43 lata od śmierci Louisa de Funèsa. Problemy z sercem zakończyły karierę ikony
27 stycznia 2026 roku mija 43. rocznica śmierci Louisa de Funèsa, aktora, który dla milionów widzów na całym świecie pozostaje symbolem francuskiej komedii. Choć na ekranie kipiał energią i rozśmieszał do łez, jego życie od lat naznaczone było poważnymi problemami zdrowotnymi. To serce, wielokrotnie wystawiane na próbę, ostatecznie zadecydowało o jego odejściu.
Serce, które kazało mu zwolnić
Louis de Funès zmarł w wieku 68 lat po zawale serca. Nie był to jednak pierwszy taki epizod. Aktor zmagał się z chorobą serca już od połowy lat 70. Kolejne incydenty kardiologiczne sprawiły, że musiał stopniowo ograniczać tempo pracy, choć jeszcze długo pozostawał aktywny zawodowo. Ostatni zawał dopadł go w domu nad Loarą, skąd trafił do szpitala w Nantes. Pomimo pomocy lekarzy nie udało się go uratować.
Niemy zawał serca
Problemy zdrowotne de Funèsa kontrastowały z jego scenicznym wizerunkiem. Niski, szczupły, o charakterystycznej twarzy i ekspresyjnej mimice, wcielał się w role nerwowych, impulsywnych "typowych Francuzów". Ten styl gry przyniósł mu ogromną popularność, ale był też niezwykle wyczerpujący fizycznie.
Louis de Funès zagrał w ponad stu komediach. Sukces miał jednak swoją cenę. Intensywna praca, stres i presja popularności zbiegły się z narastającymi problemami kardiologicznymi. Po kolejnych zawałach lekarze zalecali mu zwolnienie tempa, a ostatnie filmy realizował już z większą ostrożnością.
W 43. rocznicę śmierci Louisa de Funèsa jego dorobek wciąż pozostaje żywy, przypomina także o drugiej stronie jego życia. Kłopoty kardiologiczne nie pojawiły się nagle. Po pierwszym incydencie pacjent trafia do grupy wysokiego ryzyka kolejnych powikłań i musi funkcjonować w rytmie narzuconym przez chorobę - ostrożniej, z większą kontrolą objawów i z koniecznością ograniczania obciążenia organizmu.
Po jednym zawale ryzyko nie znika
Zawał serca to nie jednorazowe "zdarzenie", tylko sygnał, że w układzie krążenia doszło do krytycznego problemu, najczęściej związanego z niedokrwieniem mięśnia sercowego. Po takim epizodzie rośnie prawdopodobieństwo kolejnych incydentów, zwłaszcza jeśli choroba podstawowa postępuje lub jeśli pojawiają się czynniki obciążające: stres, przemęczenie, brak regeneracji, infekcje, wahania ciśnienia, zaburzenia rytmu serca.
Intensywne tempo życia to dla organizmu obciążenie, które pobudza układ współczulny, przyspiesza tętno i podnosi zapotrzebowanie na tlen. U osób z chorobą serca takie "zrywy" mogą być trudniejsze do zniesienia niż spokojna praca.
Pacjenci z chorobą wieńcową lub po zawale często mają okresy ostrzegawcze, które nie zawsze są spektakularne - nawracający dyskomfort w klatce piersiowej, spadek tolerancji wysiłku, duszność, szybkie męczenie się, kołatania serca, gorszy sen. Problem w tym, że takie sygnały bywają tłumaczone wiekiem, zmęczeniem czy stresem, zwłaszcza u osób aktywnych zawodowo.
Kolejne zawały sprawiają, że serce stopniowo traci rezerwę. Każdy epizod niedokrwienia może osłabiać mięsień sercowy i zwiększać ryzyko zaburzeń rytmu czy niewydolności serca. Dlatego tak duży nacisk kładzie się na to, co dzieje się po pierwszym zawale. Konieczne jest stałe monitorowanie objawów, kontrola czynników ryzyka i unikanie przeciążeń.
Źródła: UPI, NIH
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.