Test ujawnił pomyłkę sprzed lat
Kyle Bylin i Jeremy Morrison urodzili się 28 stycznia 1988 roku w Unity Medical Center w Grafton w Dakocie Północnej. Tego dnia mieli być jedynymi noworodkami, które przyszły na świat w placówce. Urodzili się w odstępie zaledwie kilku godzin, a następnie każdy z nich trafił do biologicznych rodziców drugiego.
Prawda wyszła na jaw przypadkiem. Bylin otrzymał na Boże Narodzenie domowy test DNA. Chciał dowiedzieć się więcej o niemieckich korzeniach kobiety, którą uważał za swoją matkę. Wyniki badania połączyły go jednak z nieznaną wcześniej kobietą, która okazała się jego biologiczną ciotką.
Duży procent wspólnego materiału genetycznego wzbudził podejrzenia rodziny. Jeremy Morrison, siostrzeniec kobiety, również wykonał test. Badania potwierdziły, że mężczyźni zostali zamienieni po narodzinach i przez ponad trzy dekady wychowywali się u biologicznych rodziców drugiego z nich.
Dorastanie w nie swoich domach
Bylin przez lata wychowywał się w rodzinie Morrisonów, natomiast Morrison dorastał pod opieką rodziny Bylinów. Obaj żyli więc z rodzicami, z którymi nie łączyły ich więzy biologiczne. Rodziny twierdzą, że do zamiany doszło jeszcze przed wypisaniem dzieci ze szpitala. Jednym z dowodów ma być zachowana opaska szpitalna. Bylin podkreśla, że nadal ją posiada. Widnieje na niej nazwisko Kyle Bylin, choć był biologicznym synem Morrisonów.
Mężczyźni wraz z rodzicami pozwali Unity Medical Center. W pozwie wskazano, że pracownicy placówki mieli nie tylko dopuścić do zamiany dzieci, lecz także nie zauważyć błędu i nie naprawić go przed opuszczeniem szpitala przez rodziny.
"Nie da się cofnąć 35 lat"
Odkrycie było szczególnie trudne dla kobiet, które wychowywały obu mężczyzn. Elizabeth O'Toole wspominała, że informacja o braku biologicznego pokrewieństwa z synem wywołała szok. – Szok i niedowierzanie. To wszystko wydawało się nierealne. Tak naprawdę dotarło to do mnie dopiero wtedy, gdy osobiście poznałam Kyle'a – powiedziała w rozmowie z CBS News.
Evelyn Newton, która wychowywała Kyle'a Bylina, podkreśliła, że więź z synem pozostaje dla niej niezmienna. Jednocześnie przyznała, że ma poczucie straty związane z brakiem kontaktu z biologicznym dzieckiem. – Kyle nadal jest moim synem i to nigdy się nie zmieni. Czuję jednak, że odebrano mi życie, które powinnam była przeżyć ze swoim biologicznym synem. Nie da się cofnąć czasu i zastąpić 35 lat. Pierwsze kroki, nauka prowadzenia samochodu, ślub – jak można to wszystko nadrobić? – mówiła agencji Associated Press.
Szpital odpowiada
Unity Medical Center potwierdziło, że obaj mężczyźni urodzili się w placówce tego samego dnia i zostali rozdzieleni ze swoimi biologicznymi rodzicami. Szpital zaprzecza jednak, że za zamianę odpowiadał jego personel. – Nie znaleźliśmy żadnych dowodów potwierdzających twierdzenia, że Unity Medical Center lub jego pracownicy byli odpowiedzialni za to, co się wydarzyło – przekazano w oświadczeniu.
Placówka tłumaczy, że z powodu upływu niemal 40 lat nie zachowała się dokumentacja medyczna ani kadrowa, która mogłaby pomóc w odtworzeniu wydarzeń. W szpitalu nie pracuje już również żadna osoba należąca do ówczesnego zespołu porodowego.
Jeremy Morrison oczekuje jednak od szpitala przeprosin i przyznania, że doszło do poważnej pomyłki. – Było tam tylko dwoje dzieci, a każde z nich wróciło do domu z niewłaściwą rodziną. Szpital ponosi stuprocentową odpowiedzialność – stwierdził. Mężczyzna chce także wiedzieć, czy zamiana była przypadkowym błędem, czy działaniem celowym. Odpowiedzi na te pytania rodziny będą teraz szukać przed sądem.
Źródła:
- People
- The Guardian
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.