Nawet 10-20 proc. zatruć zdarza się latem
"Uwaga! Upał zwiększa ryzyko zatrucia czadem. Jeśli używasz piecyków lub kuchenek gazowych, wietrz mieszkanie. Gdy źle się poczujesz – wezwij pomoc" – takie alerty RCB zostały wysłane przez Rządowe Centrum Bezpieczeństwa w nocy z 28 na 29 czerwca na obszar całego kraju. Dla wielu Polaków mogły być zaskoczeniem, bo o czadzie najwięcej mówi się i pisze w okresie grzewczym.
– Uważam, że to dobrze, że Polacy dostali takie alerty. Być może przełożą się one na większą ostrożność, bo zwykle jest tak, że bagatelizujemy pewne sprawy, aż coś złego się wydarzy. A tutaj skutki mogą być naprawdę tragiczne – komentuje dla WP abcZdrowie lek. Maciej Walczak, specjalista anestezjologii i intensywnej terapii, kierownik oddziału intensywnej terapii w SPZOZ w Lubartowie, autor portalu "Doktor na Intensywnej".
"Szacuje się, że nawet 10-20 proc. wszystkich zatruć tlenkiem węgla ma miejsce właśnie poza sezonem grzewczym" – podkreślała Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej w Bielsku-Białej w ubiegłym tygodniu.
"Tylko w czerwcu i lipcu 2025 roku strażacy w Polsce interweniowali aż 1499 razy w związku z wykryciem czadu w budynkach mieszkalnych!" – dodawali strażacy.
– Mieliśmy w tym miesiącu dwa zatrucia czadem, prawdopodobnie spowodowane niesprawnymi piecykami. Nie wiadomo jednak, co było bezpośrednią przyczyną obu zatruć. Problem mógł leżeć zarówno po stronie piecyka, jak i komina czy wentylacji – komentuje dla WP abcZdrowie lek. Agnieszka Ponieważ, specjalistka medycyny ratunkowej.
Dlaczego zatem czad zagraża nam także podczas upalnego lata? Dr Walczak wyjaśnia, że wiążą się z tym dwa czynniki, a problem może pojawić się u osób, które korzystają w domach z urządzeń zasilanych gazem.
– W upał staramy się zawsze ograniczyć dopływ gorącego powietrza, więc szczelnie zamykamy okna w domu, zaciągamy rolety, włączamy klimatyzację, czyli odcinamy mieszkanie od reszty świata. Z drugiej strony warunki na dworze, wysoka temperatura, a czasem też wilgotność, osłabiają ciąg wentylacyjny w kominie domu. To sprawia, że produkty spalania mogą, zamiast być usuwane na zewnątrz, cofać się do pomieszczenia. Ich niewietrzenie powoduje gromadzenie czadu w mieszkaniu i stwarza poważne zagrożenie dla zdrowia – tłumaczy.
Niespecyficzne objawy
Rozpoznanie zatrucia tlenkiem węgla nie jest łatwe. Jak podkreśla specjalista anestezjologii i intensywnej terapii, często jest już za późno na to, by pomóc takiej osobie.
– Pamiętajmy o tym, że zatrucie czadem jest bardzo podstępne. Czad jest bezwonny, bezbarwny i niewyczuwalny – nie ostrzeże nas zapach ani dym, dlatego sami nie zauważymy, że nim oddychamy. Zwykle gdy się zorientujemy, że coś jest nie tak, może być już za późno na jakąkolwiek skuteczną reakcję. Dlatego co roku mamy tak wiele tragedii związanych z takim zatruciem – wyjaśnia.
Jakie objawy powinny zwrócić naszą uwagę?
– Pierwsze objawy zatrucia najczęściej przypominają przemęczenie czy stan grypopodobny. Myślimy, że "coś nas bierze", mamy ból głowy, zawroty głowy, nudności, senność, czasem mogą pojawić się wymioty, przyspieszony oddech, przyspieszone bicie serca. Objawy narastają w miarę przebywania w pomieszczeniu, w którym roznosi się gaz. Z czasem może też dojść do dezorientacji, zaburzeń widzenia, problemów z chodzeniem. Wtedy jest już trudno zareagować i samemu się uratować – człowiek zapada w śpiączkę i umiera – mówi lekarz.
– Ryzyko jest takie, że trudno w tym przypadku o szybką reakcję. Hemoglobina, czyli białko, które w naszej krwi przenosi tlen i odpowiada za to, że oddychając, dostarczamy tlen do wszystkich komórek w organizmie, wiąże ten tlenek węgla, który się produkuje w wyniku spalania nawet 200-250 razy chętniej niż tlen. Innymi słowy: oddychając w pomieszczeniu, gdzie jest nagromadzony tlenek węgla, nasz organizm zawsze najpierw przyswoi tlenek węgla zamiast tlenu. A na dodatek jest to takie połączenie, które jest trwalsze niż to klasyczne połączenie z tlenem, więc dużo trudniej później zareagować - zaznacza.
- Leczenie odbywa się tlenoterapią czy nawet tlenoterapią w komorze hiperbarycznej. Niestety, widziałem takie przypadki przez kilkanaście lat pracy na oddziałach intensywnej terapii, więc nie są to jakieś odosobnione historie – dodaje.
Pierwsza pomoc w takim przypadku polega na zapewnieniu osobie poszkodowanej dopływu świeżego powietrza – otworzeniu drzwi i okien – a także wezwaniu odpowiednich służb.
– Jeżeli możemy, to staramy się także wyłączyć źródło zaczadzenia – mówi lek. Walczak. – Pamiętajmy jednak także o nadrzędności bezpieczeństwa osoby, która udziela pomocy poszkodowanym – tak, by sama nie uległa zatruciu.
Sposoby na zminimalizowanie ryzyka są dwa: po pierwsze – robienie regularnych przeglądów instalacji gazowych w domu, a po drugie – zakup czujek tlenku węgla.
– Są to tanie i szeroko dostępne urządzenia, które mogą uratować życie. Kosztują zwykle 50-150 zł. Wystarczy taką czujkę umieścić zgodnie z instrukcją producenta, zwykle na wysokości oddychania lub w pobliżu potencjalnego źródła i znacząco zwiększamy swoje bezpieczeństwo, a takie urządzenie może dać nam cenne sekundy na reakcję – podkreśla lek. Walczak.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.