Anna Klimczyk, WP abcZdrowie: Kiedy po raz pierwszy poczuła pani, że ze szczęką i zębami dzieje się coś złego? Jak zaczęła się ta historia?
Natalia Skowron-Murawska: Moja wada ortognatyczna, a dokładnie niedorozwój żuchwy, była widoczna już w dzieciństwie. W tamtych czasach nikt jednak nie patrzył na to globalnie. Wszyscy widzieli tylko wysunięte do przodu górne zęby jak u wiewiórki. Rodzice robili, co mogli - najpierw nosiłam aparat zdejmowany na noc, a potem założyłam aparat stały.
I to nie pomogło?
Zęby od zawsze miałam w miarę proste, więc to była tylko kosmetyka. Moja ówczesna ortodontka przez cztery lata próbowała "wyciągać" tę żuchwę różnymi metodami. Dziś wiem, że to nie miało prawa się udać. Pochodzę z małej miejscowości, nie miałam wtedy możliwości skonsultowania się z innymi specjalistami. Ta lekarka po prostu chciała zarobić. Dopiero na sam koniec leczenia rozłożyła ręce i rzuciła: "jedyny sposób to operacja, ale będzie bardzo kosztowna". Musiałam się z tym pogodzić, temat ucichł.
Kiedy myśli o operacji powróciły?
Pięć lat temu. Byłam już mężatką i to mąż zaczął mnie mocno namawiać na konsultacje. Pojawiły się u mnie potworne migreny i pierwsze problemy ze stawami skroniowo-żuchwowymi. Dodatkowo nasi znajomi dentyści mówili mi, że z wiekiem będzie tylko gorzej. Nastraszyli mnie, że stawy całkowicie odmówią posłuszeństwa, a zęby zaczną po prostu wypadać. To był moment zwrotny. Podjęliśmy z mężem decyzję: trzeba się za to zabrać.
Od decyzji do samej operacji minęło jednak sporo czasu. Jak wyglądały przygotowania?
To był długi, prawie dwuletni proces. Poszłam trochę nieszablonowo, bo najpierw znalazłam chirurga. Gdy zobaczył moją wadę, potwierdził, że jest ogromna i bez operacji kości się nie obejdzie. Skierował mnie do ortodontów, z którymi współpracował, aby przygotowali zęby do nowego układu szczęki. Trafiłam też do fizjoterapeuty stomatologicznego, żeby rozluźnić napięcia mięśniowe przed zabiegiem. Dodatkowo, ponieważ panicznie bałam się operacji, jeszcze przed pójściem do szpitala rozpoczęłam psychoterapię.
Ile kosztuje taki powrót do zdrowia?
Sama operacja kosztowała 38 tys. zł. Jednak gdy podliczy się lata przygotowań, prywatnego ortodontę, fizjoterapię, wizyty i badania - całe leczenie zamknęło się w kwocie prawie 100 tys. złotych.
Zdecydowała się pani na operację w prywatnej klinice. Jak pamięta pani ten dzień?
Przyjechałam o 7 rano, na czczo. Założono mi wenflon i o własnych siłach przeszłam na salę operacyjną. Byłam pierwszą pacjentką tego dnia. Bardzo się bałam, ale ani przez chwilę nie podejrzewałam, jaki dramat mnie czeka.
Co wydarzyło się po wybudzeniu?
Chirurg przed operacją zapewniał mnie, że nie mam się czym martwić. Mówił, że jego pacjenci błyskawicznie odstawiają leki przeciwbólowe, że bez problemu będę pić przez słomkę. Rzeczywistość okazała się koszmarem. Wybudziłam się i poczułam ogromny ból. Miałam w ustach masę skrzepów krwi. Nie byłam w stanie przełknąć nawet śliny.
Oddychanie to była kolejna katorga. W trakcie operacji tlen podawano mi przez nos, co spowodowało tam ogromne rany. Miałam całkowicie zatkany, poraniony nos i zablokowane usta. Nie byłam w stanie wziąć nawet łyka wody, wszystko podawano mi dożylnie. Moim maksimum możliwości w klinice było przejście trzech kroków do toalety i z powrotem.
Jak długo trwał ten najgorszy, ostry ból?
Ten drastyczny etap trwał cztery dni. W klinice cały czas byłam podpięta pod silne kroplówki przeciwbólowe. Ale pierwsze dni w domu to też była walka - non stop przykładałam do twarzy zimne okłady, bo spuchłam wręcz monstrualnie. Obietnice chirurga o szybkim odstawieniu leków okazały się kompletną bzdurą. Bardzo zawiodłam się na ludzkiej twarzy mojego lekarza. Wykonał świetną robotę, ale pod kątem wsparcia i empatii bardzo mnie zawiódł. Pierwsze dwa-trzy tygodnie były najcięższe, także psychicznie. Nie powiem, że to była kliniczna depresja, ale zaliczyłam potężne tąpnięcie i ogromne pogorszenie nastroju.
Karmienie strzykawką, opuchlizna, brak możliwości domknięcia ust. Jak w takim stanie odnaleźć siłę do walki?
Momentów buntu było mnóstwo. Najgorsza była bezsilność. Nie mogłam gryźć. Przez kilka tygodni dolne zęby były na stałe związane z górnymi. Moje usta po operacji w ogóle się nie domykały. Ból był przeolbrzymi, a obietnica lekarza o "piciu przez słomkę" szybko legła w gruzach. Przygotowywałam sobie bardzo rozcieńczone koktajle. Nabierałam je do strzykawki, wkładałam ją głęboko w kącik ust i powoli wstrzykiwałam płyn. Człowiek w takim stanie czuje się całkowicie bezradny. Wtedy bardzo pomogło mi to, że przed operacją zaczęłam terapię. Te narzędzia psychologiczne pozwoliły mi przetrwać najgorsze momenty i uświadomić sobie, że ten stan jest przejściowy.
Kiedy nastąpił upragniony przełom?
Około czwartego-piątego tygodnia opuchlizna zaczęła wyraźnie schodzić, a ja mogłam w końcu odstawić te silne leki przeciwbólowe. Prawdziwym kamieniem milowym było jednak podjęcie intensywnej rehabilitacji. Bez tego nie byłabym w stanie normalnie otworzyć ust. To były tygodnie bolesnych ćwiczeń. Zaczęłam też próbować jeść pierwsze miękkie pokarmy.
Jak z perspektywy czasu ocenia pani tę decyzję?
Z medycznego punktu widzenia operacja uratowała moje zdrowie i uchroniła mnie przed dramatycznymi skutkami w przyszłości. Moje rysy twarzy również się zmieniły, profil jest bardziej harmonijny.
Ale do takiej operacji trzeba doskonale przygotować się też psychicznie. Ja byłam na terapii, ale nie wiedziałam, co mnie czeka. Moim zdaniem lekarz zbagatelizował rekonwalescencję, malując przede mną wizję prostego zabiegu. Kiedy po operacji zderzyłam się z brutalną rzeczywistością, poczułam się oszukana i pozostawiona sama sobie.
Zatem nie żałuję operacji, ale każdemu radzę, by do takiego zabiegu dobrze się przygotował i zastanowił się, czy chce przechodzić przez taki ból. Pytajcie o realny przebieg rekonwalescencji - jeśli chirurg mówi, że "nic nie będzie boleć", powinno to wzbudzić czujność. I najważniejsze - zadbajcie o swoją głowę. Gdybym mogła cofnąć czas, jeszcze mocniej zainwestowałabym w pomoc psychologiczną. Zadbajcie też o wsparcie. Moim był mąż. Bez niego nie przeżyłabym tego czasu.
Zdjęcia i film pochodzą z Instagrama Natalii Skowron-Murawskiej (siaska_92).
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.