Metody naturalne w leczeniu raka to fikcja?

W pierwszym odruchu przychodzą do onkologa. Gdy usłyszą diagnozę, przepadają bez wieści. A później wracają - na noszach, z rozsianym nowotworem. W miedzyczasie leczą się niekonwencjonalnie. Stosują wlewy z witaminy C, jedzą czosnek, piją zioła, przyjmują preparaty niewiadomego pochodzenia. Pacjenci z nowotworami nie wierzą już tradycyjnej medycynie. Alternatywne metody leczenia są dla nich na porządku dziennym. A onkolodzy rozkładają ręce.

Łukasz Huk spod Lubartowa w województwie lubelskim od kilku lat walczy z nowotworem mózgu. Glejak wielopostaciowy ulokował się w takim miejscu, że wycięcie guza głównego jest niemożliwe. Te poboczne, które odrastają wycinać można maksymalnie pięć razy.

31-latek przeszedł już chemioterapię i radioterapię. Był dwa razy operowany. W Polsce lekarze nie oferują mu już innego leczenia, możliwości zostały wyczerpane. - Ale my nie możemy siedzieć z założonymi rękami. Musimy ratować Łukasza – mówi Ewelina Huk, żona mężczyzny.

Zobacz film: "#dziejesienazywo: Czym jest ból?"

Przeczytaj także:

Dlatego zdecydowała, że wprowadzi do diety męża witaminę D, zastanawia się nad zwiększonymi dawkami witaminy C. I – przede wszystkim – stara się o wizytę w klinice dr. Vogel. Niemiecki neurochirurg uzupełniająco wprowadza terapię lekiem, w którego skład wchodzi wyciąg z dziurawca. - Nic innego mi nie pozostaje – rozkłada bezradnie ręce Ewelina.

1. Grzybem w raka?

Na forach internetowych dla pacjentów onkologicznych wrze. Użytkownicy prześcigają się w informowaniu o najnowszych doniesieniach na temat alternatywnych metod leczenia nowotworów. Proponują różne rozwiązania. Jednym z najpopularniejszych jest przyjmowanie preparatu, w którego skład wchodzi wyciąg z kordycepsu chińskiego. To dziko rosnący, pasożytniczy grzyb z Tybetu. W naturze atakuje gąsienice.

Postanowiliśmy sprawdzić, co mówią osoby, które proponują leczenie takim preparatem. Podając się za znajomego osoby chorej na glejaka, zadzwoniliśmy na numer telefonu znaleziony na jednej ze stron internetowych. Kobieta, która z nami rozmawiała, najpierw zapytała o stadium choroby, a później bez spojrzenia na wyniki badań stwierdziła, że w przypadku, gdy nie pomaga już medycyna konwencjonalna, do zdrowia pomoże wrócić właśnie wyciąg z korycepiny.

- To ekstrakt z grzybów wyższych. Podnosi on działane układu odpornościowego i rozbija komórki rakowe - usłyszeliśmy w słuchawce. - Podczas przyjmowania tego leku trzeba pić dużo wody, ponieważ dzięki temu komórki nowotworowe można wydalić z moczem. Do tego należy pić syrop klonowy z sodą. To także pomaga oczyścić organizm - kontynuowała kobieta.

Koszty takiej kuracji są zawrotne. Preparat, który w Chinach uznany jest za lek, ale w Polsce ma status suplementu diety, kosztuje od 1,2 tys do 4 tys. miesięcznie. Według relacji "ekspertki", z którą rozmawialiśmy, czas jego przyjmowania jest zależny od stadium choroby. Najlepiej jednak, by kuracja trwała 3 miesiące. Gdy pomnożymy kwotę, szybko okaże się, że terapia kosztuje ok. 12 tys zł.

Aby jednak taką kurację rozpocząć, należy przesłać wyniki badań. Zostaną one skonsultowane z "lekarką po medycynie chińskiej", a następnie dawki dobierane są "pod kątem glejaka". Zanim to jednak nastąpi, można pić syrop klonowy. 2 razy dziennie po 10 ml i min. 2 litry wody dziennie. Dokładny przepis za dodatkową opłatą.

Czym jest kordyceps? W 2010 roku naukowcy z Chin poinformowali, że kordycepina zawarta kordycepsie chińskim hamuje niekontrolowany podział i wzrost komórek, zapobiega gromadzeniu się komórek nowotworowych w jednym miejscu. Dowodzili, że związek zahamował przerzuty nowotworowe z piersi do płuc. Zauważyli, że wysokie stężenie tej substancji we krwi wywołało rozpad komórek czerniaka i białaczki.

Niestety, badania te nie zostały potwierdzone klinicznie. Co więcej, sam mechanizm działania kordycepiny nie został dokładnie poznany. Badania na myszach również nie potwierdzają skuteczności grzyba. A co za tym idzie, jego stosowanie jest medycznie nieuzasadnione i może stwarzać niebezpieczeństwo dla zdrowia. - Szkoda czasu na rozmowę o tym - ucina dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii.

Dodaje, że onkolodzy opierają się na twardych, medycznych dowodach naukowych. - Znaczy to, że bierzemy pod uwagę tylko te metody leczenia, które oparte zostały na długotrwałych badaniach klinicznych i co najmniej na kilkudziesięciu przypadkach. Opieramy się na zaleceniach towarzystw naukowych, tak polskich, jak i zagranicznych. Jest to kanon, który pozwala dobrać tak terapię, by była ona jak najbardziej skuteczna i bezpieczna dla danego pacjenta z konkretnym typem nowotworu - podkreśla Meder.

Przeczytaj także:

2. Nie wierzymy w medycynę?

Jak przyznają lekarze, co drugi pacjent szuka zdrowia w terapiach niekonwencjonalnych. Jednym z najpopularniejszych wśród internautów naturalnych leków antynowotworowych jest czarnuszka. Olej z nasion tej rośliny sugerują pić 2-3 razy dziennie po 2 łyżeczki. Popularne są także wlewy z witaminy C. Naturalny antyoksydant ma wzmacniać odporność i jednocześnie zapobiegać rozrostom komórek nowotworowych.

Za rakobójczą uważana jest także witamina B17, czyli amigdalina. Naturalnie występuje ona w pestkach wielu roślin. Niestety, jej antynowotworowego działania nie potwierdziły żadne kliniczne badania. Nie ma więc dowodów naukowych, że substancja powoduje zmniejszanie się guzów, wydłuża czas przeżycia chorego. Onkolodzy mówią wprost: takie informacje do kłamstwo.

10 czynników, które podnoszą ryzyko zachorowania na nowotwór
10 czynników, które podnoszą ryzyko zachorowania na nowotwór [10 zdjęć]

Czy wiedziałeś, że niezdrowe nawyki żywieniowe oraz brak aktywności fizycznej mogą przyczynić się do...

zobacz galerię

- Nie ma tygodnia, by jakiś pacjent nie mówił mi o naturalnych metodach - przyznaje Janusz Meder. - Czasem łapię się za głowę ze zdziwienia i proszę o pokazanie dowodów naukowych. Nikt mi jeszcze ich nie wskazał. Uważam, że pod wpływem niesprawdzonych informacji ludzie przestają logicznie myśleć.

3. Zioła – tak, ale tylko uzupełniająco

W obliczu walki ze śmiertelną chorobą, wiele osób decyduje się na ziołoterapię. Korzeń mniszka lekarskiego, rabarbar, kora wierzby, żyworódka, dziurawiec. Z tych i wielu innych rośli tworzy się rozmaite mieszanki ziół, które mają zabijać komórki nowotworowe. Niestety, nauka nie udowodniła ich działania.

- Nie ma leków ziołowych, które zabijałyby nowotwór – zaznacza prof. Cezary Szczylik, kierownik Kliniki Onkologii w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie.

- Czasem spotykam pacjentów, którzy stosują naturalne terapie. Choć fakt jest taki, że nauka nigdy działania takich terapii nie potwierdziła, nie jestem im przeciwny. Jeśli picie ziół miałoby pacjentowi pomóc psychicznie, dlaczego ma on ich nie stosować? - pyta Grzegorz Luboiński, onkolog. Zastrzega jednak, że naturalne, tradycyjne metody leczenia nigdy nie zastąpią tych medycznych, opartych na twardych dowodach naukowych i przestrzega przed porzucaniem konwencjonalnych terapii.

A takie sytuacje niejednokrotnie się zdarzają. - W czasie swojej pracy nie raz spotykałem pacjentów, którzy zgłaszali się do mnie z nowotworem we wczesnym stadium zaawansowania, gdy szanse na wyleczenie były naprawdę duże. Zdarza się, że tacy pacjenci później nam gdzieś "uciekają". Spotykamy ich zazwyczaj po kilkunastu miesiącach, gdy trafiają na oddział na noszach z rozsiewem raka po całym organizmie. Wtedy w rozmowie wychodzi, że leczyli się niekonwencjonalnie. Pili zioła, przyjmowali "magiczne" preparaty lub jeździli na leczenie do Chin - wylicza dr Meder. - Powiem wprost: niekonwencjonalne metody leczenia raka to żerowanie na ludzkiej tragedii.

Dlaczego chorzy sięgają po drogie, ale niesprawdzone sposoby leczenia alternatywnego? Dr Meder twierdzi, że lekarzom brakuje czasu, który mogliby poświęcić pacjentom. Wszystko przez biurkrację, ogrom dokumentów do wypełeniania i sprawozdań. A specjalistów przybywa bardzo powoli.

Według ostatnich pełnych i oficjalnych danych Krajowego Rejestru Nowotworów, w 2014 roku na raka zachorowało ok. 160 tys. Polaków. Zmarło 95,5 tys. Mężczyźni najczęściej zapadają na nowotwór płuc, kobiety – piersi. - Nie uważa pani, że gdyby ktoś opracował lek na nowotwór, dostałby Nagrodę Nobla? - pyta Meder. - Wszyscy czekamy na panaceum na raka, pamietajmy jednak, że mamy około 200 podstawowych typów nowotworów i każdy z nich leczy się inaczej.

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.