Wystarczy jeden taki posiłek dziennie. Wzrasta ryzyko zawału i udaru mózgu
Im więcej w diecie produktów ultraprzetworzonych, tym większe ryzyko problemów sercowo-naczyniowych – wynika z nowej analizy opublikowanej na łamach "JACC: Advances". Badacze zauważyli wyraźną zależność: nawet jedna dodatkowa porcja takich produktów dziennie wiązała się ze wzrostem ryzyka incydentów sercowo-naczyniowych.
Wzrost ryzyka o 5,1 proc.
Nowa analiza danych z wieloetnicznego badania MESA (Multi-Ethnic Study of Atherosclerosis) wskazuje, że częste sięganie po żywność ultraprzetworzoną może mieć poważne konsekwencje dla zdrowia układu krążenia. Chodzi o produkty wytwarzane przemysłowo, które zawierają składniki rzadko używane w domowej kuchni, takie jak emulgatory, barwniki, aromaty, hydrolizowane białka czy utwardzone tłuszcze.
Do tej grupy zaliczają się m.in. fast foody, napoje gazowane i energetyczne, słodycze, słone przekąski, dania instant, wyroby cukiernicze czy słodzone jogurty. Zazwyczaj są gotowe do spożycia od razu po otwarciu opakowania. Od lat zwraca się uwagę, że ich regularne spożywanie sprzyja otyłości, cukrzycy typu 2, nowotworom, depresji oraz chorobom sercowo-naczyniowym.
Tym razem naukowcy przyjrzeli się temu związkowi na podstawie obserwacji tysięcy dorosłych Amerykanów w wieku od 45 do 84 lat, którzy na początku badania nie mieli rozpoznanej choroby sercowo-naczyniowej. Analiza objęła łącznie ponad 6,5 tys. osób, w tym kobiety i mężczyzn reprezentujących różne grupy etniczne oraz zróżnicowany status ekonomiczny.
Badacze ustalili, że każda dodatkowa dzienna porcja żywności ultraprzetworzonej wiązała się ze względnym wzrostem ryzyka chorób sercowo-naczyniowych o 5,1 proc.
– Wyniki były dość spójne i pod pewnymi względami nie zaskakiwały – skomentował prof. Michael Shapiro, kardiolog z Wake Forest University, cytowany przez serwis TCTMD. – Zaobserwowaliśmy wyraźny, stopniowy związek między wyższym spożyciem żywności ultraprzetworzonej a zwiększonym ryzykiem incydentów sercowo-naczyniowych.
Choć pojedyncza dodatkowa porcja dziennie oznaczała relatywnie niewielki wzrost ryzyka, w szerszej perspektywie różnice okazywały się już istotne klinicznie. Jak zaznaczył Shapiro, "jeśli spojrzymy na cały zakres spożycia, różnica staje się klinicznie istotna".
Naukowcy zwrócili uwagę, że zależność utrzymywała się nawet po uwzględnieniu wielu innych czynników, takich jak wiek, płeć, styl życia, status społeczno-ekonomiczny czy parametry kardiometaboliczne.
– Co ważne, te zależności utrzymywały się nawet po uwzględnieniu szerokiego zakresu czynników społeczno-demograficznych, związanych ze stylem życia i kardiometabolicznych. Sugeruje to, że spożycie żywności ultraprzetworzonej wiąże się z czymś więcej niż tylko tradycyjnymi czynnikami ryzyka – podkreślił badacz.
Średnio uczestnicy badania spożywali 4,38 porcji żywności ultraprzetworzonej dziennie. W grupie o najniższym spożyciu było to 1,14 porcji, a w grupie o najwyższym – aż 9,3 porcji dziennie. Przeciętnie produkty ultraprzetworzone odpowiadały za 28 proc. całkowitej dziennej porcji żywności. W najwyższym kwintylu udział ten sięgał 41 proc.
Większe ryzyko chorób sercowo-naczyniowych
Analiza wykazała też, że osoby spożywające najwięcej takich produktów były obciążone znacznie większym ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych niż osoby jedzące ich najmniej. W porównaniu z grupą o najniższym spożyciu, reszta populacji miała o 41 proc. wyższe względne ryzyko. Z kolei u osób z najwyższego kwintyla ryzyko było aż o 66 proc. większe niż w grupie spożywającej najmniej żywności ultraprzetworzonej.
W trakcie ponad 83 870 osobolat obserwacji odnotowano wyraźny związek między dietą bogatą w żywność ultraprzetworzoną a incydentami sercowo-naczyniowymi, takimi jak niezakończony zgonem zawał serca, udar mózgu, zatrzymanie krążenia po resuscytacji czy zgony z powodu choroby wieńcowej i udaru.
Szczególnie niekorzystnie wypadły produkty z kategorii żywności słodkiej. To właśnie one były najmocniej powiązane ze wzrostem ryzyka chorób układu krążenia.
Shapiro przypomniał, że tego typu produkty są zwykle "bogate w energię, w rafinowane węglowodany, dodane cukry, sód i niezdrowe tłuszcze, a przy tym stosunkowo ubogie w błonnik i mikroelementy".
– Są również zaprojektowane tak, aby były hipersmaczne, co może sprzyjać nadmiernemu spożyciu. Poza tym pojawiają się coraz liczniejsze dowody na to, że te produkty mogą wpływać na sygnalizację sytości, mikrobiom jelitowy i szlaki zapalne – podkreślił.
Czy ryzyko zależy od płci, rasy, pochodzenia czy dochodów?
Autorzy sprawdzili także, czy siła tej zależności różni się w zależności od płci, dochodów oraz rasy i pochodzenia etnicznego.
– Wieloetniczne badanie miażdżycy stwarza wyjątkową okazję do zbadania tego zagadnienia w dobrze scharakteryzowanej, zróżnicowanej kohorcie w USA – powiedział ekspert. – Chcieliśmy również zbadać, czy siła związku różniła się w poszczególnych podgrupach, w tym pod względem rasy i pochodzenia etnicznego, płci i statusu społeczno-ekonomicznego.
Nie stwierdzono istotnych różnic związanych z płcią ani poziomem dochodów. Pojawiła się jednak zależność dotycząca osób czarnoskórych. Badacze zauważyli, że przy podobnym spożyciu żywności ultraprzetworzonej ryzyko chorób sercowo-naczyniowych było w tej grupie wyższe niż w innych analizowanych populacjach. Na każdy 10-procentowy wzrost udziału takich produktów w codziennej diecie ryzyko rosło u osób czarnoskórych o 12,3 proc., podczas gdy u osób z innych grup o 7,9 proc.
Jak zaznaczył Shapiro, nie należy interpretować tego jako efektu biologicznej różnicy. – To odkrycie nie oznacza, że istnieje coś biologicznie odmiennego, co sprawia, że osoby czarnoskóre są bardziej podatne – powiedział. Jego zdaniem bardziej prawdopodobne są przyczyny społeczne i środowiskowe.
– Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie wiąże się z czynnikami strukturalnymi i środowiskowymi. Społeczności czarnoskóre w USA historycznie borykały się z nierównościami w dostępie do zdrowej żywności, większym narażeniem na żywność wysokoprzetworzoną oraz bardziej ukierunkowanym marketingiem tych produktów. Istnieją również szersze problemy, takie jak stresory społeczno-ekonomiczne i przewlekły stres, które mogą nasilać ryzyko kardiometaboliczne – podkreślił.
W ocenie autora badania wyniki powinny być sygnałem zarówno dla lekarzy, jak i dla osób odpowiedzialnych za zdrowie publiczne.
– Dla klinicystów podkreśla to wagę zadawania bardziej szczegółowych pytań na temat diety i pomagania pacjentom w przejściu na żywność minimalnie przetworzoną, tam gdzie to możliwe. Jednocześnie powinniśmy zdawać sobie sprawę, że nie jest to wyłącznie kwestia osobistego wyboru. Szersze czynniki strukturalne, w tym dostępność żywności i marketing, odgrywają kluczową rolę, dlatego znaczący postęp prawdopodobnie będzie wymagał zarówno podejścia klinicznego, jak i w zakresie zdrowia publicznego – podsumował Shapiro.
Źródło: PAP
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.