Temperatury rosną, a czujność spada. "Do wystąpienia hipotermii wcale nie są potrzebne mrozy"
Choć w części kraju nadeszła odwilż, hipotermia nadal jest dużym zagrożeniem. - Podczas silnych mrozów kontrola społeczna jest większa, ludzie nie przechodzą obojętnie. To właśnie okresy przejściowe są najtrudniejsze - mówi prof. Rafał Drwiła.
Ciche zjawisko w miastach
Zjawisko hipotermii dotyczy nie tylko miłośników górskich wspinaczek. Chłód w miastach odczuwany jest równie dotkliwie, a dla osób pozbawionych odpowiedniego schronienia lub zmuszonych do długiego przebywania na zewnątrz jest szczególnie groźny.
Hipotermia miejska to ciche zjawisko, które każdego roku zbiera żniwo. Jak wynika z policyjnych statystyk, tylko w styczniu (stan na 26 stycznia 2026) z powodu wychłodzenia organizmu zmarło już 23 osoby.
- Lekka hipotermia przygodna nie stanowi dużego problemu, natomiast hipotermia głęboka jest już stanem bezpośredniego zagrożenia życia. Każdy spadek temperatury centralnej ciała poniżej 33-32 stopni Celsjusza oznacza bezpośrednie zagrożenie życia człowieka - wyjaśnia w rozmowie z WP abcZdrowie prof. Rafał Drwiła, ordynator Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. św. Jana Pawła II.
Kilka dni temu Polską wstrząsnęła wiadomość o śmierci starszej pary, którą znaleziono w nieogrzewanym domu na Ursynowie. Najprawdopodobniej obydwoje zamarzli we śnie. Z kolei w miniony piątek (23 stycznia 2026) w Rudołowicach 36-letni mężczyzna został znaleziony nieprzytomny na śniegu na terenie swojej posesji. Zmarł z powodu wychłodzenia organizmu.
- Nie powinniśmy mówić, że dana osoba zamarzła, ponieważ do wystąpienia hipotermii wcale nie są potrzebne silne mrozy. Człowiek jest istotą stałocieplną i utrzymuje temperaturę ciała na poziomie około 36,5 stopni Celsjusza. Jeżeli nie jesteśmy odpowiednio zabezpieczeni, nawet przy dodatniej temperaturze, na przykład przy 10 stopniach Celsjusza, może dojść do hipotermii. Oczywiście niskie temperatury znacznie przyspieszają ten proces - uściśla ekspert.
Jak wygląda praca pilotów ratujących himalaistów? Zobaczcie "Ocalić życie na Evereście"
Hipotermia nie tylko w czasie mrozu
Jak podkreśla prof. Drwiła, do hipotermii może dojść także w warunkach, których wiele osób nie łączy z wychłodzeniem organizmu. Jakie objawy powinny zwrócić uwagę zarówno u innych, jak i nas samych?
- Organizm potrafi początkowo bronić się przed hipotermią, produkując ciepło. Pojawiają się wtedy dreszcze oraz silne uczucie zimna, które zmusza nas do aktywności fizycznej i pracy mięśni. W kolejnym etapie występuje apatia, a czasem także agresja. Bywa to porównywane do stanu lekkiego upojenia alkoholowego. Dlatego rozpoznanie hipotermii stawia się dopiero po dokonaniu obiektywnego pomiaru temperatury centralnej - tłumaczy prof. Drwiła.
Utrata ciepła zależy nie tylko od temperatury otoczenia, ale również od wiatru, wilgoci, stanu odzieży, wyczerpania organizmu czy spożycia alkoholu. W takich warunkach mechanizmy termoregulacyjne szybko zawodzą, a proces wychładzania może przebiegać niepostrzeżenie.
- Im bardziej sroga jest zima, tym bardziej się zabezpieczamy. Najgroźniejszy okres następuje wtedy, gdy ustępują silne mrozy, spada czujność służb miejskich kontrolujących różne miejsca i wówczas obserwujemy wzrost liczby pacjentów z głęboką hipotermią. Podczas silnych mrozów kontrola społeczna jest większa, ludzie nie przechodzą obojętnie. To właśnie okresy przejściowe są najtrudniejsze - dodaje prof. Drwiła.
Widząc więc osobę, u której podejrzewamy wychłodzenie organizmu, nie przechodźmy obojętnie. Oprócz wezwania pomocy warto też samodzielnie podjąć działania.
- Podstawą postępowania jest umieszczenie takiej osoby w środowisku o wyższej temperaturze. Niestety, najczęściej dotyczy to osób, które na przykład w stanie upojenia alkoholowego zasnęły na ławce w niesprzyjających warunkach, lub ludzi po epizodach innych chorób, takich jak udar z utratą przytomności. Kluczowe jest przerwanie tego błędnego koła - taką osobę należy jak najszybciej umieścić w pomieszczeniu lub samochodzie i wezwać pomoc. Pacjent z głęboką hipotermią nie jest w stanie poradzić sobie bez specjalistycznej pomocy - zauważa ekspert
Społeczny wymiar problemu
Hipotermia w środowisku miejskim bardzo często pozostaje niewidoczna aż do momentu tragedii. Osoby najbardziej zagrożone często pozostają bez pomocy przez długi czas.
- Zjawisko hipotermii miejskiej, które według mnie można również określić mianem hipotermii społecznej, to problem wielowątkowy. Znajdowanie osób starszych w nieogrzewanych domach, mieszkaniach czy altankach stanowi ogromną porażkę systemu pomocy społecznej. Osoby te często są bezradne, a ich sytuację można zabezpieczyć wyłącznie poprzez kontrolę społeczną. Dlatego tak ważne jest uwrażliwienie przechodniów oraz służb miejskich na fakt, że takie sytuacje się zdarzają. Jeżeli przejdziemy obojętnie i nie zareagujemy, to potem będzie już po prostu za późno - apeluje prof. Drwiła.
U pacjentów w stanie hipotermii dochodzi do poważnych zaburzeń pracy układu krążenia, oddechu oraz ośrodkowego układu nerwowego. Serce staje się szczególnie podatne na groźne arytmie, a mechanizmy kompensacyjne organizmu przestają być skuteczne.
Ekspert wyjaśnia także, jak przebiega pomoc pacjentom z głębokim wychłodzeniem organizmu:
- Pomoc w hipotermii jest wieloetapowa, ponieważ pierwszym kontaktem są pogotowia ratunkowe. Od kilkunastu lat w ramach Centrum Leczenia Hipotermii prowadzimy bardzo szeroką akcję uświadamiania kolegom z ratownictwa, jak groźne jest to zjawisko i wbrew pozorom wcale nie takie rzadkie. To właśnie koledzy z ratownictwa są tym pierwszym ogromnie ważnym ogniwem w łańcuchu przeżycia - podkreśla lekarz.
- Jeżeli temperatura centralna pacjenta jest nieznacznie lub umiarkowanie obniżona, wtedy izba przyjęć każdego szpitala czy też szpitalny oddział ratunkowy są w stanie sobie z taką sytuacją poradzić. Jeśli jednak temperatura spada poniżej 28 stopni Celsjusza, dochodzi do poważnego zaburzenia homeostazy. Wówczas służby ratunkowe kontaktują się z ośrodkami dysponującymi metodami pozaustrojowego ogrzewania krwi. Często dla tych pacjentów jest to jedyna deska ratunku - dodaje prof. Drwiła.
- Oprócz tych spektakularnych przypadków, to codzienna praca i codzienne przypadki nie pozwalają zapomnieć o tym, że jest to grupa ludzi, których dzięki współczesnej medycynie jesteśmy w stanie uratować - dodaje.
Dbajmy o siebie i innych
Prof. Drwiła apeluje także o ostrożność podczas zimowych zabaw na świeżym powietrzu.
- Silny mróz wiąże się również z zagrożeniami związanymi z wchodzeniem na cienki lód. Bardzo na to uczulam, ponieważ w wodzie o takiej temperaturze, jaka panuje obecnie, hipotermia może rozwinąć się w ciągu zaledwie kilku minut. Przestrzegam więc przed nierozważnymi zachowaniami - zwraca uwagę.
- Z mojej praktyki wynika, że przypadki hipotermii wśród turystów zdarzają się rzadziej. Przez pewien czas, wraz z popularnością morsowania w górach, było ich nieco więcej, jednak po nagłośnieniu problemu sytuacja uległa poprawie. Natomiast typowe przypadki głębokiego wychłodzenia, związane ze złymi warunkami ekonomicznymi, problemami socjalnymi i zaniedbaniami, wciąż stanowią bardzo poważny problem - dodaje.
Hipotermia miejska pokazuje, że zagrożenia zdrowotne nie zawsze wynikają z ekstremalnych warunków. Nawet w pozornie bezpiecznej przestrzeni miejskiej długotrwałe narażenie na chłód może prowadzić do poważnych konsekwencji, jeśli zostanie zignorowane.
- Chciałbym przede wszystkim zaapelować do wszystkich, żebyśmy nie byli obojętni. Pamiętajmy, że każdy może się znaleźć w kryzysowej sytuacji. Tak naprawdę to kontrola społeczna powoduje, że wyniki postępowania w stanach zagrożenia życia są decydujące - podsumowuje prof. Drwiła.
Źródła: Policja
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.