby grozić do pięciu lat pozbawienia wolności. W przypadku ciężkiego uszczerbku na zdrowiu kara miałaby wzrosnąć do 10 lat. - Jeżeli w wyniku działań szarlatana pacjent umrze, wówczas kara więzienia wyniesie od 2 do 15 lat - wyjaśnił Leśkiewicz.
Projekt jest obecnie na początku prac parlamentarnych. Według informacji podanych przez sejm, został skierowany do opiniowania przez Biuro Legislacyjne oraz do analizy skutków ekonomicznych.
Źródło: Polska Agencja Prasowa
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.