Myślał, że ma migrenę. "Stało się jasne, że nie wrócę już do normalności"
Brent Calhoun miał 50 lat, był aktywny, zawodowo spełniony i nie przypuszczał, że jeden poranek całkowicie odmieni jego przyszłość. Najpierw pojawił się ból przypominający migrenę, później diagnoza udaru, a następnie kolejny cios jeszcze w trakcie pobytu w szpitalu. Choć nie wrócił już do dawnego życia, znalazł nowy cel: wspieranie innych osób po udarze.
Zaczęło się od bólu głowy
Brent Calhoun przez lata prowadził intensywne, uporządkowane życie. Z wykształcenia był weterynarzem, a zawodowo zajmował się zarządzaniem siecią szpitali dla zwierząt. Nic nie zapowiadało, że w wieku 50 lat stanie się pacjentem, który sam będzie musiał uczyć się od nowa mówić, poruszać i funkcjonować na co dzień.
Wszystko zaczęło się od objawów, które nie wydawały się jednoznaczne. Brent obudził się z bólem głowy podobnym do migreny. Nie był to dla niego stan zupełnie obcy, bo podobne dolegliwości miewał od lat. Pojechał nawet do pracy, ale szybko zorientował się, że nie potrafi się skupić. Wrócił więc do domu i położył się, by odpocząć.
Wieczorem poszedł jeszcze z rodziną na szkolny recital skrzypcowy swoich synów. To właśnie wtedy jego żona Connie zauważyła, że zachowuje się inaczej niż zwykle. Nieobecny, zdezorientowany, zaczął mówić rzeczy, które nie miały sensu. Gdy wspomniał, że trzeba położyć spać ich "córki", choć para miała dwóch synów, Connie natychmiast skontaktowała się z lekarzem. Usłyszała, że to może być udar.
Choć Brent nie miał typowych objawów, takich jak bełkotliwa mowa czy niedowład rąk, trafił do szpitala. Badanie wykazało, że doszło do udaru spowodowanego tętniakiem rzekomym, czyli uszkodzeniem ściany naczynia krwionośnego, przez które krew przedostaje się do okolicznych tkanek. Lekarze nie potrafili wyjaśnić, dlaczego do tego doszło. Nie powiązali tego ani z historią udarów w rodzinie, ani z przebytym dwa lata wcześniej przemijającym atakiem niedokrwiennym.
Kolejny udar
Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. Kiedy następnego ranka Brent się obudził, nie mógł poruszać prawą stroną ciała ani mówić. W nocy przeszedł drugi udar. Nie udało się już wdrożyć leczenia przyczynowego, bo minęło zbyt wiele czasu. Pozostała walka o odzyskanie sprawności i zapobieganie kolejnym incydentom.
Rozpoczęła się długa rehabilitacja: fizjoterapia, terapia mowy i terapia zajęciowa. Początkowo każdy drobny postęp miał ogromne znaczenie. Po tygodniu Brent znów zaczął formułować słowa i myśli. Z czasem odzyskiwał także ruch. W ciągu miesiąca potrafił samodzielnie przesiąść się z łóżka na wózek, a po kilku kolejnych tygodniach znów zaczął chodzić, korzystając z ortezy na prawej nodze.
Mimo to powrót do zdrowia nie był prostą historią o całkowitym zwycięstwie. Udar zostawił po sobie ślady, których nie dało się łatwo usunąć. Brent miał problemy z pamięcią krótkotrwałą i afazją, przez którą nie zawsze mógł znaleźć właściwe słowa. Jeszcze trudniejsze okazały się skutki emocjonalne. Zmagał się z labilnością emocjonalną, przez co bezwiednie wybuchał śmiechem, płaczem albo złością.
Przez pewien czas wierzył, że zdoła wrócić do dawnego życia. – Po prostu byłem przekonany, że w końcu wrócę do dawnego siebie – wspominał. Siedem miesięcy po udarze spróbował wrócić do pracy w niepełnym wymiarze. To wtedy boleśnie przekonał się, że organizm i umysł nie pozwalają mu już funkcjonować tak jak wcześniej. Brakowało mu energii, skupienia i swobody wypowiedzi. – Wtedy stało się jasne, że nie wrócę już do normalności – przyznał.
Wkrótce przeszedł na emeryturę, a jego rola w firmie zaczęła stopniowo wygasać. Zmieniło się też życie rodzinne. Choć z czasem znów prowadził samochód i wykonywał domowe obowiązki, jego żona musiała przejąć więcej spraw organizacyjnych. Trudności w komunikacji odbiły się także na relacjach z synami.
Przełom przyszedł dopiero wtedy, gdy Brent przestał skupiać się wyłącznie na tym, co utracił. Uznał, że może wykorzystać własne doświadczenie, by pomóc innym. –Pomyślałem, że mógłbym pomagać innym pacjentom po udarze – powiedział. W 2021 roku założył internetową społeczność dla osób wracających do zdrowia po udarze. Później pisał, prowadził spotkania i wspierał innych indywidualnie.
Dziś powtarza, że wielu pacjentów mogłoby robić więcej dla swojej sprawności, gdyby tylko mieli odpowiednią motywację. – Czuję, że jest wiele rzeczy, które pacjenci po udarze mogliby robić, ale tego nie robią – mówi. – Staram się motywować ich, żeby robili więcej.
Jego zdaniem najważniejsze jest, by nie zatrzymywać się na początku choroby, kiedy najłatwiej zamknąć się w domu i zrezygnować z wysiłku.
Źródło: heart.org
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.