Zmarła przez zakrzep w mózgu. Ustalono, co go wywołało
Áine Rose Hurst myślała, że ma kaca, gdy zaczął ją męczyć silny ból głowy. Mimo łykania tabletek przeciwbólowych dolegliwości nie mijały. Gdy mama dziewczyny wezwała karetkę, było już za późno, by jej pomóc.
Ustabilizowała ciśnienie i wróciła do antykoncepcji
Áine Rose Hurst miała 19 lat i mieszkała w Bolton w Anglii. Od czterech lat przyjmowała tabletki antykoncepcyjne, bo zmagała się z bardzo obfitymi miesiączkami. Zwyczajna recepta, rutynowa decyzja, nic, co zapowiadałoby dramat. Do czasu, gdy u nastolatki wykryto nadciśnienie.
Wtedy, jak relacjonuje jej mama Kerry Hurst, Áine zrobiła przerwę w stosowaniu preparatu. Później jednak, kiedy wartości ciśnienia się ustabilizowały, lekarz zdecydował o powrocie do tej samej antykoncepcji: tabletek złożonych, zawierających estrogen i progestagen.
Bliscy mieli wątpliwości. Matka nastolatki podkreśla, że w domu rozmawiano o obawach związanych z ponownym włączeniem leków.
- Martwiliśmy się i mówiliśmy o tym, ale ona po prostu powiedziała: "No cóż, tak zalecił lekarz" – opowiada mama nastolatki. W tej krótkiej odpowiedzi mieści się coś, co zna wielu pacjentów: zaufanie do autorytetu i przekonanie, że skoro lek jest powszechnie stosowany, to musi być bezpieczny.
Straszny ból głowy
Trzy miesiące później Áine nocowała u przyjaciółki, ale w pewnym momencie zaczęła się źle czuć Zadzwoniła do mamy i powiedziała, że wraca do domu, bo chyba "ma kaca".
Jednak "kac" nie mijał. Przez kolejne dni ból głowy utrzymywał się i narastał. Kerry Hurst robiła to, co robi się w takich sytuacjach: przypominała o piciu wody, proponowała odpoczynek, zachęcała do przyjmowania leków przeciwbólowych.
- Zachęcałam ją, żeby piła dużo wody i innych płynów i regularnie brała środki przeciwbólowe – wspomina. Jednak stan Áine nie poprawiał się, a wręcz przeciwnie. Wczesnym rankiem nastolatka przyszła do sypialni mamy "płacząc i mówiąc, że strasznie boli ją głowa, że jest coraz gorzej".
Zakrzep krwi w mózgu
Rodzina próbowała działać według procedur. Skontaktowali się z lekarzem, który polecił, by umówić wizytę online. Kiedy objawy zaczęły się gwałtownie nasilać, mama zadzwoniła na numer alarmowy. Dyspozytor poprosił, by zadawała córce pytania i sprawdzała kontakt.
- Na początku odpowiadała – opowiada Hurst. – Ale potem po prostu przestała odpowiadać, a jej głowa zaczęła odchylać się do tyłu.
Chwilę później doszło do kolejnego, dramatycznego objawu.
- Zaczęła mieć pianę na ustach. I w tym momencie powiedzieli mi, że karetka jest w drodze – mówi matka.
Ratownicy zaintubowali Áine w domu i przewieźli ją do szpitala. Badanie tomografii komputerowej wykazało zakrzep krwi w mózgu. Był na tyle rozległy, że, jak przekazano rodzinie, nie było możliwości skutecznego leczenia. Matka usłyszała też, że nawet gdyby córka przeżyła, konsekwencje neurologiczne mogłyby być nieodwracalne.
- Powiedziano nam, że jeśli przeżyje, prawdopodobnie nie będzie już tą samą osobą – relacjonuje.
Lekarze oceniali funkcje mózgu, a gdy nie było reakcji, podjęto decyzję o odłączeniu aparatury podtrzymującej życie. Dziewczyna zmarła w ciągu kilku minut.
1-5 osób na 10 tys. rocznie
Sprawa Áine odbiła się szerokim echem, bo dotyczy ryzyka, o którym w teorii mówi się od lat, ale w praktyce wiele osób je bagatelizuje. Zakrzepy są wymieniane wśród możliwych działań niepożądanych niektórych hormonalnych środków antykoncepcyjnych. W przypadku tabletek z estrogenem ryzyko wzrasta, choć nadal pozostaje rzadkie. Według danych przytaczanych przez Cleveland Clinic, mowa o skali rzędu 1-5 osób na 10 tys. rocznie.
W dochodzeniu po śmierci nastolatki wskazano, że tabletki antykoncepcyjne najprawdopodobniej były przyczyną zakrzepu. Wnioski z postępowania podkreślają, że jest to "rozpoznane, ale rzadkie działanie niepożądane". Dla bliskich nie jest to jednak statystyka, tylko realna strata. Ciotka Áine, Dawn Kidd, zwróciła uwagę na problem komunikacji ryzyka: do preparatu dołączono "102-stronicową ulotkę, której nikt nie czyta", a informacja o zakrzepach znajduje się gdzieś wśród gąszczu drobnego druku.
Rodzina nie prowadzi kampanii przeciwko antykoncepcji. Ich przekaz jest prostszy: więcej świadomości, lepsza rozmowa lekarza z pacjentką, jasne sygnały alarmowe.
- Chcemy po prostu większej świadomości możliwych skutków ubocznych oraz tego, co młode kobiety przyjmują i co wprowadzają do swojego organizmu – mówi Kerry Hurst.
Źródło:
- People,
- health.clevelandclinic.org,
- nhs.uk.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.