- 3 lipca Wirtualna Polska poinformowała, że w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym im. Ludwika Rydygiera w Toruniu luki w grafikach na SOR-ze mieli wypełniać lekarze, którzy w tym samym czasie dyżurowali na innych oddziałach
- Lekarze, z którymi rozmawialiśmy, zarzucali kierownictwu szpitala "patologię". Mówili też o zagrożeniu dla pacjentów
- Dyrekcja szpitala twierdzi, że wszystko działa jak należy. W obronie szpitala wystąpił marszałek kujawsko-pomorski - samorząd jest organem założycielskim placówki
- Konsultant krajowy w dziedzinie medycyny ratunkowej mówi, że docierały do niego sygnały, że SOR ma kłopoty kadrowe, ale nie dotarły do niego informacje o jakichkolwiek nieprawidłowościach w obsadzie dyżurów
- W szpitalu już trwa kontrola NFZ, a dziś rozpoczyna się kolejna, którą przeprowadza Urząd Wojewódzki
- Wirtualna Polska dotarła do grafików dyżurów na SOR-ze. Wynika z nich, że wspomaganie pracy oddziału przez lekarzy nie było incydentalne, jak utrzymywała to dyrekcja.
Dokumenty, do których dotarła Wirtualna Polska, mają nagłówek: "Dyżury lekarskie, Szpitalny Oddział Ratunkowy". To grafiki lekarskich dyżurów z SOR-u Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego im. Ludwika Rydygiera w Toruniu. Pochodzą z sześciu miesięcy roku 2026 i pięciu miesięcy roku ubiegłego.
Każdy z dokumentów został zatwierdzony przez dwie osoby funkcyjne - ma pieczątki i podpisy naczelnego lekarza szpitala oraz koordynatorki ds. ratownictwa medycznego.
W każdym z grafików są również dwie rubryki. Pierwsza opatrzona jest tytułem: "Lekarz SOR niezabiegowy", druga: "Lekarz SOR zabiegowy". Na listach z każdego miesiąca są dni, w których na dyżur nie został wpisany żaden lekarz. Rekordowy pod tym względem był maj zarówno tego, jak i ubiegłego roku, gdzie naliczyliśmy po 22 puste rubryki.
Kto więc zabezpieczał dyżury w tych dniach i dlaczego nie został wpisany do tego grafiku? Zapytaliśmy o to dr. Janusza Mielcarka, rzecznika toruńskiego szpitala. To on zapewniał nas wcześniej, że na każdym dyżurze na SOR-ze jest pięciu lub sześciu lekarzy różnych specjalizacji.
- Te grafiki dotyczą jedynie lekarzy wspomagających pracę zespołu. Są oni obecni podczas części dyżurów - stwierdził w rozmowie z WP abcZdrowie rzecznik szpitala.
W dokumentach nie ma jednak żadnej informacji o tym, że to lekarze, którzy tylko wspomagają dyżurnych. Dodatkowo wśród "wspomagających" znalazła się koordynatorka ds. ratownictwa medycznego w toruńskim szpitalu, której można byłoby się raczej spodziewać w podstawowej obsadzie. W tegorocznych grafikach, w których według rzecznika występują tylko "wspomagający", wpisane są wyłącznie cztery kobiety i to ich nazwiska przewijają się przez sześć miesięcy 2026 roku. Część nazwisk wpisana jest odręcznie, inne komputerowo.
W tej sytuacji poprosiliśmy dr. Mielcarka o listę podstawowego zespołu dyżurującego na SOR-ze i jednoznaczne wskazanie, kto miał takie dyżury (czy to byli lekarze SOR czy z innych oddziałów, czy byli wśród nich rezydenci). Rzecznik zastrzegł, że musi to skonsultować z dyrekcją. Po konsultacji odpowiedział, że ze względu na kontrole nie może jej ujawnić.
- W naszej opinii to próba wprowadzania celowego zamętu przez szpital, który próbuje się tłumaczyć. Podczas swojej pracy na różnych SOR-ach nie spotkałem się z tym, żeby prowadzono równolegle różne listy z dyżurami, żeby funkcjonowała jakaś odrębna lista lekarzy wspomagających. To niestandardowa procedura, będąca także świadectwem nieprawidłowości - ocenia Władysław Krajewski, wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów. I dodaje: - Choćby w moim obecnym szpitalu na Pomorzu jest jedna lista dyżurnych.
Delegowanie czy podwójny dyżur?
Sprawę nieprawidłowości - na podstawie rozmów z toruńskimi lekarzami - nagłośnił właśnie Władysław Krajewski.
- Podczas części dyżurów na SOR-ze brakuje lekarza, a pacjentami opiekują się lekarze zatrudnieni w innych oddziałach szpitalnych, którzy jednocześnie wykonują swoje podstawowe obowiązki w oddziałach macierzystych i na blokach operacyjnych - podkreślał w rozmowie z WP abcZdrowie. Równocześnie alarmował o potencjalnym zagrożeniu dla życia i zdrowia pacjentów w stanach nagłych.
Wtedy dr Janusz Mielcarek wyjaśniał, że "w SOR na stałe zatrudnionych jest dwóch lekarzy specjalistów medycyny ratunkowej oraz trzech lekarzy pracujących jako lekarze dyżurni SOR". Ponadto "każdorazowo zespół dyżurujący składa się z lekarzy delegowanych z poszczególnych oddziałów szpitalnych". Wymieniał: chirurgię, neurologię, kardiologię, choroby wewnętrzne i ortopedię.
- Comiesięczne listy dyżurowe tych specjalności jednoznacznie wskazują, który lekarz danego dnia pełni dyżur na oddziale, a który na SOR-ze - zaznacza teraz.
Rzecznik twierdzi, że w dniu pełnienia dyżuru na SOR-ze lekarze są zwolnieni z obowiązków na macierzystym oddziale. Tymczasem Porozumienie Rezydentów, a także szefowa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy i pracownicy toruńskiego szpitala podkreślali, że praktyka jest zupełnie inna. Dlatego medycy zarzucali szpitalowi "patologię" oraz prowadzenie "kreatywnej dokumentacji".
Szpital temu zaprzecza, ale czy może potwierdzić, że lekarze faktycznie byli zwolnieni ze swoich obowiązków na macierzystym oddziale? - Jakiego oczekujecie państwo dowodu? - usłyszeliśmy od rzecznika.
Zapewnił, że zdarzają się jedynie "wyjątkowe sytuacje, gdy lekarz oddelegowany do SOR-u proszony jest przez innego lekarza pełniącego dyżur na jego oddziale macierzystym do pomocy przy zabiegu operacyjnym u chorego w stanie zagrożenia życia". W tym czasie nad jego pacjentami na SOR-ze opiekę pełni kierownik dyżuru SOR.
- Wiem, że szpital w Toruniu ma poważne problemy kadrowe na szpitalnym oddziale ratunkowym. Zgłaszał mi to już w marcu sam naczelny lekarz tego szpitala prof. Marek Jackowski. Sądziłem, że problem uda się rozwiązać po egzaminach specjalizacyjnych, które naturalnie dostarczyły nowej kadry. Problem zaczął się jednak nasilać - mówi prof. Jerzy Ładny, konsultant krajowy w dziedzinie medycyny ratunkowej.
- Nie dotarły do mnie natomiast informacje o jakichkolwiek nieprawidłowościach w obsadzie dyżurów, bo na pewno podjąłbym działania kontrolne w tej sprawie. Wobec takich doniesień, we współpracy z wojewódzkim konsultantem, zajmiemy się tą sprawą - wskazuje.
Prof. Ładny dodaje, że problemy kadrowe na SOR-ach to problem ogólnopolski. -Aktualnie zajmuję się kilkunastoma przypadkami, które tego dotyczą. Wobec takich problemów szpitale różnie radzą sobie z obsadą dyżurów. Oczywiście, jeśli np. NFZ potwierdzi nieprawidłowości, może ukarać taki szpital, nakładając karę finansową, ale to nie rozwiązuje problemu - zauważa konsultant krajowy.
- Niestety, z pustego i Salomon nie naleje, więc w ostateczności rozwiązaniem w sytuacji poważnych braków kadrowych jest przekształcenie SOR-u w izbę przyjęć. Izby przyjęć mają inny tryb pracy niż SOR-y. Są tam mniejsze wymogi kadrowe, a praca opiera się głównie na lekarzach z konkretnych oddziałów - mówi.
"Praktyka stosowana od lat"
Rzecznik Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego nie odniósł się do naszego pytania o ewentualne zmiany w obsadzie SOR-u. Chcieliśmy wiedzieć, czy liczba pracujących tam osób oraz środki, jakie szpital dostaje na ten oddział z NFZ, zmieniły się w ciągu ostatnich lat.
Przyznaje jedynie, że są problemy kadrowe. - Szpital regularnie ogłasza konkursy ofert na udzielanie świadczeń zdrowotnych na stanowiska lekarzy, w tym lekarzy zabiegowych i niezabiegowych. W ostatnich dwóch latach ogłoszono łącznie osiem takich konkursów, jednak wobec systemowego, ogólnopolskiego deficytu lekarzy tych specjalności nie złożono do nich żadnej oferty - mówi Mielcarek.
Jednocześnie wskazuje, że "taki system organizacji pracy w SOR działa od lat i nigdy nie budził wątpliwości instytucji kontrolujących pracę oddziału". - Pozwala to na wdrożenie optymalnej terapii we właściwym czasie dla pacjentów, których ponad 40 tys. pojawia się co roku na naszym SOR-ze - ocenia.
Inaczej widzą to Porozumienie Rezydentów, szefowa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy i pracownicy szpitala, z którymi wcześniej rozmawiała Wirtualna Polska. Zwracali uwagę, że "podczas części dyżurów na SOR-ze brakuje lekarza, a pacjentami opiekują się lekarze zatrudnieni w innych oddziałach szpitalnych, którzy jednocześnie wykonują swoje podstawowe obowiązki w oddziałach macierzystych i na blokach operacyjnych". Podkreślają, że to praktyka stosowana od lat, a takie sytuacje zdarzają się "notorycznie".
- Sprawa "wypłynęła" teraz ponownie, bo pracownicy się zbuntowali i zdecydowali się ją nagłośnić za naszym pośrednictwem - mówi Władysław Krajewski.
Pracownicy zwracali się do NFZ z pytaniem o to, w jakiej formie szpital raportował obsadę na SOR. Chcieli wiedzieć, jak wyglądały grafiki wysyłane do Funduszu, by porównać je z tym, jak faktycznie wyglądały dyżury. Okazało się, że Fundusz nie dostawał nazwisk dyżurujących lekarzy, tylko konkretną liczbę personelu na SOR.
- Liczbowo to się zgadzało, nie było luk, dlatego że w praktyce łączono dyżury na dwóch oddziałach - opowiada nam jeden z pracowników toruńskiego szpitala. Zgodził się na anonimową rozmowę w obawie przed konsekwencjami zawodowymi.
- Lekarze rezydenci byli zmuszani do takich dyżurów. Na porządku dziennym było zastraszanie, jeśli ktoś odmawiał. Dlatego też wielu rezydentów z interny i chirurgii odeszło, były też zwolnienia - zaznacza nasz rozmówca.
Kontrole NFZ i wojewody
W piątek w toruńskim szpitalu zaczyna się kontrola zlecona przez wojewodę.
- Nadzór i kontrola wojewody dotyczące działania szpitalnych oddziałów ratunkowych wynika z ustawy o państwowym ratownictwie medycznym. To jedyny obszar, który wojewoda nadzoruje i w ramach takiej kontroli sprawdza m.in. kwestie związane z obsadą dyżurów, prowadzenie dokumentacji dotyczącej działania SOR-u - mówi Natalia Szczerbińska, rzeczniczka wojewody kujawsko-pomorskiego.
- Kontrola, która była prowadzona w 2024 r. [za okres od 1 stycznia 2022 do 23 maja 2024 r. - red.] była kontrolą planową, wynikającą właśnie z ustawowych obowiązków wojewody. Nie wykryto wówczas nieprawidłowości, poza jedną kwestią - w grafiku nie wykazano lekarza, który miał pełnić dyżur w dwóch konkretnych dniach. Była to jednak jednostkowa sytuacja - dodaje rzeczniczka. I zaznacza, że "od czasu tej kontroli nie dotarły żadne sygnały o nieprawidłowościach".
Obecna kontrola jest reakcją wojewody na zarzuty o nieprawidłowościach na SOR-ze. W zawiadomieniu, które wojewoda wysłał do dyrekcji szpitala 6 lipca, czytamy, że obejmie m.in. regulamin szpitala i SOR, grafik pracy lekarzy na SOR i ich specjalizacji, a także grafik pracy pielęgniarek i ratowników medycznych.
Swoją kontrolę w szpitalu prowadzi już NFZ. Jak się dowiedzieliśmy, może ona potrwać nawet kilka tygodni.
- Kontrola obejmuje m.in. dostępność do świadczeń opieki zdrowotnej dla pacjentów w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Dotyczy też weryfikacji dokumentacji personelu medycznego, który pracuje w SOR, w tym m.in. harmonogramów pracy personelu - mówi WP abcZdrowie Paweł Florek, dyrektor Biura Komunikacji Społecznej i Promocji NFZ.
Jeśli NFZ potwierdzi nieprawidłowości, może nałożyć na szpital kary umowne. Jak tłumaczy Paweł Florek, ich wysokość jest uzależniona od wagi, skali i rodzaju wykrytych nieprawidłowości. Maksymalnie może to być 2 proc. kontraktu, który szpital podpisał z Funduszem na świadczenia w konkretnym obszarze.
"Hieny polityczne"
W środę na swojej stronie na Facebooku Wojewódzki Szpital Zespolony im. L. Rydygiera zamieścił film, w którym główną rolę odgrywa marszałek województwa kujawsko-pomorskiego Piotr Całbecki. Urząd jest organem założycielskim placówki.
Nikt z krytykujących organizację pracy SOR-u nie podważał ani oddania lekarzy, ani ich fachowości. Medycy domagali się jedynie wyjaśnienia "patologii" w organizacji dyżurów. Tymczasem klip to reklama samego SOR-u, pracowników, całej placówki i jej kierownictwa.
Piotr Całbecki mówi: - Chciałbym odnieść się do tych ataków, które skierowane są na marszałka, jako organ prowadzący, dyrekcję szpitala za rzekome nieprawidłowości. Te ataki są pozbawione jakiegokolwiek sensu. Wygłaszają je ludzie, którzy nie rozumieją, na czym polega praca szpitala lub są zwykłymi hienami politycznymi. No bo jak można nazwać inaczej osoby, które bezpardonowo atakują właśnie to miejsce, gdzie pomagamy ludziom, gdzie ratujemy życie, gdzie robimy wszystko, aby ulżyć w cierpieniu.
- Jeśli chodzi o pisma od pracowniczych związków zawodowych funkcjonujących na terenie WSZ oraz zrzeszających lekarzy tej placówki, ostatnie wpłynęło w 2023 r. Dotyczyło zwolnienia z jednego z lekarzy. Została przeprowadzona kontrola, która nie wykazała nieprawidłowości, o czym poinformowałem związki zawodowe - przekazał nam Piotr Całbecki. Zapewnił, że reaguje na "wszystkie sygnały, także anonimowe".
Film marszałka utwierdził rozmówców Wirtualnej Polski w przekonaniu, że sprawę dublowania dyżurów trudno będzie rzetelnie wyjaśnić. Marszałkiem kujawsko-pomorskim Piotr Całbecki (Koalicja Obywatelska) jest nieprzerwanie od roku 2006. Miał wiedzieć o problemach placówki, ale nie interweniował, by je rozwiązać.
Medycy krytykujący dyrekcję szpitala wskazują też na szereg powiązań personalnych.
Naczelnym lekarzem szpitala, tym, który informował o poważnych problemach kadrowych na SOR konsultanta krajowego w dziedzinie medycyny ratunkowej, jest wybitny chirurg prof. Marek Jackowski. Prywatnie to teść marszałka.
Sylwia Sobczak, od 2013 r. dyrektor toruńskiego szpitala, była wcześniej zastępcą dyrektora Departamentu Edukacji i Sportu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Kujawsko-Pomorskiego w Toruniu, czyli podwładną Piotra Całbeckiego.
Wojewoda kujawsko-pomorski Michał Sztybel (Koalicja Obywatelska), którego urzędnicy rozpoczynają kontrolę, był wcześniej wiceprezydentem Bydgoszczy. Z kolei Agnieszka Bańkowska, uznana ekspertka w dziedzinie ochrony zdrowia, obecna szefowa kujawsko-pomorskiego oddziału NFZ, kierowała Biurem ds. Zdrowia i Polityki Społecznej Urzędu Miasta Bydgoszczy.
- Marszałek, wojewoda i prezydent Torunia są z jednej partii. Dlatego konieczna jest całkowicie niezależna od lokalnych władz kontrola, z zewnątrz, na wyższym szczeblu. Liczymy, że zajmie się tym Ministerstwo Zdrowia - podkreśla jeden z rozmówców Wirtualnej Polski.
W poniedziałek zapytaliśmy ministerstwo, czy planuje kontrolę w toruńskim Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym. Czekamy na odpowiedź.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.