Epidemia na kolejnym wycieczkowcu. "Wystarczy moment, żeby się zarazić"
Na statku Caribbean Princess, którym płyną m.in. Polacy, wybuchła epidemia. Chodzi o norowirusa, który może przenosić się błyskawicznie. Lekarze tłumaczą, że to właśnie duża liczba chorych jest najbardziej charakterystyczna dla takiego zakażenia.
"Wystarczy moment", żeby się zarazić norowirusem
Na wycieczkowcu Caribbean Princess wykryto norowirusa. Według "The New York Times" zachorowało tam już ponad 100 pasażerów i kilkunastu członków załogi.
Jak przekazał jeden z pasażerów statku Damian Haberny w rozmowie z Polsat News, zabrakło oficjalnej informacji o tym, że to norowirus. Pasażerowie mieli dowiedzieć się o tym z polskich mediów, z internetu. Dodał, że informacja o początkowo ok. 50 chorych miała paść od pracownicy salonu fryzjerskiego na statku 6 maja.
- Sporo osób, jak np. nasi znajomi, źle się czuje, przeleżało dwa, trzy dni i przeszło. Myślę, że takich osób jest więcej - powiedział Haberny. Na pokładzie zaostrzono procedury sanitarne, pokład jest regularnie czyszczony, prowadzone są dezynfekcje, a część pasażerów zakłada maseczki.
Amerykańskie CDC podaje, że norowirus to najczęstsza przyczyna problemów gastrycznych na wycieczkowcach (w ubiegłym roku odnotowano ponad 2,2 tys. przypadków takich zakażeń).
Lekarze potwierdzają, że norowirusy przenoszą się błyskawicznie. Objawy pojawiają się bardzo szybko, nawet po niecałej dobie od zakażenia, ze względu na krótki okres wylęgania wirusa. To mogą być nudności, silne wymioty i biegunki, czy objawy grypopodobne, m.in. bóle głowy i mięśni. Symptomem, który powinien zaniepokoić, jest szybkie odwodnienie (niebezpieczne szczególnie dla niemowląt i małych dzieci oraz seniorów).
- W przypadku norowirusów infekcja przebiega ogniskami. Chorują całe rodziny, a nawet pół przedszkola czy kilka klas w szkole. Wystarczy moment, żeby się zarazić. To właśnie duża liczba zachorowań jest najbardziej charakterystyczna dla takiego zakażenia, bo same objawy infekcji mogą być czasem mylące - tłumaczyła w rozmowie z WP abcZdrowie prof. Joanna Zajkowska z Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku.
To, że norowirusy atakują masowo, potwierdzają też lekarze rodzinni. - Albo od razu trafia do mnie cała rodzina, albo najpierw chore jest dziecko, a za dwa dni rodzice - wskazywała też Joanna Zabielska-Cieciuch, prezes Podlaskiego Związku Lekarzy Pracodawców "Porozumienie Zielonogórskie".
Jak leczyć zakażenie norowirusem?
Choć takie zakażenia są powszechne, to nie każdy chory wie, jak reagować.
- Zdarzają się sytuacje, które mogą być bardzo niebezpieczne, a nawet zagrozić życiu. Jeden z moich pacjentów, 80-latek, przyznał, że nigdy nie miał aż tak silnych dolegliwości; męczyły go biegunki i wymioty. Niestety, posłuchał sąsiada, który doradził mu kieliszek spirytusu z pieprzem, co jeszcze pogorszyło sprawę. Nie dość, że nasiliły się objawy, to doszło do uszkodzenia śluzówki żołądka - mówiła nam dr Zabielska-Cieciuch.
Wyjaśniła, że przy takich zakażeniach stosuje się tylko leczenie objawowe. Jego podstawą jest nawadnianie, uzupełnianie elektrolitów, lekkostrawna dieta plus ewentualnie lek przeciwbólowy.
Aby zapobiec rozprzestrzenianiu się norowirusów, eksperci zalecają częste mycie rąk wodą z mydłem. Należy też unikać przebywania w towarzystwie innych osób do czasu ustąpienia objawów.
Norowirusy są wyjątkowo odporne, więc powszechnie stosowane środki do dezynfekcji nie zadziałają. Wirusy są w stanie utrzymać się na powierzchniach nawet do tygodnia.
Źródła: WP abcZdrowie, Polsat News, CDC.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.