Groźne bakterie w Bałtyku
W Niemczech potwierdzono już dwa zgony po kąpieli w Bałtyku, które skończyły się zakażeniem bakteriami z rodzaju Vibrio. Oba przypadki dotyczyły seniorów. Eksperci z niemieckiego Instytutu Roberta Kocha zauważają, że sezon zakażeń zaczął się wcześniej, co może mieć związek z warunkami pogodowymi i szybszym nagrzewaniem się wód przybrzeżnych.
Ryzyko nie dotyczy jednak tylko Niemiec, bo zwracają na nie uwagę także polscy eksperci, przestrzegając tych, którzy wypoczywają nad Bałtykiem.
- W środowisku morskim żyje wiele patogenów, które mogą być niebezpieczne dla człowieka. Do naturalnie bytujących w morzach, w tym w Bałtyku, należą bakterie z rodzaju Vibrio. Kontakt z nimi może wywoływać u ludzi szereg reakcji organizmu od wysypki, przez problemy z przewodem pokarmowym, po poważne stany zapalne skóry, infekcje, które w ekstremalnych przypadkach mogą nieść ze sobą fatalne konsekwencje - przyznała w rozmowie z WP abc Zdrowie dr Anna Toruńska-Sitarz z Katedry Biologii Morza i Biotechnologii Uniwersytetu Gdańskiego.
Tymczasem takich bakterii jest coraz więcej, a powodem są zmiany klimatyczne. Chodzi przede wszystkim o wzrost temperatury Bałtyku, który sprzyja ich namnażaniu.
Wśród tych przecinkowców są m.in. bakterie nazywane potocznie "mięsożernymi". - Ta nazwa wzięła się stąd, że powodują one zapalenie i martwicę podskórnej tkanki łącznej. Dlatego nie powinno się bagatelizować stanów zapalnych na skórze, które obserwujemy po wyjściu z wody - dodaje dr Toruńska-Sitarz.
W ekstremalnych przypadkach konsekwencją takiego zakażenia może być nawet amputacja nóg, ale dotyczy to osób z obniżoną odpornością czy chorobami przewlekłymi. Poziom bakterii z rodzaju Vibrio w Bałtyku nie jest oznaczany w standardowym monitoringu kąpielisk, dlatego warto chronić się samemu. Z kąpieli powinny zrezygnować osoby, które mają nawet małą ranę czy są świeżo po depilacji, bo to może być otwarta droga do zakażenia.
- Podobnie jak w przypadku sinic nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak zareaguje konkretny organizm, przy czym osoby z obniżoną odpornością są narażone na silniejszą reakcję - zaznacza.
Uwaga na ameby
Ostrożność warto jednak zachować nie tylko podczas wypoczynku nad morzem. Kąpiel w jeziorze czy rzece też może wiązać się z ryzykiem ze względu na ameby. Najpoważniejsze powikłania wywołuje Naegleria fowleri, określana potocznie jako ameba "zjadająca mózg" (nazwa pochodzi od choroby, którą wywołuje ameba, czyli pierwotnego pełzakowego zapalenia mózgu, ameba może uszkadzać mózg).
- Występuje ona przede wszystkim w ciepłych wodach słodkich - jeziorach, stawach, wolno płynących rzekach czy gorących źródłach. Do zarażenia dochodzi wyłącznie wtedy, gdy skażona woda pod ciśnieniem dostanie się głęboko do nosa, np. podczas skoku do wody lub nurkowania - wyjaśnia w rozmowie z WP abcZdrowie parazytolog i epidemiolog prof. Maciej Grzybek z Zakładu Parazytologii Tropikalnej Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Zaznacza, że nie można zarazić się przez picie wody ani od drugiego człowieka.
W Polsce jest ona na razie niezwykle rzadka, ale ryzyko może wzrosnąć w związku ze zmianami klimatu. - W przeszłości była wykrywana w sztucznie podgrzewanych zbiornikach wodnych w Polsce. Nie oznacza to jednak, że obecnie stanowi istotne zagrożenie dla osób korzystających z polskich kąpielisk. Warto jednak pamiętać, że wraz ze wzrostem temperatury wód oraz zmianami klimatycznymi warunki środowiskowe mogą stopniowo się zmieniać, dlatego sytuacja wymaga monitorowania - wyjaśnia parazytolog.
Powszechna jest natomiast w Polsce Acanthamoeba. - Występuje ona praktycznie wszędzie: w wodzie wodociągowej, jeziorach, basenach, glebie, a nawet w kurzu. Może powodować ciężkie pełzakowe zapalenie rogówki, zwłaszcza u użytkowników soczewek kontaktowych - zaznacza ekspert.
- Objawia się ono przede wszystkim silnym bólem oka, zaczerwienieniem, światłowstrętem, łzawieniem oraz pogorszeniem ostrości widzenia. Choroba może być początkowo mylona z innymi chorobami rogówki - zwraca uwagę prof. Grzybek.
Dodaje, że choć ta choroba rzadko zagraża życiu, nieleczona może prowadzić do trwałego pogorszenia widzenia, a nawet konieczności przeszczepienia rogówki.
Śmiertelność powyżej 95 proc.
W przypadku zakażenia amebą Naegleria fowleri pierwsze objawy pojawiają się zwykle kilka dni po kontakcie z wodą. Są to silny ból głowy, gorączka, nudności i wymioty. Następnie szybko rozwijają się sztywność karku, zaburzenia świadomości, drgawki i śpiączka.
Prof. Grzybek wyjaśnia, że ryzyko śmiertelnych powikłań zależy od rodzaju ameby. - Pierwotne pełzakowe zapalenie mózgu wywołane przez Naegleria fowleri należy do najbardziej śmiertelnych chorób zakaźnych ośrodkowego układu nerwowego. Śmiertelność przekracza 95 proc. - przyznaje ekspert.
Choć dotychczas w Polsce nie opisano wiarygodnie potwierdzonych przypadków tej groźnej choroby, warto pamiętać o ryzyku zakażenia amebą podczas zagranicznych wakacji. Takie przypadki potwierdzano niedawno m.in. w Azji i USA.
- Ta świadomość jest szczególnie ważna podczas wyjazdów do krajów o gorącym klimacie. W praktyce największe ryzyko dotyczy osób kąpiących się lub nurkujących w bardzo ciepłych naturalnych zbiornikach słodkowodnych - przestrzega ekspert.
Tak unikniesz zakażenia
Jednocześnie uspokaja, że nie ma powodu, by rezygnować z kąpieli podczas wakacji i wpadać w panikę. Kluczowe jest jednak zachowanie podstawowych zasad profilaktyki.
Podczas kąpieli w ciepłych wodach słodkich należy unikać sytuacji, w których woda pod ciśnieniem dostaje się do nosa. Dotyczy to przede wszystkim skoków do wody i nurkowania. Dodatkowo osoby, które noszą soczewki kontaktowe, powinny pamiętać o kilku podstawowych zasadach:
- nie pływać w soczewkach kontaktowych,
- nie płukać soczewek ani pojemników wodą z kranu,
- używać wyłącznie sterylnych płynów do pielęgnacji,
- nie spać w soczewkach, jeśli nie są do tego przeznaczone,
- w przypadku bólu oka, zaczerwienienia lub pogorszenia widzenia po kontakcie z wodą jak najszybciej zgłosić się do okulisty.
Taka profilaktyka dotyczy także ryzyka zakażenia rozpowszechnioną w Polsce Acanthamoebą.
- Zakład Parazytologii Tropikalnej Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego od wielu lat prowadzi badania nad wolno żyjącymi amebami występującymi w środowisku wodnym. Analizowaliśmy ich obecność w wodach rekreacyjnych oraz ocenialiśmy ich potencjał chorobotwórczy. Nasze badania pokazują, że do rozwoju choroby w przypadku Acanthamoeby dochodzi zwykle dopiero przy współistnieniu dodatkowych czynników ryzyka, przede wszystkim niewłaściwego użytkowania soczewek kontaktowych - podsumowuje ekspert.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.