Polska leczy za późno i za drogo. Tak wygląda finansowanie zdrowia w Polsce
Polski system ochrony zdrowia od lat zmaga się z brakiem pieniędzy, ale problem nie dotyczy wyłącznie wysokości nakładów. Coraz częściej eksperci zwracają uwagę na sposób ich wydawania. Jednym z nich jest lekarz Bartosz Fiałek, który w serii wpisów na X wskazuje na podstawowe błędy w organizacji systemu.
Leczenie zamiast zapobiegania
W Polsce największa część środków trafia do szpitali, czyli najbardziej kosztownego elementu systemu. Według przywoływanych danych z raportu OECD to około 38 proc. wydatków. Tymczasem na opiekę ambulatoryjną, czyli leczenie poza szpitalem, przypada około 31 proc. W wielu innych krajach proporcje są odwrotne.
W Estonii na szpitale przeznacza się około 23 proc., a na leczenie ambulatoryjne aż 43 proc. Podobnie jest w Finlandii czy Holandii, gdzie większy nacisk kładzie się na wcześniejsze wykrywanie i leczenie chorób. Zasada jest prosta - im szybciej pacjent trafi do lekarza i rozpocznie leczenie, tym mniejsze ryzyko poważnych powikłań i kosztownej hospitalizacji.
"W sprawnych systemach więcej pieniędzy idzie tam, gdzie pacjenta diagnozuje się i leczy wcześniej, a mniej tam, gdzie trafia już z rozwiniętym problemem zdrowotnym. Wiele krajów OECD już dawno to zrozumiało. My nadal wolimy leczyć późno, drogo i w szpitalu. Problemem nie jest tylko niedobór pieniędzy. Problemem jest też to, że źle dzielimy nawet ten niedobór" - podkreśla Fiałek w swoim wpisie.
Jeszcze wyraźniej problem widać w wydatkach na profilaktykę. W Polsce to zaledwie około 1,7 proc. wszystkich nakładów na zdrowie. Dla porównania średnia w krajach OECD wynosi około 3,4 proc. To oznacza, że system koncentruje się głównie na leczeniu już rozwiniętych chorób, zamiast na ich wczesnym wykrywaniu lub zapobieganiu. W praktyce prowadzi to do sytuacji, w której pacjenci trafiają do lekarzy dopiero wtedy, gdy problem jest zaawansowany i trudniejszy do leczenia.
- Właściwie o prewencji tylko mówimy. Narodowy Fundusz Zdrowia od lat przeznacza na prewencję tylko 2-3 proc., co jest czymś kompletnie niezrozumiałym, jeśli chodzi o możliwości prewencyjne, a tym samym edukacyjne pacjentów, bo tak naprawdę to powinno być co najmniej 10 proc. - wskazywał w WP abcZdrowie prof. dr hab. n. med. Maciej Banach.
Małe wydatki prywatne, duże oczekiwania
Wbrew częstym opiniom, Polska nie należy do krajów o wysokich prywatnych wydatkach na zdrowie. Z danych OECD wynika, że wydatki z własnej kieszeni stanowią około 2 proc. konsumpcji gospodarstw domowych, podczas gdy średnia wynosi ponad 3 proc. To pokazuje, że głównym problemem nie jest nadmierne obciążenie pacjentów, ale ogólne niedofinansowanie systemu i sposób jego organizacji.
"Poziom cen w sektorze zdrowia w Polsce to 42 przy średniej OECD = 100. Jeden z najniższych wyników w całym zestawieniu. A dla szpitali wskaźnik ten jest liczony głównie na podstawie wynagrodzeń personelu medycznego i niemedycznego" - zaznacza Fiałek.
Zdaniem ekspertów obecny model działania sprawia, że system zaczyna działać dopiero wtedy, gdy pacjent już zachoruje. Brakuje silnego nacisku na profilaktykę i wczesną diagnostykę. W efekcie rosną koszty leczenia, wydłużają się kolejki, a pacjenci częściej trafiają do szpitali z bardziej zaawansowanymi problemami zdrowotnymi.
"Prawdziwy problem znajduje się gdzie indziej. Polska wydaje na zdrowie 8,1 proc. PKB (wydatki publiczne + prywatne), przy średniej OECD 9,3 proc., a na osobę 4 284 dolarów amerykańskich PPP wobec 5 967 dolarów amerykańskich średniej w OECD. Mamy tani system, ogromne potrzeby zdrowotne i chroniczne niedofinansowanie. I to właśnie dlatego wszystko tak trzeszczy" - podsumowuje ekspert.
Zmiana tej sytuacji nie jest prosta. Jak podkreślają lekarze, obecne problemy są wynikiem wieloletnich zaniedbań. Samo zwiększenie finansowania może nie wystarczyć, jeśli nie zmieni się sposób podziału środków. Bez przesunięcia ciężaru w stronę profilaktyki i opieki ambulatoryjnej system będzie nadal działał reaktywnie, a nie zapobiegawczo.
Źródło: X, OECD
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.