"To jak żywy lek". Nowotwór u Sama Neilla przeszedł w remisję

Terapia CAR-T coraz śmielej wkracza do onkologii. Po tym, jak aktor Sam Neill ogłosił remisję nowotworu po udziale w badaniu klinicznym, naukowcy podkreślają: to nie cud, lecz efekt lat badań nad układem odpornościowym.

Sam Neill Sam Neill zmagał się z rakiem
Źródło zdjęć: © Getty Images | 2025 Getty Images
Marta Słupska

"To dodanie GPS-u limfocytom T"

Terapia CAR-T, czyli leczenie z wykorzystaniem zmodyfikowanych limfocytów T, jest dziś jedną z najbardziej obiecujących metod walki z nowotworami. O metodzie zrobiło się głośno po tym, jak Sam Neill, aktor znany m.in. z filmu "Jurassic Park", poinformował, że jego nowotwór w trzecim stadium (chłoniak) jest w remisji. Leczenie otrzymał w ramach badania klinicznego w Sydney.

Sam Neill nie mówił o cudzie. Jak podkreślił, był to przykład "nauki w najlepszym wydaniu". Podobnie oceniają to badacze, którzy od lat rozwijają immunoterapie nowotworów.

- Przełom – tak prof. Misty Jenkins, immunolożka z Walter and Eliza Hall Institute of Medical Research, opisuje terapię CAR-T.

Metoda polega na wykorzystaniu własnych komórek odpornościowych pacjenta. Z krwi pobiera się limfocyty T, następnie w laboratorium modyfikuje się je genetycznie tak, by potrafiły rozpoznawać komórki nowotworowe. Po namnożeniu trafiają z powrotem do organizmu, gdzie mają odnajdywać i niszczyć cel.

Prof. Jenkins porównuje ten proces do wyposażenia limfocytów w system nawigacji.

- To dodanie GPS-u limfocytom T – tłumaczy.

Leczenie lepsze od chemioterapii?

Limfocyty T są jedną z najważniejszych broni układu odpornościowego. Potrafią rozpoznawać chore lub obce komórki i je niszczyć. Problem w tym, że komórki nowotworowe często umieją się przed nimi ukrywać. CAR-T ma tę przewagę, że uczy komórki odpornościowe, czego dokładnie mają szukać.

W porównaniu z klasyczną chemioterapią leczenie może być bardziej precyzyjne. Terapia jest projektowana tak, by celować w konkretne białka obecne na komórkach nowotworowych. Zwykle wymaga jednego podania, choć pacjent przez kilka tygodni pozostaje pod ścisłą kontrolą lekarzy.

Nie oznacza to jednak, że tradycyjne metody leczenia odchodzą do przeszłości. Chemioterapia nadal pozostaje podstawą terapii wielu nowotworów. Jest tańsza, szerzej dostępna, można ją szybko wdrożyć, a lekarze dobrze znają jej działania niepożądane.

CAR-T ma jednak cechę, która szczególnie ekscytuje naukowców. W najlepszych przypadkach zmodyfikowane komórki pozostają w organizmie i mogą chronić pacjenta przed nawrotem choroby.

– To jak żywy lek – mówi dr Criselle D’Souza z Peter MacCallum Cancer Centre. – Teoretycznie może pozostać w organizmie pacjenta na zawsze, jeśli wytworzy się pamięć immunologiczna.

Gdzie sprawdza się terapia?

Największe sukcesy CAR-T osiąga obecnie w leczeniu nowotworów krwi. To właśnie w tej grupie chorób zatwierdzono dotychczas dostępne terapie. Znacznie trudniejszym przeciwnikiem są guzy lite, np. nowotwory piersi, mózgu, prostaty czy przewodu pokarmowego.

- Leczenie wielu nowotworów krwi za pomocą CAR-T przypomina strzelanie do ryb w beczce w porównaniu z guzami litymi, w których komórki muszą zdobyć potężną twierdzę – mówi dr hab. Maté Biro z Garvan Institute of Medical Research.

W przypadku nowotworów krwi zmodyfikowane komórki łatwiej odnajdują cel, bo komórki rakowe krążą w krwiobiegu. Guz lity jest natomiast trudniejszy do sforsowania. Limfocyty muszą dostać się do jego wnętrza, przetrwać w nieprzyjaznym mikrośrodowisku i nie dać się "wyciszyć" przez nowotwór.

Dlatego naukowcy pracują nad kolejnymi generacjami terapii. Chodzi nie tylko o bardziej precyzyjne namierzanie komórek raka, lecz także o dodatkowe wzmocnienie limfocytów. Badacze chcą, by zmodyfikowane komórki mogły np. wydzielać leki lub przeciwciała bezpośrednio w obrębie guza.

Eksperci zwracają też uwagę na terapie przyszłości, w których komórki CAR-T mogłyby powstawać bezpośrednio w organizmie pacjenta. Zamiast pobierać limfocyty i modyfikować je w laboratorium, chory otrzymywałby zastrzyk uruchamiający ten proces w ciele. Taki kierunek mógłby znacząco obniżyć koszty leczenia.

A te dziś pozostają jedną z największych barier. Niektóre terapie kosztują setki tysięcy dolarów australijskich na pacjenta. Dostępność leczenia zależy więc nie tylko od postępu nauki, ale też od decyzji systemowych, finansowania i możliwości produkcji terapii na miejscu.

Źródło: theguardian.com

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie