Pracował w dwóch warszawskich szpitalach
Informacje dotyczące zatrudnienia Kacprzyka w Szpitalu Bródnowskim przedstawiono podczas piątkowej sesji Sejmiku Województwa Mazowieckiego. Z przekazanych danych wynika, że lekarz rozpoczął pracę 5 lutego 2026 roku. Początkowo podpisał trzymiesięczną umowę, a następnie przedłużył współpracę do końca czerwca. W tym samym czasie był również związany ze Szpitalem Południowym w Warszawie, gdzie pełnił funkcję koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego.
"To jest patologiczna sytuacja". Warszawiacy karcząco o skandalu w szpitalu
Jak wyjaśnił Sejmik Województwa Mazowieckiego, zatrudnienie Kacprzyka było związane z nagłym kryzysem kadrowym. "2 lutego 2026 r. część lekarzy niespodziewanie przerwała pracę, narażając ciągłość świadczeń. W tym czasie na oddziale przebywało 33 pacjentów wymagających hospitalizacji i stałego nadzoru" - przekazano w komunikacie. Oprócz udzielania świadczeń medycznych lekarz miał także zastępować koordynatora SOR, przygotowywać grafiki dyżurów i odpowiadać za zapewnienie obsady lekarskiej.
Według informacji przekazanych przez Sejmik Kacprzyk otrzymywał 350 zł za godzinę pracy. Była to stawka o 50 zł wyższa niż w przypadku lekarzy zatrudnionych na podobnych stanowiskach. Jak wyjaśniono, wyższe wynagrodzenie miało wynikać z dodatkowych obowiązków organizacyjnych.
Lekarz otrzymywał również miesięczny ryczałt w wysokości 25 tys. zł za pełnienie funkcji koordynatora. TVN24 ustalił, że w czasie współpracy ze Szpitalem Bródnowskim Kacprzyk miał wykazać łącznie 732 godziny pracy. Według wyliczeń stacji jego wynagrodzenie mogło przekroczyć 350 tys. zł.
Trwają śledztwa i kontrole
"16 czerwca wystawił faktury korygujące na kwotę 108 600 zł i przekazał na konto szpitala 80 tys. zł" - poinformowano. Nie podano, czy zwrócona kwota wyczerpuje wszystkie korekty związane z rozliczeniem współpracy.
Nazwisko Dawida Kacprzyka od kilku tygodni pojawia się w związku z aferą dotyczącą Szpitala Południowego. Wcześniej ujawniono, że niespełna 30-letni lekarz bez specjalizacji miał w ubiegłym roku uzyskać wynagrodzenie sięgające 1,6 mln zł. Pojawiły się także informacje o możliwych nieprawidłowościach związanych z rozliczaniem dyżurów oraz opuszczaniem miejsca pracy.
W sprawie Szpitala Południowego prowadzone są obecnie dwa śledztwa. Jedno dotyczy podejrzenia oszustwa na kwotę przekraczającą pół miliona złotych, drugie - możliwego przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego, w tym nieprawidłowości przy kwalifikowaniu pacjentów na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym.
Równolegle postępowanie prowadzi Naczelna Izba Lekarska. Kontrole w placówce prowadzą również Narodowy Fundusz Zdrowia, stołeczny ratusz oraz Państwowa Inspekcja Pracy.
Źródło: TVN24
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.