Ryzykowne zabiegi. "Medycyna to nie koncert życzeń"

Wyznanie Julii von Stein o nieudanym – jej zdaniem – liftingu twarzy obnażyło jedno z największych kłamstw mediów społecznościowych – mit o szybkich i bezproblemowych metamorfozach. – Pamiętajmy, cena piękna nigdy nie może być ceną zdrowia i bezpieczeństwa – podkreśla dr n. med. Karolina Skibicka.

Zabiegi medycyny estetycznej obarczone są wysokim ryzykiemZabiegi medycyny estetycznej obarczone są wysokim ryzykiem
Źródło zdjęć: © Getty, Instagram, znanylekarz
Anna Klimczyk

W pogoni za instagramowym ideałem

Moda na inwazyjne operacje plastyczne i zabiegi z zakresu medycyny estetycznej napędzana algorytmami mediów społecznościowych ma się lepiej niż kiedykolwiek. Zafascynowani obietnicą natychmiastowej metamorfozy pacjenci zapominają jednak o drobnym szczególe: prawdziwa rekonwalescencja bywa bolesna, długa i – w przeciwieństwie do instagramowych filtrów – nie da się jej wyłączyć jednym kliknięciem.

Doskonałym odzwierciedleniem tego zjawiska stała się ostatnio sprawa Julii von Stein. Celebrytka opublikowała w sieci materiał wideo, w którym przyznała, że z powodu kompleksów poddała się liftingowi twarzy. Jej wyznanie na nowo rozgrzało dyskusję, kto, kiedy i z jakich emocjonalnych pobudek powinien trafiać na stół operacyjny i fotel lekarza medycyny estetycznej. Ta sytuacja pokazuje też, że media społecznościowe kreują dziś obraz operacji plastycznych jako zabiegów łatwych, szybkich i bezproblemowych: robisz lifting i po trzech dniach rodzisz się na nowo z idealnie gładką skórą. Rzeczywistość na oddziałach chirurgii wygląda jednak zupełnie inaczej.

– To jedna z największych iluzji mediów społecznościowych. Rekonwalescencja po zabiegu z zakresu chirurgii plastycznej może trwać nawet kilka miesięcy. Wskazania do operacji i to, jak duże korzyści pacjent z niej wyniesie, widać często już w momencie, gdy przekracza on próg gabinetu. Pacjenci dzielą się na dwie grupy. Pierwsi są bardzo oczytani. Analizują temat od pół roku czy roku, znają możliwe powikłania i wiedzą, jak wygląda proces gojenia. Druga grupa to pacjenci, którzy nie wiedzą nic lub – co gorsza – czerpią wiedzę wyłącznie z urywków w internecie i mocno przerobionych zdjęć. Wówczas naszym zadaniem jest przeprowadzenie rzetelnej konsultacji i ocena, czy taki zabieg jest pacjentowi po prostu potrzebny – tłumaczy chirurg plastyczny dr n. med. Jan Petriczko.


WIDEO
Przez operacje plastyczne otarła się o śmierć


W pogoni za instagramowym ideałem pacjenci często zapominają, że klinika chirurgii plastycznej czy gabinet lekarza medycyny estetycznej to nie miejsce, w którym można "kupić" dowolną usługę z katalogu.

"Cena piękna nigdy nie może być ceną zdrowia i bezpieczeństwa"

– Podstawowa zasada brzmi: w gabinecie lekarskim obowiązuje nas etyka. Osoba przekraczająca próg ma status pacjenta, a nie klienta. Kolokwialnie mówiąc – medycyna to nie koncert życzeń. Naszym zadaniem jest rzetelna kwalifikacja, zaopiekowanie się problemem i takie dobranie procedur, by uzyskać bezpieczny i satysfakcjonujący efekt. Pamiętajmy, cena piękna nigdy nie może być ceną zdrowia i bezpieczeństwa - mówi dr n. med. Karolina Skibicka, lekarz specjalizujący się w zabiegach z zakresu medycyny estetycznej i anti-aging.

Eksperci przyznają, że w swoich gabinetach regularnie mierzą się z nierealnymi, a wręcz szokującymi oczekiwaniami, które stoją w całkowitej sprzeczności z anatomią i zdrowym rozsądkiem.

– Miałem pacjentów, którzy bez jakichkolwiek wskazań medycznych domagali się pełnej mastektomii. Inni chcieli amputacji płatków usznych tylko po to, by uszy stały się nienaturalnie małe i całkowicie przylegały do czaszki. Konsultowałem też pacjentkę z niezwykle szczupłymi łydkami. Kobieta twierdziła, że jej nogi wciąż są zbyt grube i pytała, co można z tym zrobić. Tymczasem anatomicznie były wyjątkowo szczupłe. Wprowadziłem w swoim gabinecie żelazną zasadę: jeśli pacjent przychodzi z nierealnymi, groźnymi oczekiwaniami, tłumaczę mu szczegółowo, dlaczego nie podejmę się tego zabiegu. Działam wtedy w dobrej wierze dla jego bezpieczeństwa – podkreśla dr Petriczko.

Determinacja, która często wynika z zaburzeń

Gdy chirurg plastyczny odmawia wykonania ryzykownej operacji, zdesperowani pacjenci często szukają ratunku "piętro niżej" – w gabinetach medycyny estetycznej. Myślą: skoro nie skalpel, to może mniejszy kaliber – igła i wypełniacze zrobią to samo, ale bezinwazyjnie.

– Praktycznie nie ma tygodnia, aby tacy pacjenci się nie pojawiali. Prawdziwą plagą są osoby przychodzące z wizualizacjami wygenerowanymi przez sztuczną inteligencję. Twierdzą, że tak chcą wyglądać i wmawiają sobie, że taki wygląd da się osiągnąć mało inwazyjną iniekcją. Niedawno konsultowałam pacjentkę transpłciową, która przyniosła właśnie takie zdjęcia. Oczekiwania wobec zabiegów były tak niewspółmierne do realiów anatomicznych, że nawet wykorzystując pełen wachlarz możliwości medycyny estetycznej, nie byłam w stanie jej pomóc w sposób bezpieczny. Bardzo chciałam wesprzeć tę osobę, ale medycznie moim obowiązkiem było odmówienie zabiegu. Zasugerowałam w pierwszej kolejności konsultację u psychologa – podkreśla dr Skibicka.

Lekarka przyznaje, że w jej gabinecie coraz częściej w rozmowie z pacjentami pojawia się pojęcie "dysmorfofobii". To zaburzenie psychiczne, które polega na ciągłym, obsesyjnym skupianiu się na wyimaginowanym lub bardzo drobnym defekcie własnego wyglądu.

– To głębokie zaburzenie obrazu własnego "ja". Pomoc pacjentowi w takim kryzysie psychicznym to potężne wyzwanie. Jeśli w porę dostrzeżemy problem i wdrożymy odpowiednie procedury oraz terapię, jesteśmy w stanie uchronić taką osobę przed zrobieniem sobie realnej krzywdy. Niestety, ci pacjenci czasami próbują zmienić swój wygląd za wszelką cenę i narażają się na poważne powikłania - alarmuje dr Skibicka.

Niebezpieczeństwo szarej strefy

Największy dramat zaczyna się, gdy pacjent, odprawiony z kwitkiem przez rzetelnych lekarzy, trafia do szarej strefy. Szukając tańszych alternatyw lub osób, które nie zadają pytań, decyduje się na wizyty w niesprawdzonych miejscach. Co gorsza, w internecie bez problemu można kupić preparaty niewiadomego pochodzenia, które zdesperowani pacjenci wstrzykują sobie sami w domowych warunkach. Skutki takich decyzji bywają dramatyczne.

– Najcięższym powikłaniem jest martwica tkanek. Kolejnym niebezpieczeństwem są bardzo rozległe stany oparzeniowe, na przykład po fatalnie przeprowadzonych zabiegach laserowych w niesprawdzonych salonach. Często widzę też różnego rodzaju zakażenia, reakcje alergiczne, obrzęki, asymetrie, przebarwienia, blizny. W skrajnych przypadkach może dojść nawet do rozprzestrzeniania się infekcji na całe ciało i sepsy – tłumaczy dr Skibicka.

Kluczem do bezpieczeństwa jest wybieranie sprawdzonych miejsc i specjalistów oraz to, aby pacjent w okresie rekonwalescencji miał zapewniony kontakt ze swoim lekarzem. W mojej pamięci mocno zapisały się dwa przypadki pacjentek, które szukały u mnie ratunku po operacjach za granicą – jedna w Czechach, druga w Turcji. Pierwsza pacjentka, po masywnej liposukcji, trafiła do mnie z ostrym zapaleniem obu kończyn dolnych. Miała potężny obrzęk, wyciek płynu z ran i CRP na poziomie 300. Spędziła na oddziale ponad trzy tygodnie, zanim opanowaliśmy sytuację – relacjonuje chirurg plastyczny.

– Druga pacjentka wróciła do kraju z rozległym rozejściem się rany brzucha po plastyce powłok brzusznych. Takie rzeczy mogą się zdarzyć w chirurgii. Ale problem pojawia się, gdy kontakt z operatorem jest odcięty. Lekarz nie może zbadać pacjentki, zmienić opatrunku ani wypisać recepty na odpowiedni antybiotyk. Wtedy standardowe, dające się łatwo wyleczyć powikłanie zamienia się w stan bezpośredniego zagrożenia życia – wyjaśnia dr Petriczko.

Eksperci zgodnie podsumowują, że medycyna estetyczna i chirurgia plastyczna dają obecnie spektakularne możliwości, ale zawsze niosą ze sobą ryzyko. Kluczem do sukcesu i zachowania zdrowia jest wybór wykwalifikowanego lekarza, realne oczekiwania i świadomość, że powrót do formy to długi, wymagający proces. Zanim zdecydujemy się na zmianę w swoim wyglądzie, zadajmy sobie pytanie: czy na pewno naprawiamy ciało, czy może potrzebujemy uleczyć duszę?

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie