Anita niedawno ważyła 300 kg. "Motywacją do chudnięcia są moje marzenia"

Anita Wasilewska ze Słupska przez prawie trzy lata nie wstawała z łóżka. W tym czasie jej waga wzrosła do 300 kg. – Wpadłam w depresję, zaczęłam jeść, co popadnie. Mówiłam sobie: i tak już z tego nie wyjdę, umrę w tym łóżku – opowiada w rozmowie z WP abcZdrowie. Od tego czasu schudła ok. 100 kg i dalej walczy o powrót do zdrowia.

Anita WasilewskaAnita Wasilewska
Źródło zdjęć: © Archiwum prywatne
Marta Słupska

"Czekałam na śmierć"

Dwa zdjęcia siebie, które 32-letnia Anita Wasilewska ze Słupska opublikowała w maju na jednej z facebookowych grup, wyglądają jak fotografie dwóch różnych osób. Jedno pochodzi sprzed dwóch lat, kiedy jej waga sięgnęła 300 kg. Drugie, zrobione w maju tego roku, pokazuje ją lżejszą o ponad 100 kg.

"300 kg vs 199 kg" – napisała Anita. – "To jeszcze nie koniec mojej walki, ale dziś pierwszy raz od dawna naprawdę jestem z siebie dumna".

Anita zdecydowanie ma powody do dumy. Jeszcze w 2024 roku, z powodu tuszy i problemów z nogą, nie wstawała z łóżka. Dziś może chodzić i marzy o pełnym powrocie do sprawności. Wciąż mierzy się jednak z wieloma problemami.

– Poruszam się tylko po mieszkaniu. Na zewnątrz nie wychodzę, bo co zrobię kilka kroków, to się tak męczę, że muszę usiąść – mówi w rozmowie z WP abcZdrowie.

Anita Wasilewska
Anita Wasilewska © Archiwum prywatne

chorobą otyłościową zmaga się od podstawówki. Do dziś pamięta wyzwiska dzieci i to, jak bardzo wstydziła się ćwiczyć na WF-ie.

W wieku 17 lat urodziła córkę Nikolę. W ciąży przytyła 30 kg.

– Moja waga skoczyła wtedy do 120 kg. Przez lata próbowałam schudnąć: stosowałam różne diety, ćwiczyłam, zgłosiłam się nawet na operację bariatryczną. Za pierwszym razem pech chciał, że w szpitalu była awaria. Za drugim dostałam miesiączkę i przesunięto mi termin. W efekcie przytyłam w sumie do 160 kg. Wtedy założono mi balon żołądkowy. Mimo to przytyłam kolejne 10 kg. Lekarz powiedział, że do operacji bariatrycznej muszę schudnąć – opowiada.

Nie udało się. W 2020 roku Anita zachorowała na różę pęcherzową – ciężką, nawracającą odmianę bakteryjnego zapalenia skóry i tkanki podskórnej. Jej nogi, szczególnie prawa, ze względu na zwiększający się obrzęk limfatyczny, coraz bardziej puchły.

– Nie mogłam wstać, byłam uwięziona we własnym łóżku – opowiada. – Poruszałam się jedynie od pasa w górę. Wtedy się załamałam. Wpadłam w depresję, zaczęłam jeść, co popadnie. Mówiłam sobie: "I tak już z tego nie wyjdę, umrę w tym łóżku". Czekałam na śmierć.

Tak spędziła w sumie blisko trzy lata. W tym czasie jej waga wzrosła do 300 kg.

– Wtedy przestałam w ogóle zwracać uwagę na to, co jem – mówi. – To był straszny czas: całymi dniami tylko patrzyłam w telewizor, trochę czytałam i co chwilę coś podjadałam. Nie mogłam wstać, więc miałam cewnik i załatwiałam się w pieluchę.

  • Anita Wasilewska, gdy ważyła 300 kg
  • Anita Wasilewska, gdy ważyła 300 kg
  • Anita Wasilewska, gdy ważyła 300 kg
  • Anita Wasilewska, gdy ważyła 300 kg
[1/4] Anita Wasilewska, gdy ważyła 300 kg Źródło zdjęć: Archiwum prywatne |

Waga w dół

Pomogła jej m.in. pani Radosława, opiekunka z MOPR (miejski ośrodek pomocy rodzinie), dzięki której, jak sama przyznaje, wzięła się w garść. Pierwszym krokiem było poszukanie pomocy. Drugim – założony w szpitalu w Krakowie balon żołądkowy, który zmniejsza objętość żołądka, zapewnia uczucie sytości i ułatwia zmianę nawyków żywieniowych. Do tego zastrzyki Mounjaro, które ułatwiły redukcję masy ciała. Anita trafiła też do gdańskiego Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego, gdzie przez cztery miesiące pozostawała pod opieką dietetyczki i fizjoterapeuty. W sumie schudła ponad 100 kg.

W międzyczasie balonik z żołądka trzeba było usunąć, ale pojawiła się kolejna szansa: operacja bariatryczna. Wykonuje się ją u osób z zaawansowaną otyłością, a jej celem jest trwałe zmniejszenie masy ciała.

– W Gdańsku miałam mieć operację bariatryczną, ale lekarze nie zdecydowali się na nią, bo uznali, że nie jestem odpowiednio nastawiona psychicznie i podjadam, choć mi zabroniono. Wypisali mnie. To było w październiku zeszłego roku. Od tego czasu jestem w domu i nikt się mną nie interesuje – mówi Anita.

Czuję, że zawaliłam, mogłam być już dawno po operacji, a tak dalej tyję – dodaje. – Moim największym problemem jest podjadanie. Staram się jeść zdrowo, ale wciąż sięgam po słodycze między posiłkami. Planuję skontaktować się z dietetykiem, może pomoże mi to przezwyciężyć – mówi.

Kwestię utraty możliwości wykonania operacji komentuje prof. dr hab. Mariusz Wyleżoł, kierownik Warszawskiego Centrum Kompleksowego Leczenia Otyłości i Chirurgii Bariatrycznej w Szpitalu Czerniakowskim w Warszawie, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości.

– Uważam, że nieuprawnione jest dyskwalifikowanie chorego od operacji bariatrycznej, powołując się na to, że nie współpracuje pod względem żywieniowym, ponieważ tak naprawdę to ta choroba napędza chorego do takich zachowań. Jeżeli nie udaje się uzyskać redukcji masy ciała, pomimo wdrożonego optymalnego postępowania terapeutycznego, to nie można tego traktować jako przejaw słabości chorego, niedostosowania się, a jako tak złośliwą postać choroby, że tylko i wyłącznie interwencja chirurgiczna daje szansę na to, żeby doprowadzić do poprawy stanu zdrowia i uratowania życia – mówi ekspert.

– O chorych na otyłość mówi się czasem, że podjadają. To nie jest podjadanie, to jest fizjologia – w naszym mózgu znajdują się struktury, które regulują fizjologiczne zachowania i są silniejsze od naszej kory mózgowej. Ona czy on nie dlatego podjadają, bo mają słabą wolę, tylko dlatego, że chorują na otyłość, czyli zaburzone mechanizmy równowagi energetycznej organizmu – wyjaśnia.

  • Anita Wasilewska po schudnięciu do ok. 200 kg
  • Anita Wasilewska po schudnięciu do ok. 200 kg
  • Anita Wasilewska po schudnięciu do ok. 200 kg
[1/3] Anita Wasilewska po schudnięciu do ok. 200 kg Źródło zdjęć: Archiwum prywatne |

Zmiana nawyków

Anita nadal stara się o operację bariatryczną. Coraz bardziej boi się, że się nie uda.

Jeszcze parę miesięcy temu ważyłam 183 kg. Teraz ważę około 210 kg. Nie wiem dokładnie, bo nie mam wagi, która by mnie udźwignęła. Oceniam się na oko. Boję się, że lekarze znów odmówią mi przez to operacji – mówi.

Mimo trudnej sytuacji nie poddaje się. Odkąd odzyskała mobilność, stara się sama gotować. Jest to jednak trudne – bóle nóg nie pozwalają jej długo stać przy kuchennym blacie. Rozważa więc zakup air fryera, który mogłaby postawić przy łóżku.

– Kiedyś żyłam na słodyczach. Na śniadanie słodka bułeczka, potem jakaś pizzerka, wafelki, zapiłam to wszystko energetykiem, chipsów pojadłam, na obiad fast food i tak mijał mi dzień – opowiada. – Teraz rano robię sobie zdrowe kanapki, gotuję jajka. Nienawidzę jogurtów naturalnych, więc dodaję sobie do nich owoce, żeby nie kupować tych gotowych, słodzonych. Na obiad pierś z kurczaka albo tuńczyk, ziemniaki bądź ryż, jakaś surówka. Nadal jednak podjadam między posiłkami: batoniki, wafelki – dodaje Anita.

Na razie nie wychodzi z domu. Nie czuje się jeszcze na siłach.

– Oglądam telewizję, gram w gry, staram się ćwiczyć hantelkami. No i chodzę po mieszkaniu, żeby wzmacniać nogi: przejdę się do łazienki, do kuchni, wracam na łóżko i odpoczywam. I tak co kilkanaście minut – opowiada.

Moją motywacją do chudnięcia są moje marzenia. Przede wszystkim chciałabym wyjść z domu. Siedzę co dzień w oknie i patrzę na świat. Chciałabym iść na spacer, pojechać nad morze. Chciałabym być prawdziwą mamą dla mojej córki – mówi.

Anita Wasilewska z małą jeszcze Nikolą
Anita Wasilewska z małą jeszcze Nikolą © Archiwum prywatne

Nikola ma już 16 lat i mieszka w młodzieżowym ośrodku wychowawczym. Odwiedza mamę, kiedy tylko może. Została Anicie odebrana, bo sąd uznał, że kobieta nie jest w stanie się nią opiekować.

– Życie by za mnie oddała. Czasem mi mówi: "Mamo, tak bym chciała wyjść z tobą na spacer, na lody, gdziekolwiek" – zdradza.

– Marzę o normalności: wyjściu z domu, pójściu do pracy, znalezieniu partnera. Chciałabym być normalną mamą i żoną. Mam nadzieję, że kiedyś mi się to uda – dodaje.

Życie za 1800 zł

Anita żyje z zasiłku: 1800 zł miesięcznie. Za połowę kwoty opłaca mieszkanie. Szuka pracy zdalnej, ale jak na razie bez rezultatu.

– Jest mi ciężko, a powinnam kupować za to zdrowe jedzenie. Na wiele rzeczy mnie nie stać – wyjaśnia.

Aby zebrać pieniądze na bieżące wydatki, założyła zbiórkę. Brakuje jej na leki (na astmę, niedoczynność tarczycy, serce) czy środki medyczne: podkłady, pieluchy, maści na odparzenia. Marzy o zamówieniu cateringu dietetycznego, żeby mieć stałą kontrolę nad spożywanymi kaloriami.

– Chociaż schudłam, nadal się sobie nie podobam. Nienawidzę siebie, swojego ciała. Teraz jest mi lżej, mogę iść sama do łazienki, wcześniej "robiłam pod siebie", więc jest duża różnica, ale nadal jest bardzo ciężko. Jestem zła na siebie, że stoję w miejscu. Mam nadzieję, że mój los się odmieni – mówi.

Jednocześnie zdaje sobie sprawę, że przed nią jeszcze długa droga. – Najbardziej boję się, że mi się nie uda. Że nie wyjdę z tego. Że nie dojdzie do operacji, znów przytyję do 300 kg, załamię się i będę już tylko czekać na własną śmierć – wskazuje.

Pomóc Anicie Wasilewskiej można za pomocą jej zbiórki.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie