9 miesięcy w kolejce do psychiatry
Kryzys zdrowia psychicznego może przydarzyć się każdemu i na każdym etapie życia. Jak każdy kryzys zdrowotny wymaga też możliwie szybkiego udzielenia właściwego wsparcia. Niestety o nie jest bardzo trudno. A trudność ta wynika - jak wskazują eksperci - z samej konstrukcji systemu.
– Od ludzi, którzy zgłaszają się do naszego stowarzyszenia, słyszę, że średni czas czekania na wizytę u psychiatry po zapisaniu się "z marszu" to 9 miesięcy. Czasem jest to rok, a czasem pół, ale zawsze liczy się to w miesiącach, a nie w dniach – tłumaczy Edyta Cichocka, psycholożka i prezeska Stowarzyszenia Rodzin i Przyjaciół Osób z Zaburzeniami Psychicznymi "INTEGRACJA" , które wspiera osoby w kryzysie zdrowia psychicznego i ich bliskich. – W czasie naszej rozmowy sprawdziłam, że w jednej z warszawskich poradni czas oczekiwania na wizytę u psychiatry wynosi obecnie pół roku – dodaje.
W krytycznej ocenie systemu zgadzają się zarówno pacjenci i ich bliscy, jak i lekarze. Ci drudzy mówią, że ich rola często została sprowadzona do niemal mechanicznego wypisywania recept, bez możliwości realnej rozmowy i rozpoznania potrzeb pacjentów.
Prof. dr hab. n. med. Adam Wichniak, psychiatra, neurofizjolog kliniczny. Konferencja "Długowieczność zaczyna się od zdrowia"
– Najgorszym efektem kolejek jest to, że pacjent nie dożywa wizyty, bo zwyczajnie wcześniej odbiera sobie życie – tłumaczy dr Kama Pierzgalska, psychiatra i psycholog, dyrektor medyczny Centrum Zdrowia Psychicznego Piaseczno – bądź też jego stan staje się na tyle groźny, że trafia do szpitala psychiatrycznego. Często zdarza się też, że stan pacjentów ulega zmianie i rozpoznanie, które było aktualne w momencie zapisu, dezaktualizuje się. To wszystko wynika z tego, że nasz system zamiast pomagać, sam sprawia, że te kolejki są coraz dłuższe.
Iluzja dostępności według NFZ
Tymczasem dostępna na stronie NFZ wyszukiwarka wolnych terminów pokazuje, że do Poradni Zdrowia Psychicznego możemy zapisać się jeszcze tego samego dnia. Dlaczego aż tak różni się to od doświadczeń pacjentów, którzy na wizytę czekają miesiącami?
– Wynika to z tego, w jaki sposób system NFZ zaprojektował raportowanie kolejek w poradniach zdrowia psychicznego – tam, gdzie wspólnie pracują psychiatrzy, psycholodzy, psychoterapeuci oraz pielęgniarki. Może się zdarzyć, że pokazywany jest pierwszy wolny termin do jakiegokolwiek specjalisty, np. psychologa diagnosty – tłumaczy dr Tomasz Rowiński, psycholog i adiunkt w Szkole Głównej Handlowej.
Psychiatra nie powinien być na pierwszej linii frontu
Osoby pełnoletnie mogą zapisać się do psychiatry bez skierowania. I to lekarz decyduje o ewentualnym skierowaniu do psychologa czy psychoterapeuty. Przez to osoby, które pilnie potrzebują pomocy lekarskiej (w trybie "na cito"), są blokowane przez drastycznie wydłużone kolejki. Prowadzi to do paradoksu w niektórych zakresach zdarza się, że na wizytę pilną czeka się dłużej niż w trybie planowym.
Tymczasem, jak wskazuje dr Rowiński, jest to postawienie systemu na głowie.
- Pacjent nie powinien iść od razu do lekarza psychiatry, bo często jego problem nie wymaga farmakoterapii czy leczenia stricte psychiatrycznego. Zajmuje jednak czas specjaliście, który później mówi: Ja nie mam co tu robić. To w ogóle nie jest pacjent do leczenia psychiatrycznego. Personel o najwyższych i najdroższych kwalifikacjach, czyli lekarz psychiatra, jest rzucany na pierwszą linię frontu, zamiast stanowić ostatni etap opieki – tłumaczy ekspert ze Szkoły Głównej Handlowej.
W Polsce w 2025 r. przypadało około 0,13 psychiatry na 1000 mieszkańców (co w przeliczeniu daje ok. 13,2 specjalisty na 100 tys. osób). Jest to jeden z najniższych wskaźników w Unii Europejskiej. Dla porównania, w Niemczech wskaźnik ten wynosił ok. 0,3 na 1000 mieszkańców (30 na 100 tys.). Jednak – jak tłumaczy dr Rowiński – nie ma związku pomiędzy liczbą lekarzy psychiatrów a długością kolejek do poradni zdrowia psychicznego w danym województwie.
- Problemem jest też brak odwagi wśród decydentów na zmianę istniejących rozwiązań w ochronie zdrowia psychicznego oraz chyba brak pomysłu na wdrożenie np. stopniowanej opieki. Innym problemem jest również nadmierne obciążenie psychiatrów biurokracją, z której nic nie wynika dla skracania kolejek - podkreśla dr Rowiński.
Fabryka procedur zamiast leczenia
Ekspert postuluje wprowadzenie tzw. opieki stopniowanej, gdzie pacjent najpierw trafia do personelu o innych kwalifikacjach, a dopiero w razie konieczności jego sprawa jest przekazywana dalej do psychiatry. - Jeżeli pierwszym kontaktem pacjenta z systemem opieki psychiatrycznej z założenia zawsze musi być psychiatra – niezależnie od tego, czy chory potrzebuje wsparcia lekarskiego, czy po prostu rozmowy, przekierowania do innego miejsca czy porady psychologicznej – to kolejki będą rzeczą nieuniknioną - zauważa dr Rowiński.
Zarówno on, jak i dr Pierzgalska zgadzają się, że system finansowania psychiatrii w Polsce w sposób bezpośredni generuje kolejki, ponieważ preferuje dużą liczbę udzielanych świadczeń. – Przez to lekarz ma czasami tylko 10–15 minut dla pacjenta, bo dla płatnika liczy się liczba "obsłużonych" osób. Rola psychiatry sprowadza się czasem do mechanicznego wypisywania recept – zaznacza lekarka.
Okazuje się, że nie będzie poprawy sytuacji bez zmiany podejścia do samego systemu ochrony zdrowia psychicznego. – System działa w sposób czysto reaktywny – reaguje dopiero wtedy, gdy pacjent jest już w głębokim kryzysie, zamiast stawiać na profilaktykę i wczesną interwencję. Dobitnym dowodem na nieskuteczność tego podejścia jest fakt, że choć w ambulatoryjną opiekę specjalistyczną wpompowano miliardy złotych, kolejki zamiast maleć – jeszcze bardziej się wydłużyły. - Dopóki mechanizm finansowy będzie nagradzał za liczbę procedur, a nie za stopniowalność opieki czy efekty leczenia, polska psychiatria pozostanie niewydolna – podkreśla dr Tomasz Rowiński.
Pacjenci radzą sobie sami
To wszystko prowadzi do tego, że pacjenci próbują radzić sobie na różne sposoby. – Ludzie, widząc, że na wizytę u lekarza psychiatry w poradni zdrowia psychicznego muszą czekać kilka miesięcy, zapisują się do kilku specjalistów naraz, licząc na to, że gdzieś zwolni się termin. W ten sposób sami nieświadomie dokładają się do wydłużania kolejek – zaznacza Edyta Cichocka.
To zjawisko z własnej praktyki zna również dr Pierzgalska: – Nierzadko zdarza się, że pacjent po pół roku czekania przychodzi do lekarza w widocznie lepszym stanie. Na pytanie: Skoro wszystko jest dobrze, to czemu się pan/pani zgłosiła?, odpowiada: Wie pani, bo teraz jest już w porządku, nic nie potrzebuję. Ale chciałem skorzystać z tego terminu, żeby być już w systemie jako stały pacjent, a nie pierwszorazowy. Dzięki temu, jak kiedyś będę potrzebował pomocy, dostanę się szybciej.
Ci, którzy mają taką możliwość, obchodzą niewydolny system w dużo prostszy sposób – płacąc za prywatne wizyty.
Horrendalne ceny wizyt prywatnych
– Chodzę do psychiatry prywatnie, bo gdybym chciała leczyć się na NFZ, równie dobrze mogłabym położyć się w łóżku i czekać na śmierć – mówi 35-letnia Karolina z Rzeszowa. – Prywatnie co prawda nie czekam, bo w moim mieście jest zatrzęsienie psychiatrów. Szkoda tylko, że nie wpływa to na konkurencyjność cen. Płacę 350 zł za jedną wizytę, na której lekarz jedynie upewnia się, że nadal nie mam myśli samobójczych i nie trzeba zwiększyć dawki leku. Wizyta trwa 10 minut, z czego 8 to wypisywanie dokumentacji i wystawianie recepty. Nie chcę nawet myśleć, co dzieje się z ludźmi, których na to nie stać. 350 zł za wizytę, 150 zł za leki na miesiąc i 450 zł miesięcznie na terapię, bo takie było zalecenie. Nie każdy może sobie na to pozwolić.
Podobne doświadczenia ma mieszkająca na Mazurach Edyta: – Na wizytę prywatną, kiedy zaczynałam się leczyć, czekałam ponad miesiąc. Jeździłam do Mławy, czyli 30 km w jedną stronę. Cena 10 lat temu wynosiła 130 zł i praktycznie z wizyty na wizytę rosła, a na początku potrzebowałam konsultacji co tydzień. Od dekady jeżdżę do lekarza z różną częstotliwością. Na początku było rzeczywiście w porządku, a w tym momencie płacę 200 zł jedynie za pytanie: jak tam? i wystawienie recepty.
Jeszcze więcej trzeba zapłacić w stolicy. Opowiada o tym Katarzyna, u której zdiagnozowano schizofrenię i która jest mamą dorosłej kobiety z doświadczeniem kryzysu psychicznego: – Kiedy szukałam pomocy dla córki, polecono mi panią doktor, która była rezydentką. Brała 350 zł za konsultację trwającą godzinę. Czas oczekiwania był długi, bo miała komplet prywatnych pacjentów. Najpierw płaciło się 300 zł, potem podwyższyła do 400 zł. Mój "wymarzony" dla córki psychiatra bierze obecnie 600 zł za wizytę i bardzo trudno się do niego dostać, bo kolejka jest ogromna. Do psychiatry przy stabilnym stanie chodzi się raz na dwa, trzy miesiące, więc finansowo jest to jeszcze do udźwignięcia -mówi kobieta.
Szansa w Centrach Zdrowia Psychicznego?
Sednem problemu jest sama konstrukcja systemu. Próbą jego naprawy jest realizowana od 2018 r. reforma psychiatrii, której efektem jest powstanie Centrów Zdrowia Psychicznego (CZP). Zamiast zapisywania się bezpośrednio do psychiatry i czekania w wielomiesięcznych kolejkach, pacjenci mogą zgłosić się do Punktów Zgłoszeniowo-Koordynacyjnych.
– Tam pacjent po prostu przychodzi i od razu otrzymuje pomoc: psychologa, pielęgniarki psychiatrycznej czy terapeuty zajęciowego. Czasami na miejscu przyjmuje też psychiatra, który kieruje pacjenta dalej w zależności od potrzeb – wyjaśnia dr Kama Pierzgalska, która zna z doświadczenia oba systemy. – Często okazuje się, że pomoc lekarza wcale nie jest konieczna, a wystarczy psychoterapia, terapia środowiskowa lub samo poczucie, że chory został wysłuchany. Dzięki temu my, psychiatrzy, możemy skupić się na pomaganiu tym, którzy naprawdę tego potrzebują, i poświęcić im nie 10, ale 30 czy 60 minut.
Zdaniem lekarki to jedyny skuteczny sposób na rozładowanie kolejek. Pacjent od razu otrzymuje wsparcie, a proces powrotu do zdrowia może się rozpocząć bez konieczności angażowania lekarza na pierwszym etapie.
Według planów Ministerstwa Zdrowia pilotaż Centrów Zdrowia Psychicznego ma zakończyć się pod koniec tego roku. Od przyszłego roku Centra, które swoim zasięgiem obejmują obecnie około połowy terytorium Polski, mają stać się stałym elementem krajowego systemu ochrony zdrowia. Pod znakiem zapytania pozostaje jednak to, jak ostatecznie będą funkcjonować i czy uda się w pełni zachować ich dotychczasowy, środowiskowy model działania.
Jeśli spotkało cię coś, o czym powinniśmy napisać - długa kolejka, astronomiczny rachunek, brak pomocy w kryzysie - odezwij się. Jesteśmy tu, żeby mówić o tym głośno. Zapewniamy anonimowość. Czekamy na Twoją wiadomość pod adresem: redakcja@abczdrowie.pl.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.