Tak piją "białe kołnierzyki". "Przemycają małpki w teczkach"
- Przelewają trunki do innych butelek, przemycają małpki w teczkach, piją w toaletach, w biurku trzymają perfumy, by zamaskować nieprzyjemny zapach i podkreślają, że problemu nie mają. O tym, jak piją "białe kołnierzyki", rozmawiamy z Przemysławem Łatkowskim, prezesem zarządu fundacji Trzeźwość24, edukatorem, który od blisko 13 lat żyje w abstynencji.
Anna Klimczyk, WP abcZdrowie: Dwie pielęgniarki z oddziału kardiologii jednego z łódzkich szpitali zostały zatrzymane przez policję po tym, jak pełniły dyżur, mając w organizmie ponad 2 promile alkoholu. Sprawa wywołała ogromne poruszenie. Najgłośniejszym echem odbiły się wypowiedzi potępiające zachowanie pielęgniarek i podkreślające, że osoby wykonujące zawód zaufania publicznego nigdy nie powinny pozwolić sobie na taki czyn. A jednak sobie pozwalają. Co je do tego skłania?
Mateusz Pawłowski zrezygnował z alkoholu. Mówi dlaczego
Przemysław Łatkowski, prezes zarządu fundacji Trzeźwość24, edukator, profesjonalny mówca publiczny i społecznik, od blisko 13 lat żyje w abstynencji: Ta sprawa wzbudziła takie kontrowersje, bo pielęgniarka to zawód dużego zaufania. Osoby go wykonujące powinny być empatyczne i odpowiedzialne, bo powierzamy im swoje zdrowie i życie. A osoba po spożyciu substancji zmieniających świadomość, takich jak alkohol, nie jest w stanie wykonywać swoich zadań, zagraża sobie i pacjentom. Ten przypadek tak wybrzmiał właśnie z powodu zawodu, który te panie wybrały. Co je mogło do tego skłonić? Stres, zmęczenie, brak wyobraźni - powodów może być kilka. Jednak żaden z nich takiego zachowania nie tłumaczy.
Alkoholik stereotypowo kojarzy nam się z osobą w kryzysie bezdomności, która pije od samego rana i wywodzi się z toksycznego środowiska. Jednak piją także "białe kołnierzyki", bo alkoholizm jest chorobą bardzo demokratyczną. Nie ma grupy społecznej, w której nie znalazłyby się osoby uzależnione.
Te "białe kołnierzyki" to najczęściej alkoholicy wysokofunkcjonujący, którzy żyją w iluzji i zaprzeczeniu, że przecież nie mają problemu, bo nie siedzą pod sklepem, tylko piją luksusowy alkohol w biurze na 10. piętrze. Są zawody, gdzie pije się bardzo dużo. Głównym katalizatorem jest stres i chęć jego rozładowania. Badania pokazują, że często problem z alkoholem mają strażacy, policjanci, żołnierze zawodowi, lekarze, ratownicy medyczni. Zresztą często ten problem jest przedstawiany np. w filmach. Przykłady to "Drogówka" Wojciecha Smarzowskiego czy "Zabawa, zabawa" Kingi Dębskiej. To tabu coraz bardziej jest obnażane.
Mam wrażenie, że alkoholikowi wysokofunkcjonującemu jeszcze trudniej wejść na drogę trzeźwienia, bo z pozoru prowadzi normalne życie i wszystko kontroluje. Wszystko oprócz swojego nałogu. Jak tę kontrolę stara się utrzymać?
Lekarze, policjanci czy prezesi firm nie piją "jaboli", tylko drogie trunki i nie robią tego przed sklepem, ale w domu, w firmie albo w barze. Jednak alkohol za 10 czy 1000 zł to jest ta sama śmiercionośna substancja. Ona zmienia naszą świadomość i rujnuje życie. Takie osoby często nie widzą swojego problemu, bo przecież pracują, mają rodzinę, odnoszą sukcesy, a alkohol jest tylko dodatkiem. Nie jest. Tym alkoholem regulują i zapijają emocje. Zdarza się, że swój alkoholizm doskonale tuszują. Przelewają trunki do innych butelek, przemycają małpki w teczkach, piją w toaletach, w biurku trzymają perfumy, by zamaskować nieprzyjemny zapach i podkreślają, że problemu nie mają. A tak naprawdę już rano pojawia się u nich pierwsza myśl, żeby napić się alkoholu. Potem tylko czekają na tę bezpieczną przestrzeń, np. w pracy, gdzie w miarę komfortowo będą mogli ten trunek spożyć.
Często pewnie tłumaczą, że lampka wina czy drink w pracy to np. sposób na świętowanie sukcesu.
Ależ oczywiście. Przecież ten alkohol także oficjalnie pojawia się w pracy np. w sytuacji podpisania jakiegoś kontraktu, świętowania sukcesu czy urodzin. Taka sytuacja jest doskonałym alibi dla wysokofunkcjonującego alkoholika. Zresztą też w naszym społeczeństwie świętowanie często kojarzy się z alkoholem i to już od najmłodszych lat. Wtedy taką wersją demo dla dzieci jest np. piwo czy szampan zero. A to już jest programowanie na picie od samego dzieciństwa, a potem piją nastolatkowie i młodzi dorośli. Chociaż trzeba przyznać, że pokolenie Z pije mniej niż milenialsi, ale częściej sięga po inne używki.
Czy fakt, że zetki piją mniej, to pokłosie akcji, w których promuje się trzeźwość i walkę z alkotubkami czy z małpkami?
I tak, i nie. Mam wrażenie, że młodzież dalej reguluje emocje tylko po prostu inną używką. Jednak podkreślam, że takie akcje są ważne, bo zwiększają świadomość społeczną, a uważam, że każda rozmowa i debata publiczna na ten temat jest w stanie coś zmienić. Dużo też zmieniło to, że WHO zakwalifikowało alkohol jako substancję rakotwórczą. Jej szkodliwość dla naszego organizmu jest ogromna i nie ma bezpiecznej dawki alkoholu. Jednak dużo czasu musi w Polsce upłynąć, by kultura picia się zmieniła, bo w naszym społeczeństwie alkohol jest bardzo silnie zakorzeniony.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.