Izba lekarska stawia zarzuty
Lekarz usłyszał zarzuty dotyczące odpowiedzialności zawodowej, ale postępowanie nie zostało jeszcze zakończone. Sprawą zajął się zastępca okręgowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej Dolnośląskiej Izby Lekarskiej dr n. med. Roman Puskarz.
WIDEOPrezydent nie podpisał, szarlatani zachwyceni
Jeden z zarzutów dotyczy publikowania informacji o naprotechnologii oraz zapłodnieniu pozaustrojowym. Według rzecznika lekarz przedstawiał naprotechnologię jako skuteczną alternatywę dla metod wspomaganego rozrodu, w tym IVF, w sposób "niezgodny z aktualną wiedzą medyczną", czym miał podważyć zaufanie do zawodu lekarza.
Banach od dawna otwarcie krytykuje in vitro. "Metoda in vitro nie jest żadną metodą leczenia bezpłodności. To weterynaryjna procedura opracowana w celu ratowania pojedynczych osobników ginących gatunków" - pisał w mediach społecznościowych.
To stwierdzenie jest sprzeczne z przyjętymi definicjami medycznymi i polskim prawem. Zapłodnienie pozaustrojowe jest jedną z metod stosowanych w leczeniu niepłodności. Lekarz przedstawia natomiast naprotechnologię jako właściwą drogę postępowania. "Naprotechnologia jest właściwa, a in vitro jest próbą pójścia na skróty. To nie jest leczenie niepłodności tylko produkcja dziecka" - twierdził. W swoich wypowiedziach stawiał też hipotezę, jakoby procedura mogła wpływać na ekspresję genów u potomstwa, zwiększając ryzyko chorób psychicznych, a nawet raka.
Zarzuty dotyczą również szczepień i antykoncepcji
Na in vitro sprawa się nie kończy. Rzecznik zarzucił ginekologowi również publikowanie treści dotyczących terminacji ciąży, antykoncepcji, pandemii COVID-19 i szczepień, które według izby szerzyły dezinformację i pozostawały w sprzeczności z aktualną wiedzą medyczną.
Zastrzeżenia wzbudziła także forma części wypowiedzi. Według rzecznika niektóre publikacje miały "obraźliwy, pejoratywny i piętnujący wydźwięk" wobec pacjentek, członków samorządu lekarskiego oraz innych użytkowników internetu.
Sam Banach nie zgadza się z zarzutami. W przypadku antykoncepcji hormonalnej przekonuje, że jego zadaniem jest informowanie pacjentek o potencjalnych zagrożeniach. "Każdy robi, co uważa, ja mam obowiązek ostrzegać i to robię" - napisał.
Lekarz wcześniej publicznie podważał również bezpieczeństwo szczepień przeciw COVID-19. W 2020 roku znalazł się wśród sygnatariuszy listu otwartego, którego autorzy wyrażali obawy dotyczące masowych szczepień przeciw SARS-CoV-2.
Lekarz odpowiada
Postawienie zarzutów nie oznacza jeszcze uznania lekarza za winnego przewinienia zawodowego. Postępowanie wyjaśniające w jego sprawie Dolnośląska Izba Lekarska rozpoczęła w lutym 2025 roku. Banach przedstawia działania samorządu jako próbę ograniczenia swobody jego wypowiedzi.
"Nie o błąd w sztuce lekarskiej tylko o dyskusję nad medycyną chodzi. Ale najwyraźniej nie wolno mieć własnego zdania i wolność słowa nie istnieje" - skomentował. Ginekolog odniósł się również do czasu trwania postępowania. "Po prostu młyny sprawiedliwości lekarskiej mielą tak powoli" - dodał.
Lekarz zabrał też głos w sprawie ustawy określanej jako "lex szarlatan", która miała wzmocnić możliwości Rzecznika Praw Pacjenta w walce z praktykami i informacjami zagrażającymi pacjentom. Jej wejście w życie zostało zablokowane przez prezydenta Karola Nawrockiego. Banach pozytywnie ocenił tę decyzję.
"Uważam, że prezydent Nawrocki postąpił słusznie, przeciwstawiając się zakusom na wszechwładzę w sferze leczniczej" - stwierdził. Sprawa ginekologa pozostaje na etapie postępowania dotyczącego odpowiedzialności zawodowej. Postawione mu zarzuty nie przesądzają o jego winie ani o ewentualnej karze.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.