Ebola zbiera żniwo. Polski misjonarz o życiu w epicentrum epidemii

Ksiądz Jakub Snopkowski posługuje w Buni. Mieście, które jest epicentrum epidemii eboli. W rozmowie z Wirtualną Polską mówi o realiach życia mieszkańców i o tym, jak radzą sobie oni z chorobą.

Jak Kongijczycy radzą sobie w czasie epidemii.Epidemia eboli rozlewa się po Kongo
Źródło zdjęć: © Getty | Michel Lunanga

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) poinformowała we wtorek o najnowszym bilansie epidemii eboli w Demokratycznej Republice Konga. Według danych na 31 maja służby sanitarne odnotowały 321 laboratoryjnie potwierdzonych zakażeń oraz 116 przypadków uznawanych za podejrzane. Jak przekazał podczas konferencji prasowej w Genewie rzecznik WHO Christian Lindmeier, dotychczas epidemia pochłonęła 48 ofiar śmiertelnych. Sześć osób pokonało chorobę i wróciło do zdrowia.

Mateusz Różański, WP abcZdrowie: Jak wygląda w tej chwili sytuacja? Jak radzicie sobie w momencie, kiedy kraj jest dotknięty epidemią?

Ks. Jakub Snopkowski SCJ, misjonarz: Na początku chciałbym trochę wyjaśnić specyfikę naszej pracy tutaj. Jesteśmy wśród ludzi, głosimy Ewangelię, żyjemy razem z nimi. Jakoś nie czujemy tej epidemii tak, jak wy tam w Polsce, patrząc na przekaz mediów. Życie toczy się tu normalnie. Kiedy słyszę te wszystkie media, które rozgłaszają informacje o epidemii, to trochę chce mi się śmiać. Czym innym jest być tutaj wśród tych ludzi, a czym innym słuchać doniesień z zewnątrz. Ludzie żyją normalnie, nie odczuwa się epidemii tak bardzo. Owszem, mówi się o tym w szpitalach, mówią lekarze, były też ogłoszenia u nas w kościele, żeby brać sytuację pod uwagę. Choroba jest, ale to nie jest tutaj jedyna choroba. Mamy wiele chorób tropikalnych, szerzą się malaria, ebola, wirus HIV i inne wirusy. Teraz po prostu bardzo głośno zrobiło się o eboli.

Grozi nam kolejna epidemia? Dr Grzesiowski tłumaczy

A daleko jesteście od miejsc, które są głównymi ogniskami zachorowań?

Nie, mieszkam w mieście Bunia. Jestem właśnie tam, gdzie jest najgorzej – w mieście, o którym mówi się jako o głównym ognisku. Żyjemy tutaj, to tu wszystko się rozpoczęło. Słyszałem, że ta epidemia trwa od miesiąca, może od półtora i zaczęła się w jednej z okolicznych wiosek na obszarze z wieloma kopalniami złota i innych minerałów. Żyję wśród tych ludzi – owszem, słyszy się o tym, rozmawiamy na ten temat, bierzemy pod uwagę zalecane środki ostrożności i to, co przekazują lekarze.

Czyli, jak rozumiem, ludzie nie panikują i nie są jakoś szczególnie wystraszeni?

Nie, nie. Nosimy maseczki – to widać wśród ludzi – i przede wszystkim myjemy ręce, używamy też płynów antybakteryjnych. Podchodzimy do tej dezynfekcji poważnie. Ale poza tym ludzie żyją normalnie, wychodzą z domu, nie ma paniki. Patrzą, słuchają, czasem trochę się martwią, kiedy słyszą, że ktoś umarł. Ale tak jak mówiłem – kiedy jest malaria, to co? Teraz jest najgorsze to, że rozgłasza się tylko te przypadki, gdzie ktoś umiera na ebolę. A przecież są też zgony na malarię, na AIDS i inne choroby. O nich się nie mówi, tylko o eboli. Ludzie są wręcz zdziwieni, bo to wygląda tak, jakby pozostałe choroby czy rak nagle zniknęły.

Rozumiem, że śmierć z powodu różnych chorób nie jest tu nowością i ludzie są z nią w pewien sposób bardziej oswojeni niż my w Europie?

Tak, to wiadomo. Trudno mi powiedzieć, czy są "zaznajomieni", ale po prostu z tym żyjemy. Może i ta umieralność trochę wzrosła, to fakt. Słyszę o tym u nas w parafii – czasem ktoś pojedynczy umiera, ale nie bada się dokładnie, czy to na ebolę, czy na coś innego. Umarł, to trzeba go pochować. Nie ma u nas takiego podejścia, że będziemy teraz otwierać trumny i wszystkiemu się przyglądać, bo to nie ma sensu. Żyjemy normalnie, misja trwa, jestem cały czas wśród ludzi.

A jak wygląda sytuacja z lekarzami? Podobno przyjechało ich wielu z różnych części świata.

Tak, pod tym względem sporo się dzieje. Działają tu różne organizacje charytatywne i sanitarne. Wprowadzono obostrzenia: lotnisko jest zamknięte, granica z Ugandą też została zamknięta. Są więc pewne działania, ale ludzie nie biorą ich tak bardzo do siebie. Rozmawiam z lekarzami, mamy tu wielu przyjaciół wśród nich. W sobotę przyjechali ludzie z Caritasu, żeby ogłosić ważne komunikaty, na przykład, żeby unikać dużych zgromadzeń, przede wszystkim pogrzebowych oraz unikać dotykania ciał zmarłych, bo nie wiadomo, na co dana osoba odeszła. Taka wiedza jest nam przekazywana. Widać te wszystkie organizacje sanitarne, ale ja osobiście nie skupiam się na tym przesadnie. Koncentruję się na mojej parafii i naszych działaniach – jesteśmy w trakcie budowy kościoła i to mnie głównie zajmuje.

Czyli epidemia trwa, ale budowa kościoła i normalne życie również. Dba się o tych ludzi na miejscu, bo – jak rozumiem – w Kongo nie dałoby się wprowadzić takiego klasycznego lockdownu, podczas którego wszyscy zamkną się w domach?

Nie, nie, nie. Nie słyszałem o czymś takim i na razie trudno byłoby pójść aż tak daleko. Żyjemy, budujemy, pracujemy, misja działa i tak to naprawdę wygląda.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie