Obfity posiłek może wywołać zawał serca. Eksperci wymieniają czynniki ryzyka
Tłusty, obfity posiłek bywa dla organizmu wyzwaniem porównywalnym z silnym stresem albo nagłym wysiłkiem. U większości osób skończy się co najwyżej sennością. U ludzi z czynnikami ryzyka sercowo-naczyniowego może jednak stać się iskrą, która doprowadzi do groźnego incydentu.
Ryzyko u pewnej grupy osób
Wielu z nas zna ten scenariusz: uroczysty obiad, dokładka, deser, a potem błogie "nic mi się nie chce". To zwykle niewinna konsekwencja przejedzenia. Jednak kardiolodzy przypominają, że w określonych okolicznościach wielki posiłek może działać na serce podobnie jak stres emocjonalny czy intensywny wysiłek. Nie chodzi o straszenie jedzeniem, ale o zrozumienie mechanizmu, który u części osób może zakończyć się dramatem.
- Małe przyjemności w umiarkowanych ilościach są zawsze w porządku - mówi kardiolog Ameya Kulkarni. Zastrzega jednak, że problem pojawia się wtedy, gdy przesadzamy, zwłaszcza jeśli zmagamy się z chorobami przewlekłymi.
- Jeśli jesteś młody i zdrowy, pojedynczy obfity posiłek raczej nie wywoła zawału serca, ale w odpowiedniej grupie osób z pewnością może zwiększyć ryzyko - podkreśla.
Obciążenie niczym ostry wysiłek
Dlaczego jedzenie w ogóle miałoby wpływać na serce? Po bardzo obfitym posiłku organizm musi uruchomić "tryb trawienia" na pełnych obrotach. Krew w większym stopniu kierowana jest do układu pokarmowego, bo jelita potrzebują energii i tlenu, by poradzić sobie z ogromną porcją. W tym samym czasie mogą zachodzić zmiany w napięciu naczyń, rośnie tętno i ciśnienie. Dla osoby z miażdżycą to kombinacja, która bywa ryzykowna.
Steve Kopecky z Mayo Clinic porównuje takie obciążenie do ostrego wysiłku. Wyjaśnia, że duża porcja jedzenia, zwłaszcza bogata w tłuszcze nasycone, kalorie i wysoko przetworzone węglowodany, potrafi podnieść ciśnienie i ograniczać dopływ krwi do serca. A gdy ciśnienie jest wysokie, rośnie ryzyko destabilizacji blaszek miażdżycowych. Pęknięcie blaszki może rozpocząć kaskadę zdarzeń: tworzy się skrzep, naczynie się zatyka, a mięsień sercowy zaczyna się niedotleniać.
Kopecky zwraca też uwagę na inną kwestię: sam tłusty posiłek może sprzyjać krzepnięciu krwi.
- To są czynniki, które nakładają się na siebie i sprawiają, że kilka godzin później dochodzi do zawału serca – mówi wprost.
W praktyce największe znaczenie ma to, kto siada do stołu. U osób z cukrzycą, nadciśnieniem, wysokim cholesterolem czy otyłością "zapas bezpieczeństwa" jest mniejszy. Podobnie u ludzi z chorobą wieńcową, u których naczynia mogą być już zwężone. W ich przypadku zawał może zostać wywołany przez bodziec, który dla innych będzie tylko dyskomfortem - tak jak zdarza się po odśnieżaniu, gwałtownym wysiłku czy silnym zdenerwowaniu.
Zwróć uwagę na te objawy
Warto znać objawy alarmowe. Ból lub ucisk w klatce piersiowej, duszność bez wysiłku, zimne poty, nudności, zawroty głowy, ból promieniujący do ramion, żuchwy czy pleców, a także szybkie lub nierówne bicie serca to sygnały, których nie wolno ignorować. W takiej sytuacji liczy się czas i pilny kontakt z pomocą medyczną.
Jak ograniczyć ryzyko?
Co można zrobić, by jeść z przyjemnością, a jednocześnie zmniejszać ryzyko? Klucz to umiar i kompozycja posiłku. Kulkarni proponuje prostą zasadę talerza: połowę powinny zajmować warzywa i owoce, jedną czwartą białko, a resztę produkty skrobiowe.
Pomaga też tempo. Jeśli jemy szybko, łatwo przekroczyć granicę sytości, bo sygnał do mózgu dociera z opóźnieniem. Alkohol dodatkowo osłabia kontrolę i pobudza apetyt, więc sprzyja dokładkom.
Dobrym nawykiem jest też krótki spacer po jedzeniu. Lekka aktywność wspiera regulację ciśnienia, może obniżać triglicerydy i pomaga stabilizować poziom glukozy. To nie jest trening, lecz spokojny ruch, który pomaga organizmowi wrócić do równowagi.
Źródło: washingtonpost.com
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.