Od stycznia 2027 r. zmienią się zasady finansowania i organizacji leczenia uzdrowiskowego. Według Narodowego Funduszu Zdrowia nowe przepisy mają wprowadzić większą indywidualizację leczenia kuracjuszy. Największe emocje budzi jednak planowana likwidacja bonusu finansowego, stosowanego dotychczas przy rozliczeniach świadczeń. Zgodnie ze stanowiskiem NFZ dalsze utrzymywanie tego wsparcia nie ma już merytorycznego ani finansowego uzasadnienia.
Świadczeniodawcy patrzą na tę decyzję zupełnie inaczej, widząc w niej ukrytą próbę szukania oszczędności, za którą zapłacą pacjenci.
Likwidacja bonusu uderzy w Polaków na dwa sposoby: drastycznie wydłuży kolejki i pogorszy jakość leczenia. Zmuszone do szukania oszczędności uzdrowiska będą zamykać nierentowne miejsca oraz zastępować drogie zabiegi (jak borowiny czy indywidualna praca z terapeutą) najtańszymi formami terapii. W efekcie o wyjazd do sanatorium będzie znacznie trudniej, a na miejscu kuracjusze otrzymają okrojoną i gorszej jakości opiekę.
WIDEONajpierw cel, potem pieniądze. Jak naprawić system ochrony zdrowia?
"Pomysł na poszukiwanie oszczędności"
– Projekt zarządzenia prezesa NFZ z sierpnia br. przewiduje likwidację współczynnika 1,05 w świadczeniach zdrowotnych, które realizują zakłady lecznictwa uzdrowiskowego. I oczywiście to spowoduje obniżenie od 2027 r. środków na lecznictwo uzdrowiskowe – ostrzega w rozmowie z WP abcZdrowie Jerzy Szymańczyk, prezes Zarządu Unii Uzdrowisk Polskich. – Myślę, że to jest pomysł na poszukiwanie oszczędności przez Narodowy Fundusz Zdrowia, który pozbawia nas tego współczynnika 1,05 na fali patologii związanej z wydawaniem środków publicznych. Ale czy to jest dobre rozwiązanie, żeby szukać oszczędności w branży, która jest – delikatnie mówiąc – słabo finansowana?
Jak podkreśla szef UUP, sektor ten od lat znajduje się na marginesie systemowych nakładów na ochronę zdrowia w Polsce. – Obszar lecznictwa uzdrowiskowego zajmuje czwarte miejsce od końca – to jest zaledwie 1,09 proc. nakładów NFZ rocznie.
W swoim komunikacie na temat zmian w finansowaniu Fundusz poinformował, że w ciągu 3 lat, od 2023 r., łączne nakłady na leczenie uzdrowiskowe wzrosły z 1,5 do 2,3 mld zł (czyli o 53 proc.). Likwidacja czynnika korygującego ma przynieść 118 mln zł oszczędności.
Podważona ocena jakości świadczeń
Przedstawiciele środowiska medycznego polemizują również z twierdzeniem Funduszu, jakoby likwidowany wskaźnik nie wpływał na podnoszenie jakości usług.
– Środowisko branży uzdrowiskowej uważa to za złe rozwiązanie. Narodowy Fundusz Zdrowia, powołując się na zestawienia zarządcze, twierdzi, że dotychczasowy wskaźnik korygujący nie przekłada się na wzrost jakości. W mojej ocenie jakość ta nie jest jednak w żaden sposób monitorowana – zauważa w rozmowie z WP abcZdrowie dr Aleksandra Sędziak, konsultantka krajowa w dziedzinie balneologii i medycyny fizykalnej.
– Na rynku działa wiele podmiotów oferujących świadczenia na bardzo wysokim poziomie – i nie chodzi tu wyłącznie o standard zakwaterowania czy lokalizację, ale przede wszystkim o bazę zabiegową. Ośrodki te leczą rzetelnie i inwestują w bardzo kosztowne procedury, zwłaszcza te oparte na naturalnych surowcach leczniczych, takie jak kąpiele balneologiczne, okłady borowinowe, masaże czy indywidualna praca z terapeutą – zaznacza dr Sędziak.
Lekarka zwraca uwagę, że obecny model wycen promował placówki generujące najniższe koszty, a planowane cięcia uderzą przede wszystkim w te podmioty, które inwestowały w najwyższy standard medyczny.
Zuber z Janem zamiast fizjoterapii
– Obecnie funkcjonujemy w systemie rozliczania za tzw. osobodzień, a nie według grup JGP (Jednorodnych Grup Pacjentów). Sprzyja to podmiotom, które wybierają najtańsze procedury. Jeśli finansowanie zostanie ograniczone, ucierpią na tym przede wszystkim te placówki, które dotąd utrzymywały najwyższe standardy. Aby przetrwać, będą zmuszone limitować dostęp do najdroższych zabiegów, bo braknie motywacji ekonomicznej do ich wykonywania. Efekt wprowadzanych zmian będzie więc odwrotny do zamierzonego – ogólna jakość świadczeń po prostu spadnie – ostrzega dr Sędziak.
Sztywny system rozliczeń tworzy też absurdalne sytuacje w codziennej praktyce medycznej.
– Obowiązuje jedna sztywna stawka za osobodzień, niezależnie od tego, jakie konkretnie procedury zostaną wykonane. Niektóre ośrodki, zgodnie z przepisami, wykazywały jako pełnoprawny zabieg np. kurację pitną – co ma uzasadnienie, gdy dotyczy leczenia układu pokarmowego czy chorób metabolicznych, ale już nie w wypadku leczenia narządu ruchu. Obawiam się, że przy cięciu budżetów i, co za tym idzie, finansowania – częstsza będzie ta pierwsza praktyka – dodaje lekarka.
Uzdrowiska walczyły o KPO
Problemów finansowych branży jest jednak znacznie więcej. Prezes Unii Uzdrowisk Polskich przypomina o braku waloryzacji opłat wnoszonych przez pacjentów oraz pomijaniu uzdrowisk przy przydzielaniu środków inwestycyjnych.
– Od czterech lat rząd nie realizuje postanowień rozporządzenia ministra zdrowia, które zobowiązuje go do tego, by w przypadku przekroczenia inflacji o 5 proc., zwiększał odpłatność za pobyt w sanatorium. To nie było realizowane od 2022 r. Występowaliśmy czterokrotnie w tej sprawie, dostaliśmy jedno pismo z odpowiedzią, że sprawa jest analizowana. A przecież przez te cztery lata koszty urosły o ponad 30 proc. i o tyle stawki powinny być podniesione – wskazuje Jerzy Szymańczyk.
Szef UUP podkreśla, że celem wystąpień nie jest obciążanie emerytów, lecz zapewnienie stabilności placówkom leczniczym. Sytuację pogarsza fakt całkowitego pomijania sektora w programach rozwojowych.
– Pamiętajmy również o tym, że nasza branża nie jest rozpieszczana, jeżeli chodzi o środki inwestycyjne na rozwój. Wielokrotnie występowaliśmy o środki z KPO na inwestycje w zakłady lecznictwa uzdrowiskowego. Nie ma żadnych środków przeznaczonych na jakiekolwiek inwestycje infrastrukturalne, cyfryzację czy podnoszenie jakości. Ktoś o nas zapomniał. Jesteśmy takim obszarem "pomiędzy" pewnymi obszarami zdrowia – zauważa prezes Szymańczyk.
Dr n. med. Aleksandra Sędziak dopełnia ten obraz, opisując narastającą presję kosztową oraz problem nierentownych, nieobsadzonych miejsc:
– Sytuacja ekonomiczna uzdrowisk jest niezwykle trudna. Koszty osobowe stale rosną i to na wynagrodzenia przeznaczana jest większość środków. Do tego dochodzą drastycznie wyższe rachunki za energię, wodę, pozyskanie surowców naturalnych czy wyżywienie. Tymczasem oficjalne dopłaty wnoszone przez pacjentów nie były realnie waloryzowane od lat – ewentualne podwyżki miały charakter symboliczny, rzędu złotówki za osobodzień. Uzdrowiska są więc niemal całkowicie uzależnione od tego, ile zapłaci NFZ – wskazuje konsultantka krajowa.
Lekarka zwraca przy tym uwagę na fakt, że uzdrowiska są jedynym sektorem, w którym o przyjęciu pacjenta w pełni decyduje płatnik.
– Jeśli pacjent z przyczyn losowych nie pojawi się na turnusie, jego miejsce przez trzy tygodnie stoi puste. Nie możemy przyjąć kogoś innego z listy oczekujących, ponieważ skierowaniami dysponuje wyłącznie Fundusz w trybie turnusowym. W efekcie finansujemy puste łóżko i utrzymujemy personel w gotowości, nie otrzymując za to żadnej rekompensaty. Wyższe stawki pozwalały nam dotąd bilansować straty w mniej popularnych okresach – np. w I kwartale, gdy niedojazdów jest najwięcej, a koszty ogrzewania obiektów osiągają szczyt – dodaje.
Rosnące zapotrzebowanie i skutki dla pacjentów
Co roku ze świadczeń leczenia uzdrowiskowego korzystają setki tysięcy Polaków. W 2024 r. NFZ odnotował 431 597 takich pacjentów, w 2025 r. było ich 441 865, a tylko w pierwszej połowie 2026 r. – 209 093 pacjentów. Skala jest więc ogromna, jednak przy braku odpowiednich decyzji systemowych potencjał ten ulega zaprzepaszczeniu.
Przedstawiciele branży nie mają wątpliwości, że redukcja przychodów przełoży się bezpośrednio na szukanie oszczędności w zapleczu technicznym i medycznym.
– Obniżenie przychodów skutkuje szukaniem na gwałt oszczędności w swojej działalności – na remontach, na inwestycjach, na doposażeniu czy zakupie sprzętu. Z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że na pewno będą mniejsze środki na modernizację. To na pewno będzie skutkować różnymi negatywnymi zjawiskami w naszej bieżącej działalności. Zarządzający tymi spółkami i podmiotami będą musieli szukać oszczędności w różnych świadczeniach zdrowotnych, które realizują zakłady lecznictwa uzdrowiskowego. Ja liczę na odpowiedzialność prezesów i na to, że jakość zabiegów czy leczenia nie ucierpi – zaznacza prezes Unii Uzdrowisk Polskich.
Szymańczyk zwraca przy tym uwagę na najbardziej niepokojący trend: – Rocznie przyjmujemy prawie 900 tys. kuracjuszy. W naszych zasobach jest ponad 46 tys. łóżek i 253 zakłady lecznictwa uzdrowiskowego. Natomiast jeżeli chodzi o dzieci, to występuje tu dramatyczny regres – coraz mniej jest szpitali i sanatoriów dla nich.
Jedyna droga dla rozwoju branży
Eksperci podkreślają, że ze względu na starzenie się społeczeństwa oraz ograniczenie dostępu do rehabilitacji zapotrzebowanie na leczenie uzdrowiskowe będzie dynamicznie rosło. Zamiast prostego obniżania wskaźników finansowych, branża potrzebuje przemyślanej reformy.
– Jeśli Fundusz chce stworzyć realny mechanizm motywujący do podnoszenia jakości, powinien zróżnicować zasady finansowania. Zamiast obniżać ogólne wskaźniki, należy wprowadzić w uzdrowiskach system Jednorodnych Grup Pacjentów (JGP). Wówczas pacjent wymagający intensywniejszej opieki, z wieloma chorobami współistniejącymi i potrzebujący droższych procedur, generowałby wyższą stawkę. Uzależnienie wyceny od stopnia skomplikowania leczenia oraz jakości udzielanych zabiegów to jedyna właściwa droga do rozwoju branży – wskazuje dr Aleksandra Sędziak.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.